Piszę to w połowie rozmów JE Jìn-Píng Xí z JE Donaldem Trumpem. Dzień wcześniej napisałem na X, że „Zobaczymy, jaki będzie ich wynik”. Na co Komentator o ksywce Wawrzyniec Pruski {@WawrzyniecDec} odpowiedział trzeźwo: »He-he, od razu Panu powiem, jakie będą efekty spotkania: It was a tremendous meeting. Everybody agrees. Huge success. We’re doing things nobody thought possible. Dobranoc«. Uznałem, że ma rację. Ale – zobaczymy!
Ostatnio spotkania na „szczycie” rzeczywiście tak się kończą – i warto zadać sobie pytanie: Dlaczego? Otóż dzieje tak z powodu szalejacej d***kraci. Dawniej, nieraz nawet za „komuny”, było nieco inaczej – bo na Zachodzie d***kracja była mniej rozwinięta, a po naszej stronie nie było jej w ogóle. Więc ludzie zastanawiali się, gdy np. tow. Chruszczow negocjował z Kennedym, co dobrego Oni ustalą? Dziś o tym nie ma mowy: mamy dyktaturę mediów – i media po obu stronach zastanawiają się nad tym: „kto weźmie górę?”, „kto komu dołoży, że aż mu w pięty pójdzie?”.
Jest dość oczywiste, że w takiej atmosferze nie można niczego konkretnego uchwalić. Nawet gdyby JE Jìn-Píng Xí z JE Donaldem Trumpem nieoczekiwanie znaleźli prosty dowód Twierdzenia O Czterech Barwach, to po obydwu stronach byłoby rozczarowanie.
Komunikat końcowy musi brzmieć tak, jak to zaproponował wspomniany Komentator – i tak, by nie faworyzował żadnej strony, ale komentatorzy chińscy mogli na jego podstawie ocenić, że starcie wygrał JE Jìn-Píng Xí, a amerykańscy, że wygrał JE Donald Trump.
I wszyscy będą zadowoleni.
Bo w normalnym świecie starano się rozwiązać problem. W świecie d***kratycznym prawdziwym celem jest zyskanie paru punktów na słupkach poparcia. Dwóch dziedzicznych Monarchów, a nawet Tyranów, nie musi się o to troszczyć – dwóch przywódców d***kratycznych – tak. W Chinach nie chodzi o poparcie wśród ludności – tylko o poparcie w Stałym Komitecie Biura Politycznego i ewentualnie w Komitecie Centralnym KPChin. A w tym celu trzeba wykazać, że w negocjacjach pokonało się przeciwnika.
Czyli: nie współpracujemy, lecz walczymy. I takie są skutki.
Gdy to pokazuję – jak grochem o ścianę. Bo co: mielibyśmy zrezygnować z d***kracji? To samo występuje w innych, mniej nawet pryncypialnych sprawach.
Ot, ostatnio wykazałem, że słabość naszego wojska jest systemowa i nieusuwalna w ramach obecnego Systemu. Jak grochem o ścianę. A przecież ja nie domagałem się zmiany ustroju ani nawet rządu – tylko zmiany systemu rekrutacji. Nagrałem to dla niepiśmiennych – więc teraz w skrócie powtórzę dla piśmiennych. Pewno to Państwo znacie – ale: kto wie?
Zły stan wojska widać od razu. Powtarzam za p. Jackiem Hogą, szefem Fundacji AD ARMA: w USA przeciętny szeregowy ma 19 lat – w Polsce 32 lata, żonę i dwoje dzieci. To jak on będzie nadstawiał karku na wojnie?
Ponieważ Wczc. Sławomirowi Metzenowi zarzucano, że powtarza bzdury po p. Hodze – spytałem GROKa. I okazało się, że to nieprawda: przeciętny polski szeregowiec ma 34 lata, żonę i dwoje dzieci.
Od wykładu p. Hogi minęły dwa lata…
Otóż: dlaczego tak się dzieje?
Dlatego że w normalnym państwie żołnierzom płaci się przyzwoity żołd. Co powoduje konieczność znalezienia na to pieniędzy w budżecie. U nas problem ten rozwiązano bardzo prosto, zresztą już w PRL-u. Płacimy marny ŻOŁD, a za to obiecujemy szybką, wysoką EMERYTURĘ. Bo ŻOŁD trzeba wypłacić DZISIAJ, a EMERYTURĘ za 15 lat.
Co śmieszniejsze: ŻOŁD płaci się 15 lat – a EMERYTURĘ potem przez 50 lat. W sumie to znacznie drożej – ale co Gomułkę czy Kaczyńskiego obchodzą kłopoty, jakie będzie miał jakiś Gierek czy Tusk?
Ale pomińmy nędzne kwestie finansowe. Efektem takiego systemu rekrutacji jest to, że do wojska nie idą zabijacy, którzy niespecjalnie martwią się o to, że mogą zginąć w brawurowym ataku; oni potrzebują pieniędzy TERAZ, na dziwki i wódkę, jak każdy zawadiaka. U nas do armii idą kunktatorzy (w stopniu szeregowca) starannie obliczający lata do EMERYTURY. Oczywiście nie pójdą do śmiałego ataku – bo jak zginą, to EMERYTURA przepadnie…
Państwo, w którym żołnierze marzą o EMERYTURZE, nie może wygrać z państwem normalnym, w którym żołnierze marzą raczej o obiecanych 49 hurysach. Proszę zauważyć, że gdybym nawet przekonał do tego WSZYSTKICH generałów (co byłoby trudne – bo oni też marzą o EMERYTURZE i to znacznie wyższej…) to na przeszkodzie stanie Konstytucja, która jasno (zdaniem Trybunału Konstytucyjnego) stanowi, że nie można zatrudnić nikogo, nie obiecując mu EMERYTURY. Nie można – i już.
Albo się dba o Ludzi Pracy – albo nie.
Przypominam, że już 40 lat temu UDOWODNIŁEM, że system emerytalny musi spowodować drastyczny spadek dzietności. Udowodniłem – no i co z tego? Mielibyśmy dla rozważań Korwin-Mikkego zlikwidować SYSTEM EMERYTALNY? Podstawową ZDOBYCZ SOCJALIZMU?!?
Można już powoływać Katedry Demografii obliczające, czy wcześniej zginiemy z braku dzieci – czy z braku żołnierzy-zawadiaków.
Socjaliści oczywiście NIE WIERZĄ, że istnieją ludzie nie troszczący się o EMERYTURĘ. Więc proponuję eksperyment: podnieśmy żołd dwukrotnie, otwarcie mówiąc żołdakom, że żadnej EMERYTURY nie będzie. Komisje rekrutacyjne będą trzeszczały w szwach!
A co z nimi będzie za 30 lat? A co nas to obchodzi? Każdy jest kowalem swojego losu – a CHCĄCEMU NIE DZIEJE SIĘ KRZYWDA.
Socjaliści w tę maksymę nie wierzą. ONI wiedzą lepiej od człowieka, co jest dla niego dobre. Jeśli ONI będą nadal rządzić – to już za parę lat Europę zaleją prymitywy z nożem – które będą postrachem żołnierzy. Już chyba 5 lat temu ze zgrozą oglądałem scenkę z Londynu, gdy jeden taki wywijał nożem – i piętnastu policjantów stało bezradnie.
Mieli żony i dzieci. I obiecane EMERYTURY.
