Strona głównaGŁÓWNY"Ucieka pijak". Rozprawa ws. Brauna i Szumowskiego. Obrona zwróciła uwagę na rozbieżność...

„Ucieka pijak”. Rozprawa ws. Brauna i Szumowskiego. Obrona zwróciła uwagę na rozbieżność zeznań świadka [VIDEO]

-

- Reklama -

Przed Sądem Rejonowym Warszawa-Praga Południe trwa dziś rozprawa przeciwko Grzegorzowi Braunowi. Zeznawała pracownica Narodowego Instytutu Kardiologii w sprawie rzekomego naruszenia przez lidera KKP nietykalności cielesnej Łukasza Szumowskiego, pierwszego ministra pandemii w czasie Wielkiej Histerii. Obrońcy zauważyli, że kobieta składa rozbieżne zeznania w tej sprawie.

Podczas procesu zeznawała pracownica Narodowego Instytutu Kardiologii. Podkreśliła, że krzyknięto „ucieka pijak”.

- Reklama -

– Nie widziałam, żeby poseł Braun atakował profesora Szumowskiego – odpowiedziała pracownica dopytywana przez sąd, czy takowy atak fizyczny nastąpił, jak przekonywały swego czasu pandemiczne media.

- Reklama -

Podczas zeznania przed sądem mówiła również o zwolnieniu dyscyplinarnym pracowników za to, że nie poddali się szprycowaniu na koronkę.

- Reklama -

– Doszło finalnie do ugody z tymi pracownikami – podkreśliła i potwierdziła, że osoby bez szpryc nie mogły być zatrudniane w Narodowym Instytucie Kardiologii.

Odniosła się też do faktu, że zarówno Łukasz Szumowski jak i pracownicy byli bez masek, choć ludziom władza nakazywała je nosić. Co ciekawe, jednym z argumentów za tym było to, że są „z administracji”, co pokazuje arogancję kasty urzędniczej.

– Ponieważ pan profesor Szumowski wiedział, że przedstawiliśmy wszyscy certyfikaty zaszczepień [chodzi o szprycę na koronkę, nie szczepionki – red. nczas], jesteśmy pracownikami administracji, czuliśmy się bezpieczni i maski zdjęliśmy na czas rozmowy – mówiła pracownica Narodowego Instytutu Kontroli.

Podczas przesłuchania adwokat zapytał, czy „była pozytywna opinia” radcy prawnego potwierdzająca, że zwalnianie osób niezaszprycowanych jest zgodne z prawem?

– Opinii jako oddzielnego dokumentu nie. Natomiast fakt zatwierdzenia treści tego wypowiedzenia był parafowany przez prawników – odpowiedziała pracownica.

W dalszej części przesłuchania przyznała, że nie było do zwolnionych pracowników żadnych inny zastrzeżeń.

„Szefowa Działu Kadr de facto przyznaje, że niewiele widziała podczas interwencji poselskiej posła Brauna” – napisał na X Marek Skalski, publikując kolejne nagranie z wypowiedzią świadka.

Podczas przesłuchania do świadka, pracownicy Narodowego Instytutu Kardiologii zwrócił się także Grzegorz Braun.

– Pani nie ma sobie niczego do zarzucenia? – zapytał.

– Nie – odpowiedziała.

– Czy gdybym teraz zaczął pytać panią przed sądem, może jeszcze wcześniej, jednak żądając złożenia przyrzeczenia o szczegóły pani życia intymnego, takie, jak na przykład terapie medyczne, z których pani korzysta albo takie, z których pani rezygnuje – czy uznałaby pani to za stosowne? – dopytywał Braun, jednak sąd pytanie uchylił.

Potem doszło do wymiany zdań między Braunem a sędzią. Lider KKP ostatecznie nie zadał więcej pytań. Następnie zarzucił prokuraturze popełnianie przestępstw.

– No ja myślę, że to jest gruba sprawa: Poświadczenie nieprawdy w takich dokumentach, jak protokoły przesłuchań dostarczone, podrzucone wysokiemu sądowi przez prokuraturę. To jest gruba sprawa – mówił Grzegorz Braun.

– I ja proszę wysoki sąd, żeby nie przerywając, broń Boże, tego postępowania, żeby wysoki sąd niezwłocznie wydał nakaz aresztowania ludzi, którzy dopuścili się takiego przestępstwa – zaapelował Braun.

Obrona Brauna także podkreśliła, że zeznania świadka w tej sprawie są rozbieżne.

– Pani zaznaczyła, że pani nie oglądała tych filmów, które zostały nagrane z tej interwencji – powiedział obrońca Brauna, na co kobieta zareagowała potwierdzeniem.

– Natomiast na odczytanych pani zeznaniach z karty 816, pani powiedziała, że „nie widziałam osobiście, ale następnego dnia na filmie dostępnym w Internecie widziałam, jak poseł Braun chwycił rękoma od tyłu prof. Szumowskiego za ramiona” – kontynuował obrońca Brauna, czemu pracownica próbowała zaprzeczać.

– „Trwało to kilka sekund i uniemożliwiał wyjście profesorowi z gabinetu” – czytał dalej, na co kobieta odrzekła, że „tego nie powiedziałam”.

– Czy mogłaby się pani zdecydować, która wersja jest prawdziwa? – poprosił adwokat.

Źródło:X / nczas.info

Najnowsze