Zamiast tradycyjnego dzielenia się chlebem i wdzięczności za plony, mandaty i weryfikacja kas fiskalnych. Jak relacjonuje „Gazeta Krakowska”, podczas tegorocznych dożynek w podkrakowskich gminach obok ludowych kapel pojawili się funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej. Ich wizyta wywołała oburzenie, a w przyszłości może odstraszyć lokalnych społeczników od darmowej pracy na rzecz sąsiadów.
Sierpniowe uroczystości w gminach Wolbrom, Jerzmanowice-Przeginia oraz w powiecie miechowskim miały niespotykany dotąd finał. Wśród stoisk kół gospodyń wiejskich, strażackich namiotów z piwem i odpustowych kramów pojawili się kontrolerzy ze skarbówki. Cel akcji był jasny: wystawić jak najwięcej mandatów.
Robert Szewczyk, rzecznik Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego, nie widzi w tej sytuacji nic nadzwyczajnego. – Kontrole celno-skarbowe prowadzone przez Małopolski Urząd Celno-Skarbowy mogą mieć miejsce podczas każdej imprezy terenowej – ucina rzecznik.
W samej Przegini kary za brak nadzoru, nieprawidłową ewidencję i brak kas rejestrujących wyniosły łącznie 3100 zł. Z kolei podczas dożynek w Bukowskiej Woli suma wystawionych mandatów sięgnęła 7500 zł, a najwyższa jednostkowa kara wyniosła 3000 zł.
Dla wielu organizacji, które wystawiają się na lokalnych festynach z pobudek czysto charytatywnych i integracyjnych, działania fiskusa okazały się bolesnym zderzeniem z urzędniczą machiną. Wśród ukaranych w Bukowskiej Woli znalazły się gospodynie z gminy Racławice. By ratować morale mieszkanek, wójt Janusz Kozioł postanowił wziąć sprawę we własne ręce.
– Biorąc pod uwagę fakt, że koła pojechały na dożynki nie po to, żeby zarobić, a po to, aby reprezentować gminę, wzięliśmy to na siebie – tłumaczy samorządowiec. Wspólnie ze swoją zastępczynią, z prywatnych środków, pokryli koszty mandatu, by „sytuacja nie zniechęciła gospodyń do dalszej aktywności”.
Krajowa Administracja Skarbowa broni swoich działań, odpierając zarzuty o złośliwość i celowe nękanie ludzi. Przedstawiciele KAS argumentują, że interwencje to efekt analizy ryzyka oraz zewnętrznych donosów, które urząd miał obowiązek zweryfikować.
– Rozumiemy, że działalność rolników, strażaków czy kół gospodyń często ma charakter społeczny i charytatywny. Nie oznacza to jednak, że można pomijać obowiązujące przepisy – usilnie twierdzą urzędnicy.
Te tłumaczenia nie przekonują jednak lokalnych liderów. Wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia, Tomasz Gwizdała, nazywa interwencję skarbówki szokiem i uderzeniem w serce polskiej tradycji.
– Ta kontrola nie uderzyła w wielkie korporacje ani w osoby szukające łatwego zysku. Uderzyła w ludzką bezinteresowność. Ukarano tych, którzy dla rolników i dla całej naszej lokalnej społeczności postanowili stworzyć to święto – punktuje wójt Gwizdała, pytając retorycznie, kto i w jakim celu nasyła służby na pracujących za darmo społeczników.
Skutki fiskalnej gorliwości już widać w regionie. Organizatorzy kolejnych imprez alarmują, że sparaliżowane strachem i widmem kar koła gospodyń odmawiają wystawiania swoich stoisk.


