Strona głównaMagazynRosną szanse prawicy, ale postęp przyspiesza

Rosną szanse prawicy, ale postęp przyspiesza

-

- Reklama -

Dopiero niedawno ujawniono wewnętrzny sondaż z grudnia 2023 roku, który przeprowadził instytut Ipsos na zlecenie Partii Republikanie. Dotyczył preferencji wyborczych Francuzów w przypadku przedterminowych wyborów parlamentarnych. Obóz prezydencki nie ma większości i rozważany jest cały czas wariant przyspieszonych wyborów. Ten sondaż zapewne jednak mocno wystraszył zarówno tzw. centroprawicę, jak i partie wspierające Macrona. Okazuje się, że po raz pierwszy w historii V Republiki, Zjednoczenie Narodowe mogłoby zdobyć większość mandatów w Zgromadzeniu Narodowym.

Sondaż, który miał nie opuścić biura partii, został ujawniony przez „L’Obs”. I mamy tu sporą niespodziankę. Partia Marine Le Pen – Zjednoczenie Narodowe (RN) zdobyłoby większość mandatów w parlamencie. Ugrupowanie narodowe mogłoby liczyć nawet na 278 deputowanych (obecnie ma ich 89 po wyborach z 2022 r.). Większość bezwzględna to 289 mandatów, więc byłoby blisko. Kohabitacja prezydenta Macrona z Marine Le Pen byłaby naprawdę ciekawym wydarzeniem, a dodatkowo miałaby spore konsekwencje na poziomie całej UE.

Sondaż pokazał też bardzo słabe wyniki większości prezydenckiej i lewicy. W przypadku rozwiązania parlamentu straciłyby wszystkie partie, poza RN. Obóz Macrona miałby około 135 mandatów (obecnie 246 posłów), czyli prawie o połowę mniej. Lewicowa koalicja Nupes zdobyłaby tylko 68 mandatów (obecnie 131). Centroprawicowi Republikanie stracili w tym sondażu najmniej, bo tylko około dziesięć mandatów i ich stan posiadania skurczyłby się z 62 posłów do 53.

Skoro jesteśmy przy sondażach, to przypomnijmy, że wszystko na razie wskazuje na to, że w wyborach do PE w Brukseli też najwięcej mandatów może zdobyć partia Marine Le Pen. Największe straty ma ponieść prezydenckie ugrupowanie Renev i Zieloni. Jak wynika z sondaży, lista Zjednoczenia Narodowego, którą pilotuje Jordan Bardella, ma ponad 10 punktów procentowych przewagi nad listą „prezydencką”. Notowania te potwierdza też comiesięczny barometr ocen polityków. W marcu wypada on niekorzystnie zarówno dla prezydenta, jak i premiera Francji. Niezadowolenie z Macrona tłumaczy się głównie jego zaangażowaniem na Ukrainie i podniesieniem kwestii wysyłania tam wojska.

Według sondażu IFOP popularność Gabriela Attala spada i to już po dwóch miesiącach od objęcia przez niego funkcji premiera. Nadal jednak wyraźnie przewyższa „popularność” prezydenta Emmanuela Macrona.

Z badania przeprowadzonego w dniach 6–14 marca wynika, że 55 proc. Francuzów jest niezadowolonych z premiera (52 proc. w lutym), a 45 proc. jest zadowolonych (48 proc. w poprzednim miesiącu). Działania Emmanuela Macrona satysfakcjonują już tylko 28 proc. Francuzów (kolejny spadek, bo w lutym było to 29 proc.). Niezadowolenie z polityki prezydenta ujawniło 72 proc. badanych (71 proc. w lutym). Należy zwrócić uwagę, że liczba „bardzo niezadowolonych” wzrosła o cztery punkty procentowe.

Frédéric Dabi, dyrektor Ifop, komentował te wyniki niezadowoleniem z polityki zagranicznej prezydenta i przypomniał, że ostatni raz takie załamanie notowań polityka z powodu polityki zagranicznej miało miejsce w roku 2013, kiedy to prezydent François Hollande rozważał interwencję wojskową w Syrii. Odnotował wówczas spadek popularności o 10 punktów. Badanie miało miejsce jeszcze przed telewizyjnym wystąpieniem Emmanuela Macrona, w którym wyjaśniał i łagodził swoje stanowisko w sprawie pomocy wojskowej dla Ukrainy.

W przypadku innych polityków centrowy b. premier Édouard Philippe pozostaje na pierwszym miejscu wśród kandydatów na prezydenta w 2027 r. Ma 36 proc. opinii pozytywnych i wyprzedza Marine Le Pen (34 proc. +2 punkty) i innego polityka Zjednoczenia Narodowego – Jordana Bardellę (33 proc. +2 punkty). Na lewicy najlepiej wypada Jean-Luc Mélenchon, z wynikiem 18 proc. pozytywnych opinii (+3 punkty).

