Strona głównaGŁÓWNYMiller MASAKRUJE Czarzastego ws. Brauna. Przypomniał historię. "Ankiety są dla innych. Dla...

Miller MASAKRUJE Czarzastego ws. Brauna. Przypomniał historię. „Ankiety są dla innych. Dla niego wystarczy urząd”

-

- Reklama -

„Czarzasty nie pierwszy raz uczy nas, że bezpieczeństwo państwa to kwestia względna. Zależy głównie od tego, kto akurat siedzi na fotelu marszałka i komu akurat nie ufa” – napisał były premier Leszek Miller. Polityk odniósł się do nagonki na udział Grzegorz Brauna w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.

Na przyszły wtorek prezydent Karol Nawrocki zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego; jak wskazał szef BBN Bartosz Grodecki, dyskusja ma dotyczyć obecnej sytuacji bezpieczeństwa, a także kwestii zbudowania w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich.

- Reklama -

W czwartek marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty przekazał, że skierował do prezydenta pismo, w którym proponuje, by prezydent rozważył możliwość niezapraszania przedstawicieli Konfederacji Korony Polskiej na RBN. Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski stwierdził z kolei, że „przy ruskich onucach o sprawach bezpieczeństwa Polski rozmawiać nie będzie”.

Zmasowany atak na Brauna. Czarzasty skierował pismo do prezydenta Nawrockiego

- Reklama -

- Reklama -

„Logika jest klarowna”

Leszek Miller odniósł się w mediach społecznościowych do tej sprawy. Przypomniał o niewypełnionej przez Czarzastego ankiecie bezpieczeństwa.

„Jest w polskiej polityce pewna figura, która budzi coraz większe uznanie wśród znawców ironii. Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu właśnie postanowił zadbać o bezpieczeństwo narodowe. Napisał do prezydenta, żeby na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie było ludzi Grzegorza Brauna, bo – jak tłumaczy – nie ma pewności, czy nie przekażą dalej tajnych informacji.

Brzmi poważnie. Aż do momentu, gdy przypomni się, kto tu właściwie mówi” – wskazał były premier.

„Ten sam Czarzasty, który jako wicemarszałek i członek komisji do spraw służb specjalnych przez dwa lata nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa osobowego. Tej dwudziestopięciostronicowej, z pytaniami o rodzinę, kontakty zagraniczne, długi, zdrowie psychiczne i wszystko, co mogłoby zainteresować obce służby. Ankieta jest uciążliwa – tłumaczył później. Jak każdy wie, procedury bezpieczeństwa istnieją głównie po to, żeby nie przeszkadzać ludziom w wygodnym pełnieniu funkcji” – przypomniał.

Jak dodał, Czarzasty przyznał się do błędu, kiedy sprawa wyszła na jaw. „Po czym poprosił służby o dodatkowe sprawdzenie swoich „wschodnich kontaktów” i usłyszał, że nie ma zastrzeżeń. I tak zostało. Teraz, jako marszałek, z mocy ustawy ma dostęp do ściśle tajnych informacji bez żadnej ankiety” – wskazał.

„Kancelaria Sejmu wyjaśniła, że kontrola, której podlega, jest stała i ostrzejsza niż cokolwiek, co mogłaby dać zwykła ankieta. Pewnie dlatego właśnie on czuje się upoważniony, by oceniać, kto może, a kto nie może siedzieć przy stole Rady Bezpieczeństwa Narodowego” – skwitował.

„Logika jest klarowna. Człowiek, który sam uznał, że nie musi się poddawać standardowej weryfikacji, bo to uciążliwe, a potem otrzymał ustawowe zwolnienie, teraz z troską o tajemnice państwowe wskazuje palcem na Brauna. Bo Braun mógłby coś przekazać. On – nie. On ma certyfikat z mocy urzędu i czyste sumienie po jednym dodatkowym sprawdzeniu” – stwierdził.

„Czarzasty nie pierwszy raz uczy nas, że bezpieczeństwo państwa to kwestia względna. Zależy głównie od tego, kto akurat siedzi na fotelu marszałka i komu akurat nie ufa. Ankiety są dla innych. Dla niego wystarczy urząd” – zakończył Miller.

Najnowsze