Strona głównaWiadomościŚwiatAfera na Ukrainie. Więzienie i tortury żołnierzy czy prowokacja? Służby już kogoś...

Afera na Ukrainie. Więzienie i tortury żołnierzy czy prowokacja? Służby już kogoś zatrzymały

-

- Reklama -

Afera na Ukrainie, czyli starcia w Borszczahiwce pod Kijowem, stała się symbolem chaosu wokół ukraińskiej mobilizacji. Szef Biura Prezydenta Ukrainy gen. Kyryło Budanow twierdzi, że poniedziałkowe starcia w Petropawliwskiej Borszczahiwce odbyły się „nie bez czyjegoś wpływu”, a władze, Gwardia Narodowa i korpus „Azow” mówią o fejkach i prowokacji. Opozycyjni deputowani odpowiadają, że w domu działała „press-chata”. Tymczasem francuski reporter wojenny, który wszedł do środka, nie znalazł potwierdzenia dla opowieści o torturach – i stawia pytanie o możliwą manipulację. We wtorek władze przeszły do ofensywy: zatrzymały kobietę, która podawała się za lekarkę, i ogłosiły, że cała akcja była zaplanowana. Sprawdziliśmy, co jest pewne, a co pozostaje tylko wersją jednej ze stron.

Budanow – były szef wywiadu wojskowego HUR, dziś szef Biura Prezydenta Wołodymyra Zełenskiego – napisał we wtorek na X: „Już wiadomo z całą pewnością, że wczorajsze wydarzenia w Petropawliwskiej Borszczahiwce nie odbyły się bez czyjegoś wpływu. Konkretne osoby i inicjatorzy tych wydarzeń zostaną ustaleni i ukarani, zostaną też wyciągnięte wnioski wewnątrz struktur siłowych”. Nie podał jednak żadnych nazwisk ani dowodów. O pierwszych doniesieniach z miejsca zdarzenia pisaliśmy tutaj.

- Reklama -

- Reklama -

Afera na Ukrainie: co jest pewne

Wieczorem 2 listopada około stu osób zebrało się pod prywatnym domem we wsi w rejonie buczańskim, tuż za obwodnicą Kijowa. Budynek był tymczasowym punktem dyslokacji jednostki wojskowej 3121 – według dowódcy korpusu „Azow” gen. bryg. Denysa Prokopenki „Redisa” chodzi o 52. międzynarodowy pułk „Forge” 1. Korpusu Gwardii Narodowej. Przebywali tam zmobilizowani przed wysłaniem na szkolenie oraz żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu jednostki (SZCz).

- Reklama -

Bezsporne jest jedno: czterech zatrzymanych po SZCz miało obrażenia i trafiło do szpitala. Potwierdził to sam „Azow” i dowódca Gwardii Narodowej gen. mjr Ołeksandr Piwnenko. Państwowe Biuro Śledcze (DBR) wszczęło postępowanie z art. 426-1 cz. 5 kodeksu karnego, czyli o przekroczenie uprawnień przez wojskowego. Według Radia Swoboda i „Kyiv Independent” w ruch poszły jajka, kamienie i świece dymne, rozbito radiowozy i fragment muru, tłum kołysał autobusem z żołnierzami, padły strzały w powietrze. Uspokoić ludzi nie zdołał nawet Budanow, który przyjechał osobiście – według BBC w jego stronę rozpylono gaz.

Wersja władz kontra opozycja

Policja obwodu kijowskiego twierdzi, że wezwanie przyszło od prywatnej karetki, a informacje o bezprawnym przetrzymywaniu i śmierci człowieka „nie odpowiadają rzeczywistości”. Borys Breus z policji obwodowej wskazał, że plotki rozpuściła kobieta przedstawiająca się jako właścicielka firmy medycznej „Med-Prestige” – serwis Slidstvo.Info ustalił, że firma przestała działać w 2023 roku. Piwnenko mówi o wynajętym domu do formalności związanych z poborem i o 18 innych żołnierzach, którzy „byli w porządku”. Weteran Maksym Onufrijenko, który wszedł do środka z Budanowem, zapewnia: „Żadnych miejsc tortur tam nie było”. Jego zdaniem pobitych przywieziono już z obrażeniami. BBC zwraca uwagę, że „pobity 14-latek” wcześniej sam przechodził przez płot i rzucał cegłami, a świadkowie opisują zamaskowanych, wysportowanych młodych mężczyzn atakujących gapiów.

