Co prawda na Marszu Niepodległości nie zanotowano jak na razie żadnych poważnych incydentów, ale media głównego ścieku oraz prezydent Warszawy Rafała Trzaskowskiego wskazują na „zbrodnię” niesłychaną, czyli odpalenie rac przez uczestników wydarzenia. „Policja będzie wyciągać z tego konsekwencje” – powiedział były kandydat na Prezydenta Polski.
Pomimo kłód rzucanych pod nogi uczestnikom, m.in. zamknięciu od 8 listopada Dworca Centralnego w Warszawie, Marsz Niepodległości przyciągnął tłumy osób.
Nie otrzymaliśmy informacji o żadnych incydentach. Było dużo pirotechniki, ale to taki chyba już nieodzowny element, który obserwujemy na Marszu Niepodległości – powiedział dyrektor Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa Jarosław Misztal na konferencji prasowej po rozpoczęciu marszu.
Przekazał też, że marsz wyruszył z kilkunastominutowym opóźnieniem ze względu na obecność prezydenta RP. – Z informacji uzyskanych od służb wiemy, że prezydent już jest na marszu – powiedział Misztal. – Jest dużo uczestników, część dojeżdża jeszcze metrem, więc ten proces formowania całego marszu jeszcze jakiś czas potrwa – wyjaśnił.
Czytaj więcej: Do Marszu Niepodległości dołączył prezydent Nawrocki. Tak powitali go uczestnicy [VIDEO]
Z kolei prezydent stolicy Rafał Trzaskowski w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że jeszcze nie ma statystyk dotyczących tego, ile osób bierze udział w Marszu Niepodległości. – Będziemy je podawać, jak marsz ruszy, bo wtedy będziemy mogli dokładnie policzyć, ile jest osób – wyjaśnił prezydent.
Przypomniał, że na terenie stolicy obowiązują zakazy m.in noszenia broni i zakazu używania dronów. – Jest również zakaz wojewody dotyczący środków pirotechnicznych. Jak widać, duża część uczestników nie zastosowała się do tego zakazu i policja będzie wyciągać z tego konsekwencje – grzmiał.
– Nie mogę spodziewać się, by marsz był niespokojny, bo pan prezydent zapowiedział swój udział. Mam nadzieję, że to podziała na wszystkich uczestników marszu w sposób dyscyplinujący i ten marsz w tym roku będzie spokojny, bo różnie to wyglądało w latach poprzednich. Bywało tak, że marsze były spokojne. Bywało tak, że mieliśmy do czynienia z łamaniem prawa, jeżeli chodzi o transparenty, wykrzykiwane slogany, a nawet odchodziło do dewastowania miasta – powiedział Trzaskowski.


