Wójt gminy Baranów zarządziła dopłatę w wysokości 800 zł na wakacje dla uczniów, którzy chodzili na kontrowersyjne zajęcia z narzucanej przez rząd tzw. edukacji zdrowotnej. Wydane będą rzecz jasna publiczne, a nie prywatne pieniądze. A konkretnie przeznaczone na… walkę z alkoholizmem.
– To jest prawdziwa dyskryminacja! Pani wójt ma świadomość, że w jakimś stopniu jest to krzywdzące i niezgodne z prawem. Przede wszystkim, to dyskryminacja części uczniów w tej gminie – powiedziała poseł PiS Katarzyna Sójka cytowana przez radiosud.pl.
– Z pewnością wójt chciała w ten sposób przymusić rodziców, bo równie dobrze mogła wybrać nieobowiązkową religię – dodała.
Sójka zgłosiła sprawę do wojewody oraz Rzecznika Praw Obywatelskich.
Co ciekawe, sama wójt przekonuje, że „to nie jest kara tylko nagroda dla uczniów”.
– Te pieniądze pochodzą z Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i są właśnie między innymi za edukację o tym problemie, bo przecież to jeden z tematów tego przedmiotu w szkole. Więc jest to nagroda dla tych dzieci, które tygodniowo miały jedną godzinę więcej zajęć – przekonywała Bogumiła Lewandowska-Siwek, wójt gminy Baranów.
Redakcja radiosud.pl zapytała, dlaczego rozporządzenie pojawiło się dopiero teraz, a nie do 1 września ubiegłego roku?
– Bo nie chodzi się na edukację zdrowotną dla pieniędzy. Dzieciom ich rodzicom należy się nagroda za mądrość i rozsądek, że chcą edukacji o zdrowiu – twierdziła.
Sytuacja ma miejsce krótko po skandalu z lodziarnią, gdzie interweniowała Rzecznik Praw Dziecka. Jak przekonywała, rozdawanie przez prywatną lodziarnię lodów dzieciom z dobrymi wynikami w nauce to dyskryminacja. Krótko potem publiczna instytucja wywala publiczne pieniądze na „nagradzanie” dzieci nie za wyniki czy pracę, ale za posłuszeństwo wobec aktualnej rządowej ideologii. I czy to pozostanie bez echa ze strony rządowych instytucji?
W gminie Baranów jest ponad 900 uczniów. 166 z nich jest zarejestrowana na tzw. edukację zdrowotną. Należy jednak przypomnieć, że nie oznacza to, że tyle osób faktycznie na te zajęcia uczęszczało.
Uczniowie byli „z automatu” wpisywani na zajęcia. Jedynie pismo od rodzica lub prawnego opiekuna przedstawione w odpowiednim czasie zwalniało ucznia z obowiązku uczęszczania na forsowany przez lewicę kontrowersyjny przedmiot.
Jednocześnie spośród „zapisanych” na lekcje uczniów, wielu realnie na nie nie uczęszczało. Pisaliśmy o tym wielokrotnie, m.in. w artykułach poniżej.
Kompletna klapa Nowackiej. Rodzice zachowali rozum. MEN opublikowało dane
Totalna klapa „edukacji” zdrowotnej. W niektórych szkołach organizują lekcje dla jednej osoby
Klęska Nowackiej! Nawet Trzaskowski wypisał swoje dziecko z edukacji zdrowotnej
Pomimo społecznego sprzeciwu i klapy programu, zajęcia te mają być wkrótce obowiązkowe dla wszystkich.
