Strona głównaWiadomościPolskaSkierowanie „na cito”, operacja za... 9 lat. Dramat 52-latki z Piły

Skierowanie „na cito”, operacja za… 9 lat. Dramat 52-latki z Piły

-

- Reklama -

Co oznacza skierowanie na „cito” w państwowej służbie ochrony zdrowia? W przypadku 52-letniej Agnieszki z Piły oznacza termin operacji, która ma uchronić kobietę przed trwałym kalectwem, za… dziewięć lat.

Koszmar pani Agnieszki rozpoczął się w sierpniu 2025 roku. Nagłe zawroty głowy przed jednym ze sklepów zakończyły się dramatycznym upadkiem na chodnik w wyniku czego połamała wszystkie kości w ręku.

- Reklama -

Miejscowi specjaliści w Pile zoperowali otwarte złamanie. Początkowo wydawało się, że leczenie przynosi efekty, ale wkrótce pojawiły się fatalne komplikacje. Palce lewej dłoni zaczęły sztywnieć. – Z dnia na dzień coraz gorzej jest. Już dwa palce mam praktycznie nieaktywne – mówi pacjentka w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”.

- Reklama -

Pilne, czyli za dziewięć lat

Szukając pomocy, pani Agnieszka trafiła do renomowanego Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego Szpitala Klinicznego im. Wiktora Degi w Poznaniu. Tamtejszy lekarz nie miał wątpliwości, że konieczna jest rekonstrukcja palców. Kobiecie wystawiono skierowanie z pilną adnotacją „cito”.

- Reklama -

Gdy jednak pacjentka zeszła do rejestracji, usłyszała odpowiedź brzmiącą jak ponury żart. Zabieg na 2035 rok.

– Nie wiem, jak mają czekać osoby bez skierowań „na cito”. Myślę, że za 9 lat operacja nie będzie mi już potrzebna – gorzko zauważa mieszkanka Piły.

Przez sztywniejące palce dla pani Agnieszki prozaiczne czynności urosły do rangi niemożliwego wyzwania. Nie może też wrócić do pracy. – Na komputerze cokolwiek wpisać, czy dokumenty posegregować, to pani wie, że dwie ręce są potrzebne – podsumowuje.

Pozostaje jej czekać na 2035 rok albo poszukać alternatywnej placówki. Ten drugi scenariusz to jednak logistyczna i biurokratyczna droga przez mękę, choć wydaje się, że innego wyjścia nie ma.

– Dojechać pociągiem to są około dwie godziny w jedną stronę. Później znowu jechać po badania i jeszcze raz do lekarza. To nie takie proste – tłumaczy 52-latka.

Nadzieją pozostaje rehabilitacja. Wcześniejszy, miesięczny turnus w Chodzieży przyniósł widoczne efekty. Problem w tym, że na kolejne, również „pilne” zajęcia, trzeba czekać nawet trzy lata.

Szpital im. Degi odmówił komentarza do sprawy, a Wielkopolski Oddział Wojewódzki NFZ do tej pory nie odpowiedział na pytania dziennikarzy „Głosu Wielkopolskiego”.

Najnowsze