Strona głównaOpinieStanowski rozjeżdża "Gazetę Wyborczą". "Absolutnie żałosne, ale bardzo konsekwentne i zaplanowane"

Stanowski rozjeżdża „Gazetę Wyborczą”. „Absolutnie żałosne, ale bardzo konsekwentne i zaplanowane”

-

- Reklama -

Krzysztof Stanowski ostro atakuje „Gazetę Wyborczą”. To odpowiedź na, jego zdaniem, tendencyjny, zmanipulowany i całkowicie niesprawiedliwy artykuł o nim.

Choć Stanowskiemu daleko do prawdziwej niezależności dziennikarskiej – sam to przyznaje, nie podejmując tematów, które mogłyby zdemonetyzować lub ograniczyć zasięgi jego Kanału Zero – to dla mainstreamu i tak jest „solą w oku”. Z głównego nurtu często kpi, a bardzo dobry początek jego nowego przedsięwzięcia zagraża pozycji medialnej największych w branży.

W dniu premiery Kanału Zero Stanowski w programie na żywo mówił, że spodziewa się ataków na swoją osobę, które miałyby go zdyskredytować. Nie musiał długo czekać. Prawdziwy paszkwil na jego temat wysmarowała „Gazeta Wyborcza”. Stanowski odpowiedział na zarzuty w ostry i często kpiący sposób. Nie wyklucza podjęcia kroków prawnych.

Stanowski odpowiada „Gazecie Wyborczej”

Poniżej całość odpowiedzi Stanowskiego, którą opublikował w mediach społecznościowych.

Cóż, dokładnie tego się spodziewałem, więc dokładnie dlatego nie widziałem sensu rozmowy z autorami (Piotr Głuchowski, Iwona Goerke). Tylko dodawałbym wiarygodności tekstowi, który nie powstał wcale po to, aby przekazać wiarygodne informacje. Są tam momenty procesowe (poważnie przemyślę) – jak na przykład moje rzekome „różne interesy z Fryzjerem”, o których mówi jakaś anonimowa osoba. Mnie anonimowa osoba powiedziała wczoraj w tramwaju, że autorzy artykułu mieli różne interesy z Jeffreyem Epsteinem, ale rzecz wydarzyła się akurat wtedy, gdy w tramwaju zgasło światło. Jak się znowu zapaliło, to obok już nikt nie stał.

Bardziej znamienne jest to absolutnie żałosne, ale bardzo konsekwentne i zaplanowane robienie ze mnie seksisty, co ma na celu wystraszenie sponsorów i potencjalnych współpracowników. Jest to moim zdaniem próba zastosowania pewnej przemocy ekonomicznej, granie obliczone na histeryczną reakcję partnerów biznesowych i redakcyjnych. W tym celu autorzy dopuścili się naprawdę obrzydliwych manipulacji.

Weźmy taki fragment: I że ani widzom, ani dziennikarzom, publicystom, autorytetom z poważnymi nazwiskami, którzy dołączyli do Kanału Zero, nie przeszkadza, że pierwszy projekt influencera, popularny portal Weszło, potrafił informować, że „Baby są proste w obsłudze: pokazać tapczan i dbać, by się po drodze nie wypierdoliły”.

A teraz przeczytajmy tekst ze strony Weszło, a konkretnie recenzję autobiografii Janusza Wójcika: I tak dowiadujemy się z tego literackiego dzieła, że podczas jakiegoś meczu „na trybunach było w pizdu wojska i policji”, czytamy, że musiał samolotem lecieć „daleko w pizdu”, kiedy ktoś go woła w szpitalu to zastanawia się „co za chuj?”, by potem zauważyć, że to przecież „obeznany skurwysyn”. Oczywiście czasami się „chodzi na kurwy”, tzn. „na świnki”, a baby generalnie są proste w obsłudze, bo trzeba im tylko pokazać kierunek na tapczan i zadbać o to, by się nie wypierdoliły po drodze. Sam lubię przeklinać, ale nagromadzenie bluzgów w tej książce wypaliło mi oczy.

Czy więc napisałem na Weszło, że „baby są proste w obsłudze”, czy może jednak wyraziłem obrzydzenie takimi treściami głoszonymi przez byłego selekcjonera reprezentacji Polski? Czy można uznać dziennikarzy Gazety Wyborczej za uczciwych w tej kwestii, czy może za godnych pogardy, zakłamanych manipulantów?

Natomiast ta manipulacja bardzo się spodobała autorom, bo zastosowali ją dwa razy.
Fragmenty tekstów: * „Wchodzę do szatni (…) a tam więcej pizd niż w lesbijskim pornosie. Frajer na frajerze. Same łamagi bez jaj i charakteru”; * „ [Trener Janusz] Wójcik płynie promem, kelner postanowił się z nim napić, no i się najebał jak skurwysyn. I chuj. Niech kurwa wie, że Wójcika nikt nie przepije”; i tak dalej.

