Głosowanie w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka z urzędu oraz rady miasta zakończyło się w niedzielę, o godz. 21. By referendum było ważne, frekwencja musi wynieść 29,47 proc. w przypadku pytania o prezydenta i 30,81 proc., gdy chodzi o radę.
– Głosowanie przebiegło spokojnie, nie odnotowaliśmy incydentów mających wpływ na jego przebieg – powiedział w chwili zamknięcia lokali wyborczych dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Częstochowie Tomasz Doruchowski.
Wpłynęły natomiast pojedyncze skargi na słabe w niektórych przypadkach oznakowanie lokali wyborczych, np. tabliczki kierujące do nich wywieszano już po otwarciu lokali wyborczych.
W Częstochowie działało 135 obwodów: 126 stałych i 9 odrębnych (w szpitalach, domach pomocy społecznej, hospicjum i areszcie śledczym).
Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, w głosowaniu musi uczestniczyć co najmniej 46 625 mieszkańców Częstochowy, czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w jego wyborze w II turze w 2024 r. Taki próg przewidują przepisy.
W przypadku częstochowskiej rady miasta minimum to 48 754 głosów.
Przekładając to na frekwencję odnoszoną do uprawnionych do głosowania w dniu referendum (jest ich mniej niż w 2024 r., gdyż liczba mieszkańców spada) – w przypadku losów prezydenta minimum to 29,47 proc., a rady miasta 30,81 proc.
Delegatura Krajowego Biura Wyborczego przewiduje, że wyniki referendum powinny być znane w nocy, a najpóźniej nad ranem.
Inicjatywę referendalną zgłoszono po tym, jak 25 lutego br. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało prezydenta z Lewicy Krzysztofa Matyjaszczyka (zgodził się na podawanie nazwiska); ma prokuratorski zakaz pełnienia funkcji, wchodzenia do urzędu i kontaktowania się z pracownikami. Od tego czasu magistratem zarządza I zastępca Zdzisław Wolski.
Do czasu wyjaśnienia sprawy Matyjaszczyk został zawieszony w prawach członka Nowej Lewicy decyzją władz partii.
Prokuratura postawiła prezydentowi Częstochowy zarzuty: Przyjęcia co najmniej 40 tys. zł za zmiany w budżecie miasta pozwalające na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla jednego z przedsiębiorców oraz przyjęcie od wielu osób korzyści majątkowych w kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł.
Krzysztof Matyjaszczyk twierdzi, że padł ofiarą pomówienia.
W tym samym śledztwie zarzuty usłyszało dotąd ponad 20 osób: Jako pierwszy w październiku 2024 r. ówczesny wicemarszałek woj. śląskiego Bartłomiej S. (KO) – także w związku z wcześniejszą funkcją wiceprezydenta Częstochowy. Następnie m.in. kilku przedsiębiorców i dwaj radni (z lewicy i KO).
Inicjatorzy referendum stawiali też prezydentowi zarzut nepotyzmu w Urzędzie Miasta i spółkach komunalnych; m.in., że partnerka Krzysztofa Matyjaszczyka (obecnie żona) stanęła na czele utworzonego Biura Ładu Korporacyjnego. Mówili też o zadłużeniu Częstochowy.
W kampanii przedreferendalnej władze miasta podkreślały, że zadłużenie Częstochowy w stosunku do wysokości budżetu jest mniejsze niż w wielu dużych miastach. Skupiły się na pokazywaniu, jak rozwinęła się Częstochowa nie tylko w tej, ale i poprzednich kadencjach.
Krzysztof Matyjaszczyk prezydentem Częstochowy jest od 16 lat, urząd objął w 2010 r. w wyniku przedterminowych wyborów po odwołaniu w referendum poprzedniego prezydenta. Obecnie miastem rządzi koalicja Nowej Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.