Zupełnie inaczej widzi to Ołeksij Honczarenko – deputowany Rady Najwyższej i jeden z najostrzejszych krytyków Zełenskiego. Na Telegramie napisał, że w domu „w istocie była »press-chata«” (w więziennym slangu cela, w której bije się osadzonych). „Pobicia, wrzucanie do dołu, przepędzanie przez szpaler, bicie przed szeregiem – to zjawiska STAŁE w wojsku… Równolegle to samo dzieje się z cywilami. Porywają ich. Biją. Torturują. Nasz kraj zaczyna dzielić się na dwie klasy: klawiszy i całą resztę” – stwierdził. Mówił o ok. 25 mężczyznach w środku i jednym wyniesionym ze złamanym żebrem, a odpowiedzialności zażądał od „człowieka na Bankowej”, czyli w siedzibie Biura Prezydenta.

Deputowana Marjana Bezuhła, dawniej z prezydenckiej Sługi Narodu, uznała zaś całość za „udaną rosyjską operację”, ale uderzyła też we władze: Budanow, szef MSW Iwan Wyhiwski i Piwnenko „nie powinni byli tak miotać się na fali hajpu”, a pytanie brzmi, „co stało się z SBU”.

Francuski reporter: „Wszedłem do domu”

Najciekawsze świadectwo przyniósł jednak Cyrille Amoursky – francuski reporter wojenny pracujący na Ukrainie dla telewizji BFMTV, autor książki „Ukraïna. Un peuple en guerre”. W długim wątku na X napisał, że był na miejscu podczas starć i wszedł do domu, w którym przebywali zmobilizowani. Jak przyznał, sam był wcześniej wstrząśnięty doniesieniami z Telegramu i pojechał sprawdzić je osobiście.

Według Amoursky’ego dom był punktem tranzytowym brygady „Azow” Gwardii Narodowej, a nie centrum rekrutacyjnym. Przebywało w nim 14 mężczyzn – świeżo zmobilizowanych oraz odnalezionych dezerterów – którzy czekali na komisję lekarską. Reporter nie znalazł żadnych dowodów na „40 porwanych i torturowanych” ani na zabitego. Rozmawiał z mężczyznami, którzy zaprzeczyli, by w domu stosowano przemoc. Zastrzegł jednak, że nie pozwala to poświadczyć, co przeżył każdy z czternastu.

Dziennikarz opisuje też przebieg wydarzeń. Jeden z mężczyzn wysłał żonie swoją lokalizację, a ta zaczęła krzyczeć pod domem o przemocy. Następnie ściągnęła „prywatną karetkę”, której firma – według ustaleń na miejscu – przestała istnieć w 2023 r. „Pielęgniarka nie była pielęgniarką” – pisze Amoursky. Jego zdaniem chodziło przede wszystkim o wyprowadzenie mężczyzn z budynku, choć teza o ułatwieniu im ucieczki pozostaje interpretacją. Ponadto pod domem zjawiły się grupy zamaskowanych, często bardzo młodych ludzi. Chłopak przedstawiany jako 13-latek rzucał z drzewa kamieniami w policjantów i dopiero po zatrzymaniu trafił do domu. Gwardia miała rozkaz, by nie szarżować na tłum, a Budanow, wyprowadzając 14 mężczyzn do karetki, został potraktowany gazem. W końcu ich wypuszczono, a dwaj wrócili i – jak relacjonuje reporter – spokojnie zapewnili, że nie doznali przemocy.

Amoursky przytacza też niepotwierdzone informacje, że część zatrzymanych uczestników protestu miała przyznać, iż dostała po 2 tys. hrywien (ok. 40 euro) za udział w zbiegowisku. Hipotezę operacji obliczonej na skompromitowanie Ukrainy uważa za „poważną”, ale nie wskazuje, kto miałby za nią stać. Jednocześnie podkreśla, że problemy z mobilizacją są realne, a każde oskarżenie trzeba sprawdzać.

