Strona głównaWiadomościPolskaFlixbus zawiesza dwóch kierowców po zderzeniu z łosiem. "Procedura jest taka, że...

Flixbus zawiesza dwóch kierowców po zderzeniu z łosiem. „Procedura jest taka, że dopalę papierosa i jedziemy dalej”

-

- Reklama -

W sieci pojawiła się nietypowa historia z przejazdu autobusem Flixbus. Kierowca uderzył najpewniej w łosia. Na pytanie pasażerów, co dalej, odpowiedział, że „procedura jest taka, że dopalę papierosa i jedziemy dalej”. I rzeczywiście pojechał. Jak się okazało po czasie, współpraca z nim została przez Flixbusa zawieszona.

W serwisie LinkedIn pojawiła się nietypowa historia z przejazdu autobusem Flixbus, którą przedstawiła jedna z użytkowniczek. Podczas jazdy do Poznania pojazd zderzył się z dzikim zwierzęciem, najpewniej z łosiem.

W efekcie pojazd został uszkodzony. Wielka przednia szyba była ewidentnie nienadająca się do jazdy.

„Drugi kierowca otrzepywał się z odłamków szkła. Jeden z pasażerów spytał 'jaka jest teraz procedura’. Kierowca odparł „procedura jest taka, że dopalę papierosa i jedziemy dalej” – napisała pani Agata.

- Prośba o wsparcie -

„Zdębiałam, przekonana, że czeka mnie wyglądanie pojazdu zastępczego. Zamiast tego a) dojechaliśmy do Zgierza, b) potem do dworca Łódź Fabryczna, c) gdzie kierowca na moją sugestię, że należałoby zakończyć podróż, odpowiedział „pani siedzi na górze, więc niech się pani nie interesuje, muszę dojechać”, d) oraz agresywnie nakazał innej pasażerce skasowanie zdjęcia uszkodzonego autokaru, e) i odjechał. Do Warszawy. A to wszystko przy akompaniamencie rozpaczliwych prób najpierw mojego przyjaciela, a potem moich zawezwania policji, żeby zatrzymała to szaleństwo” – czytamy dalej w poście na LinkedIn.

Kobieta miała wezwać policję, jednak ta nie zdążyła przyjechać. Kierowca odjechał w dalszą trasę.

„Czym to się mogło skończyć? Rozsypaniem się szyby w drobny mak na wyboju, spanikowaniem kierowcy, i wylądowaniem nas wszystkich na drzewie, w rowie, albo pod wiaduktem. Bilans w wersji najczarniejszej: +/- 60 ofiar śmiertelnych oraz premier wychodzący na konferencję prasową i informujący, że na ten tychmiast zagoni swój gabinet do prac nad ustawą o ochronie pracowników, aby nie obawiali się reperkusji w razie opóźnienia pracy ze względu na jej wstrzymanie z powodów bezpieczeństwa. Nie powiem, byłoby to chwalebnym dziedzictwem, aby mój zgon był katalizatorem zmian w prawodawstwie, ale ponieważ nie jestem przekonana, czy dulce et decorum est pro patria mori, to spędziłam noc na Fabrycznej, czekając na pierwszy pociąg do Warszawy o 4:21” – oceniła.

„Nie jestem w stanie wykoncypować żadnego innego powodu, dla którego kierowca nie odmówił dalszej jazdy, niż ten, że obawiał się, że firma, która go zatrudnia (tudzież z którą jest powiązany umową innego typu niż o pracę) wyciągnie wobec niego wprost lub pośrednio konsekwencje za opóźnienie. Czy Flix stosuje wobec swoich kierowców presję za pomocą kar za opóźnienia? Nie wiem, mam nadzieję, że nie. Ale wiem, że nawet jeśli ten przewoźnik tego nie robi, to robią to inni, i powodują tym zasadny strach u pracowników transportu. Włącznie z tym, który powoduje, że są gotowi narażać kilkadziesiąt osób na śmierć w wypadku” – kontynuowała.

Nazajutrz do pani Agaty odezwała się przedstawicielka Flixbusa Aleksandra Sobera.

„Jest nam bardzo przykro, że doszło do takiej sytuacji. Opisane zdarzenie jest absolutnie niezgodne z naszymi standardami bezpieczeństwa, procedurami oraz wartościami, którymi kierujemy się w codziennej działalności. Bezpieczeństwo pasażerów i kierowców jest dla nas najwyższym priorytetem i nie dopuszczamy żadnych odstępstw w tym zakresie. W związku z zaistniałą sytuacją niezwłocznie podjęliśmy działania wyjaśniające, a kierowcy zostali natychmiast odsunięci od wykonywania usług dla FlixBusa” – napisała.

W komentarzach pod opisem historii internauci mieli różne opinie na temat zdarzenia. O ile reakcja kierowcy, który postanowił kontynuować dalszą podróż wywołała ogólne oburzenie, tak uwagi pani Agaty były kontrowane.

Część osób sądzi, że nie było ryzyka rozsypania się szyby. Inni zarzucili relacjonującej kobiecie, że ta wysnuwa zbyt łatwo wniosek, jakoby firma narzucała presję na swoich pracowników w kwestii realizacji terminowego przejazdu.

W każdym razie ofiar w ludziach nie było, a kierowcy zostali zawieszeni.

Najnowsze