Po aborcji nadchodzi eutanazja?

Zaraz po włączeniu swobody aborcji do konstytucji Republiki Francuskiej prezydent Macron ogłosił rozpoczęcie prac nad ustawą eutanazyjną. Będzie trudniej, bo o ile w temacie zabijania dzieci poczętych doprowadzono do banalizacji tego czynu i uzyskano dość szeroką akceptację społeczną, to w temacie eutanazji istnieją jeszcze spore społeczne obawy. Chodzi wszak o przyszły los osób już poczętych…

W dodatku, o ile w bitwie przeciw aborcji prawica wywiesiła w końcu białą flagę – choćby ze względu na sondaże – to w temacie „końca życia” badania opinii społecznej ciągle pokazują zróżnicowane podejście do tematu, więc walka jeszcze potrwa. Ustawa eutanazyjna ma trafić do rządu w kwietniu, a w maju (tuż przed wyborami do PE) – pod obrady parlamentu. Wybór terminu debaty krytykuje przewodnicząca grupy RN w Zgromadzeniu Narodowym Marine Le Pen. Uważa, że to „skandaliczny kalendarz” procedowania, który ma służyć kampanii wyborczej obozu prezydenckiego. Stwierdza, że debata o „końcu życia” ma postawić prawicę w trudnej sytuacji i ułatwić atakowanie jej za „konserwatyzm” i „brak nowoczesności”’. Podobnie uważa w jej partii Bardella, który dodaje, że „tematy etyczne są wykorzystywane do celów politycznych i mają podzielić partie prawicy”. Terminarz nie podoba się także centroprawicowym Republikanom (LR). Polityk tej partii Patrick Hetzel też wskazuje, że „debata tego typu odbędzie się w tym samym czasie, w którym odbywają się wybory europejskie” i narzuci temat kampanii.

Wprowadzanie ustawy eutanazyjnej jest krytykowane przez Kościół katolicki, ale i środowiska medyczne. Arcybiskup Tours ks. bp Vincent Jordy uważa, że projekt ustawy Emmanuela Macrona świadomie unika terminów takich jak „eutanazja”, bo ma to być łatwiejsze do przełknięcia przez parlament. Bp Jordy wskazał, że legalizacja eutanazji zaszkodzi społeczeństwu, a zwłaszcza relacjom międzypokoleniowym we Francji. Krytykował też użycie w tym kontekście przez Macrona terminu „braterstwa”, które ma uzasadniać zmiany prawne. Tutaj „jesteśmy tysiące mil od braterstwa”, a „niejednoznaczność semantyczna jest osnową tej ustawy”. Duchowny przypomniał, że „braterstwo oznacza troskę o innych, wspieranie ich do końca, zwłaszcza gdy są już słabi i niedołężni”.

Media piszą też o „konsternacji” i „złości” organizacji zrzeszających środowiska opiekuńcze, a kilka związków zawodowych opieki zdrowotnej przypomniało, że bynajmniej „ich rolą nie jest pomaganie w przyspieszaniu śmierci”. Francuskie Towarzystwo Wsparcia i Opieki Paliatywnej (SFAP) oraz 15 innych stowarzyszeń podpisało też wspólny komunikat, w którym stwierdzają, że projekt ustawy jest „bardzo odległy od potrzeb pacjentów i codziennej rzeczywistości ich opiekunów”.

Wolność, równość, braterstwo i… laickość

Gmina Étampes ma prawo dodawania do dewizy republikańskiej „Liberte, Egalite, Fraterniete” także pojęcia „Laïcité”. Ten pomysł zatwierdziła Rada Stanu. Takie „uzupełnione” motto może widnieć teraz np. nad szkołami i innymi budynkami użyteczności publicznej.

Już od trzech lat nad przedszkolami i szkołami podstawowymi w gminie Étampes (departament Essonne) widnie na herbie hasło „Wolność, równość, braterstwo, sekularyzacja”. Był to pomysł lokalnych radnych, a napis miał być odpowiedzią na liczne incydenty z łamaniem tej zasady, zwłaszcza przez wyznawców islamu, w środowisku szkolnym. Zmiana dewizy Republiki nie miała jednak oparcia prawnego, ale teraz najwyższy sąd administracyjny, czyli Rada Stanu, pomysł zatwierdziła.

Rada postawiła jednak pewne zastrzeżenia. Słowo „Laïcité” ma mieć inną kaligrafię, co odróżni ją od pozostałych haseł Republiki. Nowy herb i dewiza znajdą się nad frontonami około dwudziestu szkół publicznych w tym mieście. Inicjatywa Etampes ma „wzmocnić kartę laickości” jako „wartość Republiki”. To pomysł mera tego 24-tysięcznego miasta Francka Marlina. „Karta laicyzmu” została kilka lat temu wprowadzona jako oficjalny dokument i wytyczne dla szkół. Zapis o laicyzmie znajduje się też w konstytucji, więc decyzja Rady Stanu specjalnie nie dziwi.

