Jako „atak na społeczność muzułmańską” nowy mer Saint-Denis, Bally Bagayoko (Zbuntowana Francja – LFI) określił ustawę z 2004 r. zakazującą publicznego noszenia islamskiego nakrycia głowy w szkołach.
W wywiadzie dla „Le Point” lewacki mer Saint-Denis, stwierdził, że jego gmina zamierza ucieleśniać „zasady laicyzmu”, ale skrytykował jednocześnie ustawę z 15 marca 2004 roku, regulującą noszenie symboli religijnych w szkołach. Jak widać „świeckość” i owszem, ale nie dla zasad islamu…
Ustawa, która nadal obowiązuje, stanowi, że w publicznych szkołach podstawowych, gimnazjach i w szkołach średnich uczniowie nie mogą nosić symboli ani ubrań, które otwarcie eksponują ich przynależność religijną. Zasada ta dotyczy chusty islamskiej, jarmułki i „widocznych” krzyży. Bally Bagayoko interpretuje to jednak zupełnie inaczej. Uważa, że „pod przykrywką zasady świeckości państwa” niektóre przepisy „podważają prawa podstawowe” i mają na celu „ atakowanie społeczności muzułmańskiej ”.
Wypowiedzi Bally’ego Bagayoko wywołały negatywne reakcje nawet na lewicy. Michaël Delafosse, socjalistyczny burmistrz Montpellier, skrytykował „Zbuntowanego” i stwierdził, że „laicyzm należy wzmocnić, a nie osłabić”, a zakaz noszenia „widocznych symboli religijnych chroni szkoły publiczne przed presją religijną i gwarantuje uczniom wolność sumienia”.
Mer Bagayoko żyje jednak w innej rzeczywistości, gdzie zasady islamu stosowane są przez znaczną część populacji Saint-Denis. Media doniosły ostatnio, że np. jedna na dziesięć kobiet w departamencie Seine-Saint-Denis pada ofiarą okaleczenia żeńskich narządów płciowych, co jest częstą praktyką w islamskiej części Afryki.
Każdego lata młode dziewczęta pochodzenia afrykańskiego opuszczają Francję i wracają „z wakacji” z nieodwracalnymi uszkodzeniami. Doszło do tego, że w takim Mali prowadzona jest specjalna kampania przeciwdziałania „żeńskiemu obrzezaniu” we współpracy z rządem francuskim, który rozprowadza dofinansowany pakiet edukacyjny i filmy.
W 2019 r. we Francji było 139 312 dorosłych kobiet i 10 688 nieletnich dziewcząt, które przeszły takie okaleczenie. Najwięcej takich kobiet mieszka w regionie paryskim. W Seine-Saint-Denis stowarzyszenie „125 et après” szacuje, że jest to nawet jedna na dziesięć kobiet. W Montreuil badanie przeprowadzone w szpitalu André-Grégoire osiągnęło właśnie takie szacunki, a uszkodzenia narządów stwierdzono u prawie 12% kobiet rodzących dzieci w tej placówce.
Taka praktyka jest poza tym dość powszechna w takich krajach jak Egipt, Sudan, Mali, Somalia… Praktyka ta jest przekazywana i utrwalana z pokolenia na pokolenie przez starsze kobiety, które pełnią określoną rolę społeczną, a sam zabieg jest uważany za rodzaj inicjacji społecznej i wejście w dorosłość. Matki np. obawiają się, że ich nieobrzezane córki będą postrzegane jako prostytutki, niezdolne do znalezienia męża, a zatem pozbawione pozycji społecznej.
Źródło: France Info
