Polacy nie zostawili suchej nitki na rządzie premiera Donalda Tuska. Ponad połowa badanych w nowym sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expresu” źle oceniła działania uśmiechniętej koalicji.
Na początku września minęło tysiąc dni od zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska w grudniu 2023 roku. Symbolem niespełnionych obietnic uśmiechniętej władzy stało się sto konkretów Koalicji Obywatelskiej, które miały być zrealizowane w ciągu stu dni. Pomimo upływu dziesięciokrotnie dłuższego czasu dalej nie udało się spełnić nawet 1/3 przedwyborczych obiecanek.
Po ponad tysiącu dni od zaprzysiężenia rządu współtworzące go partie mają raczej marne szanse na utrzymanie władzy. Co prawda KO ciągle prowadzi w sondażach, ale próg wyborczy przekracza jeszcze jedynie Nowa Lewica, ale liczba mandatów zdobytych przez te dwie partie nie dałaby większości w przyszłym Sejmie (według średniej sondażowej).
Czytaj również: Kto weźmie władzę?! Sondażowe pułapki i pakt z Braunem
Dobrych wieści dla miłościwie nam panujących nie przynosi także badanie dla „SE”, w którym zapytano Polaków o to, jak oceniają rząd Donalda Tuska.
Większość respondentów, aż 53 proc., wybrało odpowiedź „źle”.
„Dobrze” działanie rządu oceniło zaledwie 19 proc. osób. To zdecydowanie mniej, niż średnie sondażowe poparcie dla KO.
Niewiele mniej, czyli 16 proc. badanych, wskazało odpowiedź „ani dobrze, ani źle”.
Odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć” wybrało 2 proc.
– Polacy wystawili rządowi rachunek za niezrealizowane obietnice oraz za kontrowersje, które bulwersowały opinię publiczną – ocenił w rozmowie z „Super Expressem” politolog dr Bartłomiej Machnik.
Jego zdaniem „rząd nie skupił się w największej części na rozwiązywaniu problemów wyborców, a zbyt dużą wagę przywiązał do twardej walki politycznej, która bardzo często nie miała nic wspólnego z logiką, tylko była nastawiona na zwalczanie przeciwnika politycznego”.
W ostatnim czasie rządzący swoje problemy ze skutecznością ochoczo zrzucali na prezydenta Karola Nawrockiego, którego określano nawet mianem „wetomata”, co rzecz jasna nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, bo zdecydowaną większość ustaw prezydent niestety podpisuje.
Według dr Machnika „jest to jedyny argument, który rządząca koalicja posiada”. – Natomiast nie wydaje się, żeby to był decydujący element – ocenił politolog.