Olimpiada „poprawna politycznie”?

Francja stała się krajem „postępowego” przyspieszenia. Mamy aborcję w konstytucji, prace nad eutanazją, zapowiedź nowej definicji gwałtu, itd. Nic dziwnego, że postanowiono także wykorzystać w ofensywie ideologicznego „postępu” letnie igrzyska olimpijskie – Paryż 2024.

To że będzie „ekologiczne”, specjalnie nie dziwi, nawet jeżeli padały pomysły o pozbawieniu kwater zawodników klimatyzacji, aby nie zwiększać „śladu węglowego”. Bardziej niepokojące są jednak inne „wrzutki” ideologiczne. Można tu przypomnieć historię oficjalnego plakatu olimpijskiego, na którym „wygumkowano” krzyż na kopule Inwalidów w Paryżu.

Joachim Roncin, dyrektor ds. projektów olimpiady Paryż 2024, mówi, że igrzyska mają mieć charakter „inkluzywny”. Detali wskazujących na wykorzystywanie igrzysk do promocji nowo-lewicowych idei, innych niż wymazanie krzyża, jest całkiem sporo. Krytykowano już m.in. wybór piosenkarki z Mali do wykonania pieśni na otwarcie olimpiady. W rankingu publiczności Aya Nakamura została wymieniona w tej roli dopiero na 11 miejscu. Jest Francuzką od niedawna i pochodzi z Bamako w Mali, więc jej wybór dokonany podobno osobiście przez prezydenta Macrona traktuje się jako promocję i wsparcie „wielokulturowości”.

Igrzyska „inkluzywne” muszą też mieć na uwadze ideologię LGBTQ. Komitet organizacyjny Paryż 2024 ogłosił np. utworzenie i sfinansowanie działalności „Maison des Fiertés” – miejsca, które podczas Igrzysk będzie „gościć sportowców LGBTQ+, ich otoczenie, kibiców i sojuszników”. „Maison des Fiertés” jest zlokalizowany na Parc de la Villette, niemal w środku wydarzeń związanych z olimpiadą. Placówka „zaoferuje program kulturalnych i edukacyjnych zajęć skupiających się na sporcie bardziej włączającym”. „Miasto – gospodarz przybierze kolory tęczy podczas Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich” – chwalił się Pierre Rabadan, zastępca mera Paryża ds. sportu. Dodał, że „celem jest walka z dyskryminacją i uczynienie osób LGBQTIA+ bardziej widocznymi w sporcie”. Trochę traci się apetyt na sport…

Brigitte Macron nie jest transseksualistą

Emmanuel Macron potępił „fałszywe informacje” krążące na temat jego żony Brigitte i stało się to przy okazji „pieczętowania” dokumentu o zapisaniu aborcji w Konstytucji 8 marca. Prezydent skorzystał z okazji, aby zdementować krążące od kilku lat pogłoski o tym, że Brigitte jest transseksualistką.

Taka plotka pojawiła się od 2017 roku. Brigitte Macron w rzeczywistości ma być mężczyzną o imieniu Jean-Michel, który dawno temu zmienił płeć i „zauroczył” młodego wówczas Emmanuela Macrona. Ta dziwna plotka odżywa co pewien czas w sieciach społecznościowych. Stała się tak powszechna, że w 2022 roku para prezydencka oficjalnie zareagowała po raz pierwszy. Emmanuel skrytykował pogłoski, a sama Brigitte zapowiedziała, że będzie podejmować kroki prawne wobec kolporterów tych pogłosek. Postępowanie w tej sprawie było jednak niejasne i sprawę schowano pod dywan.

W piątek 8 marca, w „Dniu Praw Kobiet”, Macron wrócił do tematu i przyszedł żonie w sukurs. Po raz kolejny stanowczo skrytykował ataki na Brigitte jako „fałszywe informacje” i „inscenizowane scenariusze”. Dodał, że takie plotki to naruszanie „sfery prywatnej”, „brak zasad” i będzie to miało swoje „konsekwencje”. Emmanuel Macron posłużył się tym osobistym przykładem, aby wezwać przy okazji „do większego nadzoru sieci społecznościowych”. Dodał, że przeciw tej plotce „musimy użyć prawa i sprawiedliwości”, a przy okazji domagał się „większych wysiłków na rzecz edukacji na temat feminizmu”. Feminizm według niego „jest nie tylko walką o córki Wenus, ale także walką o mężczyzn”. Wszystko to mocno pokręcone, ale czasami zachowanie pary prezydenckiej, umizgi w Pałacu Prezydenckim do różnych „metroseksualnych” artystów, duża różnica wieku pomiędzy parą prezydencką, są zapewne źródłem tego typu plotek.

Najnowsze