To ciekawe zjawisko. W Polsce tąpnięcie notowań koalicji Tuska tłumaczono swego czasu zbyt słabym „pijarem”. Tą samą metodą posługuje się Bruksela na wieść, że blisko 53% Islandczyków powiedziało „nie” dla UE. Ciekawe, czy uczą się od Donalda, Czy Donald nauczył się od Brukselczyków?
Wynik referendum ten wstrzymuje wszelkie nowe kroki akcesyjne do 2028 roku i rodzi pytania, wykraczające poza Islandię. Chodzi o coraz mniejszą zdolność zbiurokratyzowanej Unii Europejskiej do bycia atrakcyjną przestrzenią dla innych krajów.
Porażkę maskuje się różnymi metodami. Zwala się winę na strach Islandczyków przed regulacjami dotyczącymi rybołówstwa, czy po prostu twierdzi, że zawiodła prounijna propaganda. Jednak w referendum w niedzielę 30 sierpnia Islandczycy odpowiedzieli „ekki”, co po islandzku oznacza „nie”.
Przy czym pytanie nie dotyczyło przystąpienia do UE, lecz tylko wznowienia rozmów. To „ekki” zamroziło wszelkie negocjacje do 2028 roku, a Brukseli wydawało się, że wobec Roszczeń Trumpa, podaje Rejkiawikowi „pomocną dłoń”. Po referendum premier Islandii potwierdziła, że jej rząd nie zrobi „ani jednego kroku w kierunku Unii przed końcem swojej kadencji”.
Islandia to kraj liczący tylko 400 000 mieszkańców, ale państwo bardzo ważne strategicznie. Islandia rozpoczęła „unijną przygodę” w 2009 roku, ale zawiesiła negocjacje w 2013 roku, a następnie wznowiła proces. Odstrasza ją coraz większa ilość regulacji i obawa przed utratą suwerenności. Kraj ten pozostaje członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego i strefy Schengen, która umożliwia swobodny przepływ osób.
Kampania referendalna była jak na Islandię dość gorąca. Wieś głosowała na „ekki”, podczas gdy stolica, Reykjavik, była już „proeuropejska” i głosowała na „ja”. ,Swoje zrobiły tu rzeczywiście obawy o sektor rybołówstwa, który stanowi 40% eksportu tego kraju.
Powodem, dla którego referendum zostało przyspieszone i przeprowadzone obecnie były zapowiedzi Donalda Trumpa, który chce przejąć sąsiednią Grenlandię. Może i Donald Trump może budzić strach, ale Unia z kolei nie budzi zaufanie. Bruksela oczywiście oświadczyła, że w pełni szanuje demokratyczny wybór islandzkich wyborców i potwierdziła swoje zaangażowanie w dalszą współpracę z Islandią. Konstatacja, że UE „nie ma już takiego uroku jak dawniej”, jest jednak cenna i może zmusi Brukselę do rozważenia swojej agendy i polityki.
Źródło: AFP/ Le Figaro


