Nagła śmierć aktora i kulturysty poruszyła świat telewizji i sportu. Agentka Jakuba Łozy, Ewa Rączy, przyznała, że był to dla niej szok. Dwa tygodnie przed śmiercią 41-latek zamieścił enigmatyczny wpis.
Jakub Łoza był znany nie tylko z działalności sportowej, lecz także aktorskiej. Widzowie mogli go oglądać w epizodycznych rolach w popularnych serialach – jak „Barwy szczęścia”, czy „Szpital św. Anny”, a także w filmie „Najpierw ucichły ptaki”.
41-latek realizował się także na polu sportowym. Był kulturystą i trenerem personalnym, ale rozwijał karierę także jako model.
Mężczyzna zmarł 3 maja. Po jego śmierci głos zabrała jego agentka Ewa Rączy. – Śmierć Jakuba Łozy jest dla mnie absolutnym szokiem, wiadomością, która spadła jak grom z jasnego nieba. Jeszcze niedawno widywaliśmy się przy okazji pracy. Był aktywny, świetnie wyglądał, sprawiał wrażenie człowieka w pełni sił. Nic nie zapowiadało tragedii. Nie miałam żadnych informacji ani od niego, ani od jego bliskich, że zmaga się z jakimikolwiek problemami zdrowotnymi – powiedziała „Faktowi”.
Kierująca agencją aktorską Skene w Warszawie podkreśliła, że Łoza był początkującym aktorem, ale bardzo uzdolnionym, a przy tym ciepłym, miłym i otwartym człowiekiem.
– Miał jasno wytyczony kierunek, był pracowity, zdyscyplinowany i bardzo konsekwentny. Z otwartością przyjmował sugestie, potrafił się zmieniać i rozwijać — choćby wtedy, gdy zdecydował się odejść od wizerunku stricte sportowego na rzecz bardziej aktorskiego. Radził sobie świetnie przed kamerą, miał naturalność i lekkość w kontakcie z ludźmi. Był człowiekiem młodym, pełnym energii, zaangażowanym i uzdolnionym, a przy tym serdecznym i ciepłym. Kimś, kto dawał innym coś dobrego — swoją obecność, profesjonalizm i pozytywną energię. Tym bardziej trudno pogodzić się z jego odejściem. To naprawdę nie do uwierzenia – dodała.
Jak donosi „Fakt”, Łoza od pewnego czasu zmagał się z chorobą. Świadczy o tym jego wpis sprzed dwóch tygodni, informację potwierdziła także osoba z kręgu jego znajomych.
„To nie jest post o sile. To jest post o tym, co zostaje, kiedy już nie masz siły. Patrzysz na to zdjęcie i widzisz ciężar. Ale ja ten ciężar niosłem przez lata. Tylko wcześniej wyglądał inaczej. Imprezy. Pieniądze. Ludzie. Tempo, które z boku wyglądało jak życie marzeń. I wszyscy mówili: «wow, korzystasz z życia». Tylko wiesz co? W środku było coraz ciszej. Coraz mniej sensu. Coraz więcej ucieczki. I przyszedł moment, w którym zadałem sobie pytanie: czy ja naprawdę żyję dla siebie, czy dla tego, jak to wygląda dla innych?” – napisał.
„I wtedy wszystko zaczęło się zmieniać. Bez hałasu. Bez pokazywania. Bez udawania. Z Bogiem. Zacząłem z Nim rozmawiać. Nie tylko wtedy, kiedy było źle. Ale rano. W ciszy. Za rzeczy, które wcześniej ignorowałem: że mogę oddychać, że mogę chodzić, że widzę świat. I nagle pojawiło się coś, czego wcześniej nie znałem. Spokój. Nie ten chwilowy. Nie ten na pokaz. Tylko prawdziwy” – relacjonował.
„Dzisiaj jestem chory. I nie pytam: dlaczego ja? Mówię: Boże… dziękuję. Bo ta sytuacja pokazała mi więcej niż lata łatwego życia. Zjednoczyła moją rodzinę. Naprawiła relacje. Pokazała mi, kto naprawdę jest obok” – wyznał.
„Moje ciało to 15 lat pracy. Moja głowa to lata doświadczeń. Ale mój spokój jest od Boga. «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia» (Fp 4,13)” – dodał.
„I wiem jedno. To nie jest koniec. To zatrzymanie. Lekcja. Nie boję się tego. Bo już wiem, że nawet kiedy jest ciężko, to nie idę sam. I jeśli mogę Ci coś powiedzieć, szczególnie Tobie, która to czytasz: zatrzymaj się na chwilę. Nie goń tak bardzo. Nie wszystko, co wygląda dobrze, ma wartość. Nie wszystko, za czym biegniesz, jest Twoje. Rodzina. Spokój. Relacje. Bóg. To jest fundament. Reszta to tylko dodatek. To jest moja droga. I wiem jedno największa siła nie przychodzi wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze. Tylko wtedy, kiedy klękasz i mimo wszystko idziesz dalej” – zakończył.
Pogrzeb Jakuba Łozy odbędzie się w czwartek 7 maja. Uroczystości rozpoczną się o godz. 11.30 w kaplicy na cmentarzu Wilkowyja w Rzeszowie.
