Albania, Tirana, wrzesień 2024 roku. Moja dwugodzinna rozmowa z byłym prezydentem (przez pięć lat) i byłym premierem (przez osiem lat) tego kraju, antykomunistą Sali Berishą. Nie odbyła się w parlamencie ani w lokalnej knajpie serwującej narodowe potrawy Albańczyków, ani w kawiarni, ani w polskiej ambasadzie. Sędziwy polityk zaprosił mnie do domu. Miłe. Tyle że, prawdę mówiąc, to… nie miał innego wyjścia. Nasze spotkanie gdzie indziej odbyć się nie mogło: socjalistyczny rząd i posłuszny mu wymiar sprawiedliwości umieścili eksprezydenta w areszcie domowym, w którym spędził już niemal rok. Nasze spotkanie trudno jednak nazwać klasyczną konwersacją – w dziewięćdziesięciu procentach był to monolog Albańczyka.
Mówił o systemie zorganizowanej korupcji państwowej, z której olbrzymie zyski czerpie lewicowa władza z premierem Edi Ramą na czele. Podkreślał, że w czasie jedenastoletnich rządów lewicy jego ojczyzna stała się „państwem narkotykowym” (narco-state), w którym mafia ściśle współpracuje z rządem, a głównym beneficjentem tej kolaboracji jest właśnie jego następca na stanowisku szefa gabinetu. Berisha opisywał również regularne wizyty Alexandra Sorosa (syna George’a Sorosa) w Tiranie i jego spotkania z premierem Ramą. Osiemdziesięcioletni wówczas, ale wciąż krzepki polityk grzmiał, że Albania stała się „państwem Sorosa”.
Faktem jest, że niewiele ponad rok przed moją wizytą w Tiranie Alexander Soros formalnie przejął kontrolę nad rodzinną fundacją Open Society Foundations – co było oczywiście decyzją jego niemal stuletniego ojca. Ten potężny instrument wpływu politycznego familii Sorosów dysponuje majątkiem wartym aż 25 miliardów dolarów.
Mr Soros jr chętnie podróżuje do Europy, przy czym jego celem są nie tylko Bałkany. W W Warszawie regularnie odwiedza prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego (wiecznego kandydata na prezydenta RP) – co akurat dziwić nie powinno. Alexander Soros już niedługo, bo 27 października, będzie obchodził swoje 41 urodziny. Ma trzech braci i siostrę. Siostra Andrea określana jest przez oficjalne źródła jako… filantropka (sic!). Brat Jonathan jest inwestorem i biznesmenem, brat Robert współwłaścicielem firmy doradczej, a w przeszłości szefem Soros Fund Management. Wreszcie najmłodszy brat Gregory jest – a jakże – artystą.
Alexander, przeznaczony przez seniora rodu do „robienia polityki” i wejścia w buty ojca, zaczął swoje rządy w fundacji od zwolnień grupowych. Z miejsca wyrzucił z pracy aż dwie piąte personelu. Kto bogatemu zabroni?
Papa eksponuje swoje żydowskie korzenie, ale syn ożenił się z muzułmanką Humą Abedin. Żonę poznał na przyjęciu urodzinowym… Hillary Clinton, de domo Rodham, byłej pierwszej damy i niedoszłej prezydent USA. Panna Abedin dorastała w Arabii Saudyjskiej, gdzie jej rodzice wykładali na uniwersytecie, lecz studia ukończyła już w Stanach Zjednoczonych. Od męża jest starsza o dziewięć lat. Wcześniej była przez półtorej dekady żoną starszego od niej o lat dwanaście polityka Anthony Weinera – członka Izby Reprezentantów. Ten polityk-skandalista, reprezentujący w Kongresie stan Nowy Jork, został skazany na 21 miesięcy więzienia za wysyłanie seksesemesów do… piętnastoletniej dziewczynki. Tego skandalu pani Huma nie zniosła – choć wcześniej przymykała oko na sprośne zdjęcia, które wysyłał innym kobietom. Jej mąż przez dwanaście lat w Kongresie USA reprezentował stan New York. Zarówno pierwszy, jak i drugi mąż pani Abedin to Żydzi. Ona sama pozostała jednak wierna islamowi. Z tego powodu ich ślub składał się z dwóch osobnych tradycji: podczas ceremonii muzułmańskiej panna młoda podpisała kontrakt Nikah, a w trakcie żydowskiej pan młody złożył podpis pod tradycyjną Ketubą.
Spośród piątki rodzeństwa to właśnie Alexander przejawiał największą smykałkę polityczną. Z tego powodu – mimo że wcale nie jest najstarszy z braci – został głównym wykonawcą polityki ojca, opierającej się w skrócie na promowaniu kosmopolityzmu i internacjonalizmu oraz zwalczaniu prawicy. Ten polityczny spadkobierca miliardera jest założycielem organizacji Bend the Arc: Jewish Action, a także zasiada w radzie Center for Jewish History. Został również doceniony przez europejski establishment, który zaprosił go w szeregi prestiżowej Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (European Council on Foreign Relations).
Jego rodzinna fundacja sponsoruje jednocześnie walkę z antysemityzmem, islamofobią oraz homofobią.
Zacząłem od Sali Berishy, aby następnie skupić się na sadze rodu Sorosów. Dlaczego jednak nagle wracam do wydarzeń sprzed dwóch lat? Cóż, w dniu, w którym piszę te słowa, dowiedziałem się, że niedoszły prezydent Rumunii Călin Georgescu – któremu uniemożliwiono start w drugiej turze wyborów prezydenckich w grudniu 2024 roku – został właśnie zwolniony z aresztu tymczasowego i trafił do… aresztu domowego. Można to ironicznie skomentować, iż taka to widocznie „bałkańska tradycja”. A jednak uważam inaczej. Rumunia dziś, tak jak Węgry wiosną staje się laboratorium dla obozu liberalno-lewicowego. Globaliści „sprawdzają bojem”, jak daleko mogą się posunąć.
Prawicowa rumuńska partia AUR, kierowana przez człowieka, którego znam od lat i bardzo szanuję – George Simiona – w każdym sondażu notuje co najmniej czterdzieści procent poparcia. Jeżeli ten lider rumuńskiej prawicy narodowej nie zostanie zablokowany metodami administracyjnymi lub przez wymiar sprawiedliwości – tak jak wcześniej popierany przez niego Georgescu – to kwestią czasu pozostaje, kiedy Simion sięgnie po władzę. Ten zafascynowany naszym krajem przyjaciel Polski ma realne szanse zostać najpierw premierem, a ostatecznie głową państwa.
Tyle że więzienie czy areszt domowy dla polityków wcale nie muszą być specyfiką wyłącznie Tirany czy Bukaresztu. Jutro to samo może wydarzyć się także w Polsce…


