Wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości poseł Łukasz Mejza prowadzi zaawansowane rozmowy z freak fightową federacją Prime MMA. Jeśli negocjacje zakończą się sukcesem, parlamentarzysta wejdzie do klatki z Jackiem Murańskim, którego Donald Tusk określił mianem „postać znana”. Stawka to okrągły milion złotych.
Pierwsze sygnały o możliwym debiucie polityka w oktagonie pojawiły się pod koniec kwietnia. Mejza pojawił się wówczas na gali Prime Show MMA w Nysie, stając w narożniku jednego z walczących zawodników, co natychmiast przykuło uwagę mediów.
Jak ustalił dziennik „Rzeczpospolita”, obecność posła nie była przypadkowa. Wizyta miała na celu zbadanie gruntu i rozpoczęcie negocjacji kontraktowych. – Szczerze? Rozważam – skwitował krótko sam zainteresowany pytany o ewentualną walkę.
Najbardziej prawdopodobnym rywalem posła jest Jacek Murański, weteran polskich patogali i postać budząca skrajne emocje. Murański głośno przypomniał o sobie w trakcie ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej, kiedy to rzucił poważne oskarżenia pod adresem kandydata PiS, Karola Nawrockiego. Powołał się na nie sam Donald Tusk w wywiadzie u Bogdana Rymanowskiego, a by uwiarygodnić osobę Murańskiego, określił go mianem „postać znana”. Zdaniem wielu, był to jeden z gwoździ do trumny, który zaważył na porażce Rafała Trzaskowskiego.
Walka z Mejzą miałaby więc potężny podtekst polityczny. Sam Murański już teraz podgrzewa atmosferę, nazywając siebie „mieczem sprawiedliwości”, który w oktagonie ma rozliczyć posła „w imieniu rodziców chorych dzieci”. To nawiązanie do jednej z afer z udziałem posła.
Kluczem do finalizacji umowy są oczywiście pieniądze. – Po raz kolejny powtarzam: jestem skłonny rozważyć udział w gali freak fightowej, jako pierwszy czynny polityk w Europie, jeśli mój udział realnie pomoże potrzebującym zwierzętom i dzieciom. Dlatego hajs ma się zgadzać: okrągły milion na stół i będą grzmoty. Pół miliona dam na schronisko, a pół miliona na dzieci chore na nowotwory. Za rządów Tuska zarówno schroniska, jak i szpitale, są w fatalnym stanie, dlatego te pieniądze bardzo się przydadzą – mówi Mejza na łamach „Rzeczpospolitej”.
Wiadomo też, na jakich zasadach miałby się odbyć pojedynek – na zasadach brutalnego boksu ulicznego. Zawodnicy wychodzą do klatki w małych rękawicach, a dozwolone są uderzenia głową, łokciami, ciosy młotkowe czy uderzenia z obrotu.
Kontrakt jeszcze nie został podpisany, ale wiele wskazuje na to, że finalizacja to tylko formalność.
