Po tragicznym wypadku polskiego autokaru na Węgrzech głos zabrał prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych Rafał Jańczuk. W jego ocenie ta katastrofa odbije się na całej branży przewozowej.
Polscy pielgrzymi wracali z położonego w Bośni i Hercegowinie Medziugorie. Do wypadku doszło w niedzielę około godz. 1 na węgierskiej autostradzie M3, w rejonie miejscowości Mezokeresztes we wschodniej części kraju.
Autokarem podróżowało 59 obywateli Polski. 12 osób zginęło, a 10 kolejnych, będących w bardzo ciężkim stanie, trafiło do szpitali na Węgrzech. Wszystkie ofiary śmiertelne to dorośli mieszkańcy województwa podkarpackiego. Pozostałych 37 pasażerów odniosło lekkie obrażenia. Większość podróżnych pochodziła z Podkarpacia.
W rozmowie z „Faktem” do tragedii odniósł się Rafał Jańczuk, szef Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych.
– Wszystko wskazuje na to, że przyczyną był zwyczajny błąd ludzki – powiedział, zaznaczając, że na ostateczne ustalenia trzeba poczekać do końca prowadzonego przez policję śledztwa.
Według węgierskich służb przyczyną wypadku było zaśnięcie kierowcy. Komenda policji regionu Borsod-Abauj-Zemplen poinformowała o wszczęciu postępowania przeciwko kierowcy autokaru, który przewoził Polaków z pielgrzymki do Medjugorje w Bośni i Hercegowinie. Zarzuca się mu zaniedbanie, które doprowadziło do katastrofy z udziałem wielu ofiar. We wtorek węgierska policja chce doprowadzić go przed sąd, który przedłuży mu areszt o 30 dni.
Śledztwo wszczęła też Prokuratura Okręgowa w Krośnie, zabezpieczono dokumenty organizatora wycieczki i przewoźnika. Jednocześnie wystosowała do strony węgierskiej europejski nakaz dochodzeniowy, w którym zawnioskowała o zabezpieczenie i dostarczenie dokumentacji dotyczącej tej katastrofy. Chodzi m.in o protokoły oględzin, sekcji zwłok, przesłuchań świadków, a także listy pasażerów i dokumentacji medycznej. Polska prokuratura zwróciła się także z prośbą o udział w oględzinach. Węgrzy wyrazili zgodę.
Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech. Dramatyczne wnioski węgierskich śledczych
– Trudno jednoznacznie powiedzieć, co się stało. Być może kierowca zasłabł – stwierdził natomiast Jańczuk. Zdaniem szefa Stowarzyszenia autokar był w dobrym stanie technicznym. – Niełatwo to ocenić, ale nie widać, żeby to była wina autokaru. Nie ma ku temu żadnych przesłanek. Moim zdaniem był on w dobrym stanie technicznym. Po oponach, po jego stanie – oceniam go na odległość – że wyglądał bardzo dobrze – wyjaśnił swoje przypuszczenia.
Wskazał też, że wypadek odbije się na całej branży autokarowej. – Przepisy już są rygorystyczne, ale na pewno pojawi się więcej kontroli – zauważył. Jego zdaniem, wzrośnie też liczba pytań dotyczących bezpieczeństwa podróży, zadawanych przez klientów.
– Już teraz w wakacje i ferie Inspekcja Transportu Drogowego oraz policja sprawdzają nas trzy razy częściej niż w ciągu roku – dodał.
Jańczuk zaznaczył też, że przepisy nakazują pasażerom zapinanie pasów. – Według mnie część z ofiar mogła zginąć właśnie w następstwie tego, że nie mieli zapiętych pasów. Nie możemy tego wykluczyć. Kierowca nie jest w stanie w trakcie jazdy sprawdzić, czy wszyscy mają zapięte pasy. Zdyscyplinowane są głównie dzieci. Dorośli często lekceważą przepisy – stwierdził.
„Fakt” rozmawiał także z innymi przedstawicielami branży. Podzielają oni przypuszczenia Jańczuka, że najprawdopodobniej do wypadku doszło w wyniku błędu ludzkiego.
Jańczuk zwrócił uwagę, że na stałych długich trasach w autokarze jest dwóch kierowców. – Oni znają się tak dobrze, jak małżeństwa i wiedzą, na co stać zmiennika. Wiedzą, że drugi kierowca nie śpi za kierownicą, mają do niego pełne zaufanie – powiedział.
Zaś podczas wyjazdów epizodycznych, odbywających się kilka razy w roku, załoga nie zawsze jest tak zgrana.
– Mieliśmy już wypadki zasłabnięcia za kierowcą, bo takie rzeczy się zdarzają, ale niech to ustali policja. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że godz. 1.00 w nocy to nie jest godzina do zaśnięcia. Zazwyczaj ludzie usypiają między godz. 4.00 a 6.00 rano – powiedział Jańczuk.
