Portal „Aleteia” opublikował artykuł na temat pojawia się „ofiaromatów”. Polsat informuje o tym tekście jako czymś dobrym, bo oto zamiast normalnych pieniędzy „złożyć ofiarę bezgotówkowo”. „Coraz więcej kościołów w Polsce już teraz rezygnuje z tradycyjnej tacy na rzecz ofiaromatów” – przekonuje polsatnews.pl.
„Aleteia” przypomniała, że ofiary na wspólnotę sięgają początków chrześcijaństwa. W II wieku na pewno wierni przynosili na Liturgię dary w postaci chleba i wina oraz innych produktów spożywczych.
Przeznaczano to na pomoc ubogim i potrzebującym. Około XI wieku pojawiały się częściej datki pieniężne. Stąd wzięła się tzw. taca podczas Mszy świętej.
Celem ofiar na tacę jest utrzymanie świątyni, wsparcie duchownych oraz działalności charytatywnej.
„Obecnie na naszych oczach dokonuje się kolejna zmiana – gotówkę wypiera elektroniczny pieniądz, przekazywany nie na tacę, lecz bezpośrednio na konto parafii za pomocą terminali płatniczych” – twierdzi polsatnews.pl.
Warto zaznaczyć, że słowa o „wypieraniu” w przypadku tacy to raczej próba samospełniającej się przepowiedni. Nie jest to w Kościele w Polsce powszechna praktyka.
„Polsat News” powołując się na PAP podaje, że od pięciu lat w kościołach pojawiają się ofiaromaty. Dzięki nim można złożyć ofiarę bezgotówkowo.
„Pierwsze takie urządzenie zostało zainstalowane w kościele św. Maksymiliana Marii Kolbego w krakowskich Mistrzejowicach z inicjatywy Karola Sobczyka, lidera wspólnoty Głos na Pustyni. Obecnie już kilkaset parafii w Polsce korzysta z tego rozwiązania, a niektóre z nich całkowicie zastąpiły tradycyjną tacę ofiaromatami” – twierdzi redakcja.
„Wierni mogą wybrać określoną kwotę ofiary na dotykowym ekranie, a następnie dokonać płatności zbliżeniowej lub tradycyjnej z użyciem kodu PIN. Dzięki temu proces składania ofiary jest szybki, bezpieczny i dostosowany do możliwości finansowych darczyńcy” – czytamy.
Patrząc na całość tekstu na polsatnews.pl trudno nie odnieść wrażenia, że z informacji zrobiono istną promocję zwalczania gotówki, która jest jednym z filarów wolności. Tworzy się obraz, jakoby gotówka była „zła”, „powolna” i „niebezpieczna” oraz uniemożliwiała dostosowanie się do możliwości darczyńcy.
Komu to sprzyja? Oczywiście bankom, które zarabiają na korzystaniu z kart w jakiejkolwiek formie. I państwu, które łatwiej tresuje swoich niewolników do porzucenia gotówki, by można było w pełni kontrolować ich stan finansowy i życie. A stąd – jak widzieliśmy doskonale na przykładzie Kanady – prosta droga, by jednym zarządzeniem odciąć człowieka od jego pieniędzy.
