Pojawiły się nowe informacje dotyczące przesyłki z tajemniczą substancją w jednostce wojskowej. Po jej otwarciu członkowie Żandarmerii Wojskowej trafili do szpitala, a do jednostki przybyła m.in. grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego Straży Pożarnej.
Do jednostki wojskowej w Nowej Dębie przybyła tajemnicza przesyłka. Żołnierze ŻW otworzyli przesyłkę, w której była nieznana substancja.
Mundurowi poczuli się potem źle. Wezwano służby medyczne i zawieziono członków ŻW do szpitala. W jednostce zastosowano procedurę alarmową, a na miejsce przyjechały służby, w tym grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego Straży Pożarnej.
Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Tajemnicza przesyłka w jednostce wojskowej. Trzy osoby w szpitalu, na miejscu grupa chemiczna
Teraz na jaw wyszły nowe informacje. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak podczas konferencji prasowej poinformował, że „około godziny 10 do placówki żandarmerii wojskowej w Nowej Dębie listonosz przyniósł list, gdzie nadawcą była wskazana osoba z adresem na terenie Republiki Federalnej Niemiec”.
List odebrała pracownica cywilna ŻW. Przekazała go zastępcy szefa placówki żandarmerii wojskowej w Nowej Dębie i to on otworzył przesyłkę.
– Znajdowała się w niej kartka z podpisem „pozdrawiam złota” – poinformował Kozak i dodał, że była to zwykła kartka papieru.
– Nie była nasączona żadnym środkiem organoleptycznym. Nie stwierdzono nasączenia jej żadną substancją. Nie wysypało się też nic z tej koperty. Tak więc nie było powodów, aby powziąć jakąś szczególną ostrożność co do tego listu – podkreślił.
Krótko potem funkcjonariusz ŻW poczuł duszności i przewieziono go do szpitala.
– Wkrótce później objawy drapania w gardle zgłosiły jeszcze dwie osoby, funkcjonariusz żandarmerii wojskowej oraz pracownik cywilny wojska. Obie te osoby również zostały przewiezione do szpitala, gdzie udzielono im pomocy medycznej – przekazał Marcin Kozak.
Zaznaczył, że wezwane później służby nie stwierdziły „wskaźnika biologicznego, radiacyjnego i jakiegokolwiek innego”. Przesyłka zaś „została procesowo zabezpieczona i przekazana do dalszych badań laboratoryjnych”.
Prokuratura wszczęła w tej sprawie dochodzenie w kierunku art. 160 par. 1 Kodeksu karnego. Chodzi o „narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”.
– W tej sprawie wykonywane są czynności, zarówno operacyjne, jak i procesowe, zmierzające do ustalenia źródła pochodzenia tego listu oraz czy doszło rzeczywiście do narażenia funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej, pracowników cywilnych wojska na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak.
– Pobrana zostanie próbka materiału biologicznego. Zostanie stwierdzone, czy i jakie osoby miały z nią kontakt, bo przecież jeżeli człowiek dotyka jakiejś kartki, to pozostawia jakieś ślady. Sprawdzimy, czy faktycznie te objawy, które pracownicy wojska zgłosili, mają jakikolwiek związek, czy może to jest tylko koincydencja zdarzeń, a źródłem tej duszności i drapania w gardle było co innego – zaznaczył Marcin Kozak.


