Prasa we Francji stawia w poniedziałek pytania o odpowiedzialność za zamieszki podczas demonstracji z 17 października. Wylicza takie możliwe czynniki, jak: błędne prognozy policji, odpowiedzialność sił politycznych – np. skrajnej lewicy, a także słabość polityczną obozu prezydenta Emmanuela Macrona.
„Francja obudziła się w niedzielę oszołomiona”, a „w centrum debaty pojawia się kwestia odpowiedzialności” za wydarzenia – ocenia regionalny dziennik „Ouest-France”. „Jaką cześć odpowiedzialności ponosi rząd za to, że nie udało się w sobotę utrzymać porządku? Czy skrajna lewica podsycała (nastroje)?” – pyta dziennik.
Lewicowy dziennik „Liberation” zauważa, że „potępienie wobec wandali nie jest przeszkodą, by zadać poważne pytania na temat strategii sił policyjnych”. Wśród tych pytań wymienia: „czy minister spraw wewnętrznych źle przewidział ten dzień? Jakimi informacjami dysponowały służby wywiadowcze? Czy siły porządku publicznego były wystarczająco liczne?”.
Dziennik krytykuje reakcje polityków, którzy – jego zdaniem – natychmiast rozpoczęli wzajemne obwinianie się, „kierując wzrok ku wyborom prezydenckim” (wiosną 2027 roku – red.), „jak gdyby chodziło tylko o liczenie głosów, które można zebrać”. Nawiązując do trwających od tygodni protestów licealistów „Liberation” wytyka kandydatom na prezydenta brak perspektyw, jakie mogliby zaoferować młodzieży.
Prawicowy „Le Figaro” wylicza pytania na temat „fiaska”, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa. „Liczba wandali i wielość ognisk rebelii przytłoczyła siły porządku publicznego” – podkreśla dziennik. Zarzuca policji błędy w prognozach, pozostawienie „miejsc symbolicznych”, jak merostwa czy siedziby prefektur „niemal bez ochrony”.
W osobnym artykule na stronie internetowej „Le Figaro” ocenia, że 17 października „dokonało się połączenie dwóch rodzajów przemocy (…) – ze strony skrajnej lewicy i ze strony przestępców z przedmieść”.
Dziennik oskarża skrajnie lewicową Francję Nieujarzmioną (LFI) o to, że usprawiedliwia, „jeśli nie podsyca” te dwa rodzaje przemocy. „Le Figaro” nazywa też sobotnie wydarzenia „kryzysem demokracji” i uważa, że obóz polityczny prezydenta Emmanuela Macrona, pozbawiony większości po wyborach parlamentarnych z 2024 roku utrzymuje władzę „nie mając władzy”, co staje się „dodatkowym czynnikiem chaosu”.
Katolicki dziennik „La Croix” podkreśla, że „istnieją winni” i „powinni oni być nazwani”. Są to „przede wszystkim wandale”, a „na drugim miejscu – platformy (internetowe), których polaryzujące algorytmy (…) łączą rozmaite wezwania do rebelii nigdy nie ponosząc za to odpowiedzialności” – ocenia.
Dziennik wymienia także „inżynierów chaosu, influencerów bądź partie polityczne” i „deputowanych, niezdolnych do dogadania się w sprawie reform na rzecz interesu ogólnego (…), ponieważ od 2022 roku ich obsesją jest tylko rok 2027 (czyli wybory prezydenckie – red.).
Więcej o wydarzeniach we Francji i ich echach przeczytacie w poniższych artykułach:
- Lewacy i przybysze podpalili Francję. Rabunki, zamieszki i dewastacje. Historyczne budynki w ogniu, sklepy okradzione, walki z policją [VIDEO]
- To nie był margines protestów. W Marsylii w masowych grabieżach uczestniczyło 30 000 osób [VIDEO]
- Macron w miałkim orędziu kłamliwie zrzucił winę za zamieszki na „skrajną prawicę”
- Magyar: Z Francji napływają szokujące nagrania i zdjęcia. Dlatego chcemy jak najostrzejszego podejścia do migracji
- „Imigracja ludzi z nienawiścią w sercach, zniszczyła Francję.” Mocny wpis Donalda Trumpa