Zatrzymania i nowa wersja władz

We wtorek Budanow potwierdził zatrzymanie kobiety, która w medycznym uniformie przyjechała pod dom „prywatną karetką”. Według serwisu Slidstvo.Info to 49-letnia Walentyna Mołoda, właścicielka kliniki chirurgii plastycznej „Mołoda-ja”, wcześniej występująca w kilku sprawach karnych i administracyjnych. BBC przypomina m.in., że w 2022 r. sąd w obwodzie lwowskim ukarał ją grzywną i odebrał prawo jazdy za jazdę po pijanemu. Budanow twierdzi, że co najmniej trzy dni wcześniej wraz z kierowcą zrobiła „rozpoznanie” obiektu, a w jej telefonie znaleziono zdjęcia i korespondencję z kanałami na Telegramie. – Nie wiem do końca, w jakim celu to robiono: z pobudek osobistych, by podnieść swoją popularność, czy zarobić pieniądze. Ale pojawia się pytanie: kto płaci takie pieniądze za takie usługi? – mówił. Jednocześnie przyznał, że „nie można po prostu wszystkiego przypisać działaniom prowokatorów”.

Na briefingu szef MSW Iwan Wyhiwski mówił, że Mołoda działała na prośbę krewnej jednego z żołnierzy po SZCz i „starannie zaplanowała tę akcję, żeby zdyskredytować wojskowych”. Zatrzymano też kierowcę karetki Serhija Radzyckiego. P.o. szefa Policji Narodowej Maksym Cuckiridze poinformował, że ustalono 16 „radykalnie nastawionych” osób i 26 osób, które je wspierały, oraz że do policji nie wpłynęło żadne zawiadomienie o przestępstwach w budynku. Przyznał też, że policjanci nie mogli wejść do środka bez zgody sądu, bo był to strzeżony obiekt wojskowy. Według policji w domu przebywało 26 osób, a nie 14, jak twierdził Budanow. Zastępca szefa SBU Iwan Rudnycki twierdzi, że zidentyfikowano ok. 100 uczestników zajść, a w domach części z nich trwają przeszukania. Celem organizatorów miało być „uprowadzenie żołnierza Gwardii Narodowej”. Policja prowadzi sprawę o stawianie oporu funkcjonariuszom, a SBU o utrudnianie działalności formacji wojskowych. Kontrolę zapowiedziała też rzeczniczka praw żołnierzy Olha Reszetyłowa.

Ta wersja pozostaje jednak wersją służb, które same są stroną sporu. Dowodów z telefonu Mołodej nikt niezależnie nie widział. Co więcej, nawet według BBC do szpitala trafiło czterech żołnierzy z widocznymi obrażeniami, a 17 innych wywieziono z domu. Mimo to dzień po zajściach śledztwa i przeszukania dotyczą przede wszystkim protestujących.

Czego wciąż nie wiadomo

Liczby się nie zgadzają: 40 przetrzymywanych według Telegramu, ok. 25 według Honczarenki, 14 według Budanowa i Amoursky’ego, 4 rannych i 18 zdrowych według Piwnenki, a teraz 26 według policji. Nie wiadomo, kto i gdzie pobił czterech żołnierzy ani na jakiej podstawie prawnej armia trzyma ludzi w wynajętym prywatnym domu – sam Budanow przyznał, że legalność oceni śledztwo, i zapowiedział sprawdzenie, po co w ogóle istnieją takie punkty. Niepotwierdzone pozostają też doniesienia o zabitym, „piwnicy tortur” oraz tezy o zorganizowanej akcji. Oficjalna narracja o „fejku” nie tłumaczy jednak czterech rannych, a wersja o 40 torturowanych nie ma na razie dowodów – relacja naocznego świadka z wnętrza domu wyraźnie ją podważa. Borszczahiwka uderza w czuły punkt: przymusową mobilizację, na którą Ukraińcy skarżą się od miesięcy.

Źródła:

Najnowsze