Strona głównaWiadomościPolskaCud w prokuraturze. Dawid K. w końcu przesłuchany za aferę, którą "ma...

Cud w prokuraturze. Dawid K. w końcu przesłuchany za aferę, którą „ma w du*ie”

-

- Reklama -

Po ponad stu dniach od wybuchu gigantycznej afery wokół Warszawskiego Szpitala Południowego, 28-letni Dawid K., lekarz i były radny Koalicji Obywatelskiej, wreszcie został przesłuchany i usłyszał zarzuty.

Czynności z udziałem 28-latka toczyły się w siedzibie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak donosi Radio ZET, K. najprawdopodobniej usłyszał zarzuty.

- Reklama -

Prokuratura na razie nie chce wypowiadać się o szczegółach. – Odbywały się dzisiaj czynności procesowe, bardzo długo – uciął krótko rzecznik. Więcej informacji ma zostać przedstawionych na środowej konferencji prasowej.

- Reklama -

Afera wybuchła w czerwcu. Wtedy wyszło na jaw, że K., będąc zaledwie w trakcie specjalizacji z anestezjologii, jako koordynator SOR-u wygenerował w 2025 roku ze swojej jednoosobowej działalności przychód przekraczający astronomiczne 1,6 miliona złotych. Aby osiągnąć taką kwotę, na papierze musiałby wypracować niemal 4 tysiące godzin w ciągu roku, czyli 11 godzin każdego dnia.

- Reklama -

Miał też etaty w innych szpitalach. Na przykład w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w 2026 r. K. przepracował 732 godziny w ciągu 125 dni, co daje średnio 5,86 godziny dziennie wyłącznie w tej placówce. Istnieją podejrzenia, że złote dziecko KO posiadło zdolność bilokacji. Formalnie bowiem miał pełnić dyżury w różnych placówkach w tym samym czasie.

W tle pojawiły się też poważne oskarżenia o tworzenie szybkiej ścieżki medycznej dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Chodzi o tzw. „salonik VIP” w Warszawskim Szpitalu Południowym.

Szereg poważnych zarzutów wobec K. przedstawił także dr Emil Jędrzejewski, były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym. W wywiadzie dla Kanału Zero zarzucił K., że w wyniku jego błędów medycznych pacjenci SOR-u umierali. Mówił też o popełnianych błędach K. przy intubacji pacjentów czy o fałszowaniu dokumentacji medycznej.

Od wybuchu afery do wezwania Dawida K. do prokuratury minęło aż 112 dni.

Sam Dawid K. zdawał się niespecjalnie przejmować widmem prokuratorskich zarzutów. Znalazł nową pracę w podwarszawskim Jaktorowie. Tam został potajemnie nagrany przez pacjenta-dziennikarza Kanału Zero. 28-latek z rozbrajającą szczerością powiedział, że całą aferę w Szpitalu Południowym „ma w du*ie”. Martwiło go tylko, że do pracy nie może przyjeżdżać swoim Porsche, bo na takiej „wsi” byłby podniesiony z tego tytułu raban.

Najnowsze