Pewnie jesteście, drodzy czytelnicy, na tyle inteligentni, że rozumiecie, iż nie są to po prostu „fragmenty tekstów”, tylko przeróbka książki Wójcika, przedrzeźnianie jej, ukazywanie, jak niskich lotów była to autobiografia, jak bezsensowna, jak fatalna po prostu. Był to oczywisty sprzeciw przeciwko takim treściom, wykpienie ich autora.
Nie będę się wyzłośliwiał nad całym tekstem, bo autorzy naprawdę – mówiąc kolokwialnie – nie ogarniają, popełniają idiotyczne błędy (bukmacherka, KTS, Borek i MMA), albo cytują ludzi, którzy nie mają żadnej wiedzy (Luksemburg, rzekomy brak wywiadu z Michniewiczem o korupcji), po prostu coś tam sobie pitolą, oczywiście pod warunkiem, że ci ludzie (anonimowi) w ogóle istnieją, bo nie uważam tego za pewnik. Natomiast ten rzekomy seksizm to jest coś, co zostało zaplanowane jako szansę na zdyskredytowanie mnie i jest wtłaczane do głów czytelników.

Weźmy taki fragment, że zapraszałem do programu „kulturystę o ksywie Hardkorowy Koksu, który promuje podejrzane substancje na przyrost mięśni; * od lat reklamuje alkohole i robi to „w perfidny sposób”, łącząc picie piwa ze sportem; * spośród setek odcinków Hejt Parku tylko w kilku występują kobiety, które zresztą Stanowski notorycznie nazywa „dupami”.

No to po kolei. Po pierwsze – nigdy nie zaprosiłem kulturysty o ksywie Hardkorowy Koksu, komuś się pomylili dziennikarze, nie miałem okazji poznać tego pana. Po drugie – w moich mediach dokładnie tak samo reklamowały się browary, jak reklamowały się w mediach Agory i jeśli ktoś stawia taki zarzut, to jest totalnym hipokrytą. Po trzecie wreszcie – o co chodzi z tym nazywaniem kobiet „dupami”? Skąd to w ogóle się wzięło? Kto to wytrzasnął? Pracuję na co dzień z wieloma kobietami i może autor ich zapyta, czy tak są nazywane? Którego ze swoich gości określiłem „dupą”? Kojarzę, że Rafał Trzaskowski nazwał się „dupiarzem” (ale chyba zostało mu to wybaczone, moim zdaniem zresztą słusznie), natomiast ja? O co tu chodzi?

Oczywiście chodzi o to, by takie luźne zdanie zostało w głowie czytelnika, jako dowód na to, że nie szanuję kobiet. A przecież ja dokładnie tak samo szanuję mężczyzn i kobiety. Szanuję mądrych mężczyzn i mądre kobiety, a mniej szanuję głupich mężczyzn i głupie kobiety.

Mamy więc tekst, w którym wypowiadają się jacyś moi wrogowie oraz osoby anonimowe. Rozbroił mnie „pracownik międzynarodowej korporacji o imieniu Remigiusz”, przy czym autor sam zastrzegł, że imię tej anonimowej osoby zostało zmienione (całe szczęście, że ów anonimowy mężczyzna został jeszcze bardziej anonimowy dzięki takiemu sprytnemu zabiegowi).

A na koniec jest post scriptum napisane od Iwony Goerke: „W trakcie tygodniowych poszukiwań nie znalazłam żadnej kobiety oglądającej Kanał Zero”.

Nie będę tutaj oceniał kompetencji pani Iwony w zakresie poszukiwań, po prostu poinformuję ją z tego miejsca, że Kanał Zero subskrybuje 168 000 kobiet. Ile ogląda wraz z partnerami lub bez subskrypcji, niestety nie wiem. W każdym razie jeśli pani Iwona nie znalazła ani jednej, to obawiam się, że mogłaby też nie znaleźć ani jednej kobiety, która czyta „Gazetę Wyborczą” lub ani jednej kobiety, która lubi makaron.

No cóż…

Z całym tym tekstem powinno zrobić się to, co z książką Głuchowskiego pod tytułem „Odwet”. Zacytuję artykuł „Dziennika”:

„Dziennik” pisze, że cały niesprzedany nakład książki „Odwet”, przedstawianej jako prawdziwa historia żydowskich partyzantów – braci Bielskich – zostanie wycofany ze sprzedaży. Według gazety autorom książki – reportażystom „Gazety Wyborczej” Piotrowi Głuchowskiemu i Marcinowi Kowalskiemu – naukowcy zarzucili kradzież intelektualną.
„Dziennik” wyjaśnia, że do kierownictwa „Gazety Wyborczej” trafiła druzgocąca recenzja wybitnych specjalistów w tematyce historii Żydów w Polsce. Według naukowców większość ustaleń i opisanych w „Odwecie” faktów pochodzi z książki profesor Nechamy Tec „Defiance”. To na jej podstawie został nakręcony głośny ostatnio film „Opór” z Danielem Craigiem w roli Tewje Bielskiego – przypomina „Dziennik”.

Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski nie przyznają się do plagiatu. Jednak według ustaleń dziennika kierownictwo „Gazety Wyborczej” nie wierzy w ich słowa, a Adam Michnik był gotów wyrzucić ich z pracy. Ostatecznie zostali ukarani jedynie usunięciem z „Rankingu wybitnych dziennikarzy”, co oznacza utratę wielu przywilejów – pisze „Dziennik”.

IAR/”Dziennik”/MagM/dabr

To by było na tyle. Jeśli masz ochotę, podaj dalej.

Najnowsze