Nieznani sprawcy namalowali w Rzeszowie graffiti z przekazem „White Lives Matter”. Sprawą zajęła się policja i przekazała sprawę do prokuratury, nie traktując tego jako wykroczenia, jak zwykle, lecz jako przestępstwo z art. 257 Kodeksu karnego. Redakcja, która nagłośniła sprawę pomija fakt, że graffiti powstało w hołdzie dla zamordowanego przez Sikha i brytyjskich policjantów Henry’ego Nowaka i przedstawia napis jako przykład „białej supremacji”.
„Rzeszów. Po zgłoszeniach mieszkańców 21 sierpnia na osiedlu Kmity pracownicy administracji zamalowali graffiti z hasłem „White Lives Matter” znajdujące się tam od czerwca jako mural pamięci Henry’ego Nowaka” – napisał na X Adam Gwiazda.
Podkreślił, że policja „zabezpieczyła monitoring i skierowała sprawę do prokuratury z art. 257 kk czyli o zarzuty publicznego znieważenia grupy ludności z powodu przynależności rasowej”.
„Autorom 'rasistowskiego napisu’ grozi do 3 lat więzienia” – podsumował.
🇵🇱 Rzeszów. Po zgłoszeniach mieszkańców 21 sierpnia na osiedlu Kmity pracownicy administracji zamalowali graffiti z hasłem „White Lives Matter” znajdujące się tam od czerwca jako mural pamięci Henry’ego Nowaka.
Policja zabezpieczyła monitoring i skierowała sprawę do prokuratury z… pic.twitter.com/94gLisjvEc— Adam Gwiazda (@delestoile) August 24, 2026
Sprawę pierwotnie nagłośnił portal torzeszow.pl. W artykule z 14 lipca zacytowano panią Katarzynę.
– To wstyd, aby na jednym z największych osiedli w Rzeszowie nikt nie zareagował na jawnie rasistowskie hasło. Ten napis powinien zniknąć jak najszybciej, dziwię się że administracja jeszcze w tym temacie nie zadziałała – oburzała się kobieta, którą redakcja postanowiła zacytować.
Przytoczono też nieokreślonych dokładnie „mieszkańców”, którzy alarmowali, że rzekomo hasło te jest „uznawane za symbol środowisk supremacji białej rasy”.
– Propagowanie takich haseł w przestrzeni publicznej jest karalne, według mnie powinna tym się zająć policja – kontynuowała pani Katarzyna.
Co ciekawe, redakcja ta wspomniała o tym, że to kontra wobec rasistowskiego ruchu Black Lives Matter. Piszą jednak o nim tylko, że „powstał, aby zaprotestować przeciwko dyskryminacji osób czarnoskórych oraz brutalności policji wobec Afroamerykanów” i miał zyskać rozgłos w 2014 roku po zastrzeleniu Michaela Browna przez policjanta. Nie wspominają ani razu o wandalizmie ani o rasizmie tego ruchu, szczególnie widocznego po śmierci George’a Floyda.
„Od 2015 roku zwolennicy białej dominacji, w kontrze zaczęli promować hasło 'White Lives Matter’ (Życie Białych ma znaczenie). Jest ono uznawane przez organizacje walczące z dyskryminacją za symbol nienawiści, często wykorzystywany przez grupy takie jak Ku Klux Klan” – przekonuje redakcja.
Graffiti powstało najpewniej 9 czerwca. Na profilu Narodowy Rzeszów na jakiejś platformie społecznościowej, której nazwy redakcja nie wskazała, tego dnia opublikowano film wykonany na tle wspomnianego graffiti.
„WHITE LIVES MATTER! ŚP. HENRY NOWAK! Pod muralem pamięci Henry’ego Nowaka odpaliliśmy race na znak solidarności z naszymi angielskimi braćmi Europejczykami. Polscy patrioci stoją z Wami ramię w ramię. Przesyłamy wyrazy pełnego wsparcia w Waszej walce przeciwko totalitarnemu rządowi. Nigdy się nie cofajcie. Razem odzyskamy Europę z rąk lewicowych szaleńców!” – napisano w opisie filmu.
Ewidentnie więc była to reakcja na skandaliczną i rasistowską, wymierzoną w białych mężczyzn aferę ze Zjednoczonego Królestwa. Tymczasem redakcja pisze o jakimś „białym suprematyzmie”, co jest ewidentnym odklejeniem.
Policjanci dopatrzyli się w graffiti przestępstwa, niezależnie od kontekstu, w jakim powstało.
– Policjanci z komisariatu Rzeszów Śródmieście wszczęli czynności sprawdzające w kierunku możliwości popełnienia przestępstwa z art. 257 kodeksu karnego – powiedziała podkom. Magdalena Żuk, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie i przyznała jednocześnie, że większość spraw dotyczących graffiti prowadzona jest w kierunku wykroczenia z art. 63a.
Graffiti zniknęło w ostatni piątek. Policja zaś skierowała sprawę „rasistowskiego” graffiti do prokuratury.
– Cieszę się, że graffiti zniknęło, ale to nie załatwia sprawy. Jeśli nie będziemy edukować młodzieży, jeśli nie będziemy o tym mówić w szkołach czy już w przedszkolach, to takie hasła wciąż będą pojawiać się na murach – przekonywała pani Katarzyna, zapewne ta sama, która wcześniej wyrażała oburzenie napisem.
„Samo pojawienie się takiego napisu w przestrzeni publicznej nie jest neutralnym komunikatem nawiązującym do 'równości wszystkich ludzi’. W tym określonym kontekście jest wykorzystywane jako hasło środowisk sprzeciwiających się idei równości rasowej i jako element przekazu o charakterze jawnie rasistowskim” – przekonuje sama redakcja portalu torzeszow.pl.
Zabawne jest to, że w tekście portalu zaraz potem zacytowano znowu panią Katarzynę i nijak tezy redakcji nie da się sensownie połączyć.
– Empatii należy uczyć od małego. Należy tłumaczyć jak wielką szkodę wyrządzają tego typu ideologie, że wszyscy ludzie są równi, mają równe prawa i obowiązki, a nienawiść, ślepy nacjonalizm czy segregacja ze względu na rasę zawsze prowadzi do agresji i wojen, a w takim świecie nikt nie chce chyba wychowywać dzieci – powiedziała pani Katarzyna.
Tak więc „Black Lives Matter” jest w porządku. Ale „White Lives Matter” to biała supremacja i ślepy nacjonalizm. Absolutnie nie ma w tym przypadku nierówności w prawach ani nienawiści czy ślepej ideologii.
No i oczywiście, trzeba było wspomnieć o tzw. „wrogości do Ukraińców”
„Internet dodatkowo pozwala błyskawicznie rozpowszechniać dezinformację, uprzedzenia i treści budujące wrogość wobec całych grup ludzi – obecnie najczęściej wobec uchodźców z Ukrainy” – napisano w artykule, pod którym nikt się nie podpisał, co nie dziwi.
„W polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawiają się również ostre, antyimigranckie hasła i wezwania do ograniczania obecności cudzoziemców w Polsce. W takich warunkach granica między politycznym sporem, uprzedzeniem a przyzwoleniem na agresję może się niebezpiecznie przesuwać. Dlatego zamalowanie jednego napisu jest ważne, ale nie wystarczy” – przekonywała redakcja.


