Rosyjski prezydent Władimir Putin odniósł się do słów szefa rządu warszawskiego Donalda Tuska ws. uszkodzenia Nord Stream. O dokonanie tego podejrzewany jest Ukrainiec Wołodymyr Żurawlow.
Przypomnijmy, że sprawa Wołodymyra Żurawlowa odbiła się szerokim echem w Niemczech, Polsce i Rosji. Ukrainiec jest podejrzewany o udział w wysadzeniu gazociągu Nord Stream, a w 2025 r. Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe wydał za mężczyzną Europejski Nakaz Aresztowania.
Żurawlow został zatrzymany w Polsce we wrześniu 2025 r. Polski sąd nie zgodził się jednak na przekazanie go stronie niemieckiej. Ostatecznie mężczyznę zwolniono z aresztu. Ukrainiec niedawno ponownie trafił w ręce służb – tym razem w Chorwacji.
Do sprawy odniósł się polski premier Donald Tusk, usprawiedliwiając działania sabotażystów. – Na pewno Niemcy nie powinni ścigać tych, którzy w sytuacji, kiedy ich kraj został napadnięty, podejmują takie czy inne działania. Ja tu zdania nie zmienię i uważam, że wstydzić powinni się ci, którzy wybudowali ten gazociąg, a nie ci, którzy go unieruchomili – stwierdził.
Zaznaczył też, że Warszawa ostrzegała Berlin przed angażowaniem się w Nord Stream, który zbyt mocno uzależni Europę od surowców z Rosji.
Do słów Tuska odniósł się z kolei Władimir Putin. Rosyjski przywódca został o nie zapytany w rozmowie z portalem internetowym Wiesti.
– Znam pana Tuska od dawna, za czasów przygotowań do budowy Nord Stream 2, jak i w trakcie samej budowy. Wtedy pan Tusk również był premierem i motywy stojące za stanowiskiem obecnego rządu polskiego są dla mnie jasne. Motywy są bardzo proste – doraźne korzyści ekonomiczne – stwierdził Putin.
Rosyjski prezydent wskazał też, że początkowo Nord Stream 2 miał przebiegać przez Polskę. – Mamy jedną linię gazową biegnącą przez Polskę, Jamał-Europa – mówił. – Ostatecznie jednak podjęliśmy decyzję o uruchomieniu drugiej nitki po dnie Morza Bałtyckiego, aby zminimalizować ryzyko – dodał. Jak zaznaczył, z tego powodu polskie dochody z tranzytu rosyjskich węglowodorów zmalały.
Powtórne zatrzymanie Żurawlowa
Do zatrzymania Wołodymyra Żurawlowa, obywatela Ukrainy podejrzanego przez prokuraturę Niemiec o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream, doszło w Chorwacji podczas zdjęć do filmu fabularnego inspirowanego tym zdarzeniem – podał portal Legal Tribune Online (LTO).
Zdjęcia do politycznego thrillera „Snake Island” z udziałem hollywoodzkich gwiazd, Seana Penna i Adriena Brody’ego, ruszyły na początku sierpnia – poinformował w środę 19 sierpnia portal zajmujący się tematami związanymi z prawem. Początkowo ekipa pracowała w Zagrzebiu, po czym przeniosła się na chorwackie wybrzeże.
„Według doniesień medialnych film opowiada o działającej w ukryciu grupie ukraińskich nurków, która podejmuje niebezpieczną misję w czasie narastających napięć między Rosją a Ukrainą” – dodał LTO.
W środę 19 sierpnia federalna prokuratura Niemiec poinformowała, że Ukrainiec podejrzany w sprawie wysadzenia gazociągów Nord Stream, w niemieckich dokumentach określany jako „Vladimir Z.”, został ujęty przez policję w mieście Pula na zachodzie Chorwacji na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Stawia mu się zarzuty spowodowania eksplozji, sabotażu oraz zniszczenia infrastruktury. Mężczyzna ma zostać przetransportowany do Niemiec, gdzie będzie odpowiadać przed Federalnym Trybunałem Sprawiedliwości.
Według agencji dpa aresztowany to Wołodymyr Żurawlow, którego wydania niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości odmówił w październiku 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie, uchylając mu areszt i nakazując niezwłoczne zwolnienie go. Mężczyznę zatrzymano pod koniec września 2025 roku w Polsce.
Obrońca Żurawlowa w polskim procesie mec. Tymoteusz Paprocki potwierdził w środę w rozmowie z PAP, że zatrzymany w Chorwacji Ukrainiec podejrzany w sprawie wysadzenia Nord Stream to jego klient.
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 roku (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji przeciw Ukrainie) na głębokości około 80 metrów, na dnie Morza Bałtyckiego.
