Strona głównaWiadomościPolskaNa co posłowie wydają ponad 100 tys. zł? Nie wiadomo i nigdy...

Na co posłowie wydają ponad 100 tys. zł? Nie wiadomo i nigdy się nie dowiemy. Rekordzistami politycy Konfederacji i PiS

-

- Reklama -

Radio ZET pochyliło się z siecią Watchdog Polska nad wydatkami posłów przy okazji publikacji przez Kancelarię Sejmu sprawozdań wydatków parlamentarzystów dotyczących prowadzenia biur poselskich. Okazuje się, że tam, gdzie padają największe kwoty – czyli rubryka nr 23 pt. „inne wydatki” – nikt nie może zweryfikować, na co faktycznie poszły pieniądze. A sami posłowie nie chcą się tłumaczyć. Na podium w tej kategorii są posłowie Konfederacji i jedna poseł PiS.

W sprawozdaniach są wydatki posłów związane z prowadzeniem biur poselskich. W dokumentach są wynagrodzenia pracowników, koszty najmu i wydatki na wyposażenie.

- Reklama -

W sprawozdaniu jest także rubryka nr 23 zatytułowana „inne wydatki”. Wpisuje się do niej wszystko, co nie pasuje do innych kategorii.

„Wpisywane tam sumy niekiedy stanowią lwią część całego ryczałtu. Skoro poseł 'wrzuca tam’ większość przysługującego mu budżetu, to dla Kowalskiego oznacza to tyle, że kompletnie nie wie, na co wydane zostały jego pieniądze. A poseł wcale nie ma obowiązku się tłumaczyć” – wskazuje radiozet.pl.

Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska ocenił, że sytuacja jest absurdalna.

– Dostajemy dokument, który zawiera ogólne kategorie. Ja tego nie rozumiem. Jeżeli mam powiedzieć, z czego to wynika, to uważam, że z niechęci. Nikomu, kompletnie nikomu na tym nie zależy, by to rozliczyć – stwierdził Osowski.

W rzeczywistości nikt nie może się dowiedzieć, na co konkretnie poszły pieniądze. A są to pieniądze zabierane nam w podatkach. Ryczałt na biuro poselskie to teoretycznie pieniądze na konkretne cele. W praktyce – nie wiadomo.

Według portalu jakglosuja.pl, do rubryki nr 23 10 posłów wpisało kwoty ponad 100 tys. zł.

„Rekordzistą jest poseł Grzegorz Płaczek z Konfederacji, który do worka pod tytułem „inne wydatki” wrzucił aż 194 tys. zł, czyli 70 proc. swojego ryczałtu. W TOP 3 znaleźli się także: Anna Krupka z PiS (174 tys. zł i 56 proc. ryczałtu), a także Ryszard Wilk z Konfederacji (146 tys. zł i 54 proc. budżetu ryczałtowego)” – czytamy.

Zdaniem Osowskiego, sytuacja powtarza się od lat i nie ma żadnych odpowiedzi na pojawiające się w związku z tym pytania.

– Mnie kompletnie dziwi, że to nie zostało uregulowane. Doszło do tego, że nawet Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że poseł nie musi odpowiadać na pytania o to, jak dokładnie wydał pieniądze. Zajmowaliśmy się tym kilka lat temu. Nawet Trybunał Konstytucyjny się tym zajmował. Choć mamy w Konstytucji zapisaną zasadę jawności, sąd miał co do tego inne przekonanie – powiedział prezes Watchdog Polska.

Aby to zmienić, nie trzeba byłoby wielkiej reformy.

– Na podstawie zarządzenia Marszałka Sejmu posłowie mają obowiązek przygotowania tzw. zestawienia dokumentów finansowych. To jest dokument, w którym są konkretne faktury i powiązane z nimi rodzaje wydatków. To jest prosta rzecz: Zobowiązać posłów do tego, żeby właśnie to zestawienie było publicznie dostępne na stronach Sejmu. Nie to, które jest obecnie publikowane, tylko szczegółowe zestawienie dokumentów księgowych, które oni tak prowadzą. Więc ja kompletnie tego nie rozumiem. Wtedy nie byłoby żadnych pytań – podkreślił Szymon Osowski.

Prezes Watchdog Polska zaproponował posłom, by sami opublikowali taki dokument. Zainteresowanie oczywiście było mizerne.

„Zaglądamy w jeden z takich dokumentów, udostępnionych przez Sieć. Znajdują się tam szczegółowe tabele z podziałem na miesiące. Na liście pojawiają się na przykład: kołki rozporowe, montaż rolet, kwiaty, zakup wieszaka, wydruk na piance format A1, drabia biurowa czy ręczniki papierowe. To wydatki, które można powiązać z działalnością biura i właśnie takie wydatki często trafiają o słynnej rubryki 23. Problem w tym, że tak naprawdę może znaleźć w niej cokolwiek, bo mimo istniejących wytycznych, posłowie niekoniecznie wiedzą, co do poszczególnych kategorii może być zakwalifikowane” – czytamy na radiozet.pl.

Osowski podkreśla, że chodzi nawet o możliwość weryfikacji, czy coś faktycznie kwalifikuje się do rubryki „inne”.

– Ktoś się nawet może pomylić, między jednym kosztem a drugim, po prostu wpisać coś innego – wyjaśnił i dodał, że niestety „mamy orzeczenie NSA, które wskazuje, że nie można pytać samych posłów o te szczegółowe wydatki, więc zwykły śmiertelnik ich nie przymusi do tego, żeby to ujawnili”.

– Ale można byłoby to zrobić na takiej zasadzie, że jak składają sprawozdania, to od razu publikują to zestawienie dokumentów finansowych. I to by załatwiło wszystko. A tak możemy się domyślać, co się kryje w tych różnych generalnych rubrykach. To nie jest historia o tym, że nie można, że to trudne, że się tego nie da zrobić. Cała historia jest o tym, że nikomu nie zależy. I jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy ponad 10 lat temu – podsumował Szymon Osowski.

Niewykorzystany ryczałt wróciłby do państwa, co w jakimś stopniu zmniejszyłoby motywację rządzących do większej grabieży własności Polaków. Z raportu jakglosuja.pl wynika, że 66 posłów zadeklarowało wykorzystanie ryczałtu na 99-100 proc. Pozostali zwracali średnio prawie 42 tys. zł.

„Pieniądze z rubryki 23. nie wracają, bo zostały wydane. Tym bardziej warto, by Polki i Polacy mogli wiedzieć, na co” – stwierdziło radiozet.pl.

Najnowsze