Leon Panetta, były szef Pentagonu, który pełnił funkcję w administracji prezydenta Baracka Obamy i w 2011 r. nadzorował operację zakończoną śmiercią przywódcy Al-Kaidy Osamy bin Ladena, nie należy do zwolenników Donalda Trumpa. Nie dziwi więc, że ma krytyczne podejście do wojny z Iranem.
Właśnie ostrzegł, że USA zostały „uwikłane w niemożliwą do wygrania wojnę”, argumentując, że konflikt ten grozi przekształceniem się w kolejne długotrwałe starcie zbrojne bez wyraźnego finału.
Różne głosy
Panetta zwrócił uwagę na ostatnią „potężną falę uderzeń” wymierzonych w Teheran oraz na ataki ze strony przeciwnika, by zilustrować, jak często USA angażują się w konflikty, które jedynie wyczerpują amerykańskie zasoby. Porównał trwającą operację wojskową do wojen w Iraku i Afganistanie.
„Uważam, że utknęliśmy w wojnie, której nie da się wygrać i która będzie się ciągnąć – tak jak poprzednie konflikty – nie znajdując satysfakcjonującego zakończenia – oznajmił. – Szczerze mówiąc, takie właśnie dziedzictwo tworzą Stany Zjednoczone w XXI wieku. Niezależnie od tego, czy chodziło o Irak, Afganistan, czy teraz o Iran, wciąż znajdujemy się w konfliktach niemożliwych do wygrania, które ostatecznie obciążają nasz kraj, szkodzą gospodarce i – co moim zdaniem najważniejsze – sprawiają, że w oczach reszty świata wyglądamy na słabych”.
Jego zdaniem historia uczy, iż USA powinny wystrzegać się angażowania w kolejny konflikt na Bliskim Wschodzie, którego końca nie widać.
Nie brakuje jednak głosów domagających się zaostrzenia kursu i to płynących nie tylko z najbliższego otoczenia prezydenta. Na przykład emerytowany generał broni Keith Kellogg wezwał do skierowania amerykańskich wojsk lądowych do Iranu oraz powołania nowego zespołu negocjacyjnego. „Spójrzmy prawdzie w oczy: jest około pięciu rzeczy, które powinniśmy teraz zrobić, ponieważ charakter wojny w Iranie uległ zmianie. Jeśli chodzi o negocjacje – wymieniłbym nasz zespół negocjacyjny – powiedział. – Nie potrzebujemy ludzi od nieruchomości do prowadzenia negocjacji w środku wojny, a jeśli już powołujemy zespół negocjacyjny, powinien to być twardy jak skała sukinsyn, który jest na miejscu i potrafi to naprawdę dobrze zrobić”.
Kellogg wychodzi z założenia, że same naloty nie zakończą konfliktu, który – jak wskazują ostatnie sondaże – nie cieszy się poparciem amerykańskiej opinii publicznej.
„Potrzebne będą wojska lądowe, by podjąć konkretne działania. Nie oznacza to marszu aż do Teheranu – dodał. – Wcale tego nie postuluję. Można jednak przejąć kilka kluczowych celów strategicznych, co dałoby prezydentowi kartę przetargową i pozwoliło kontrolować ich gospodarkę”.
Raport CIA
Trump i jego administracja muszą obecnie mierzyć się z rosnącymi pytaniami o to, jak ten konflikt ma się zakończyć – pytaniami płynącymi z obu stron sceny politycznej, zwłaszcza po tym, jak zapowiedzi zawieszenia broni co chwilę upadają. Pytania sprowadzają się zasadniczo jednego: jaka jest strategia Białego Domu. A sytuacja z każdym tygodniem się komplikuje.
W połowie lipca, po intensywnych amerykańskich nalotach i bombardowaniach, pojawił się raport CIA, do którego dotarł dziennik „Washington Post”.
Nowa analiza wywiadu USA wskazuje, że mimo nalotów jest mało prawdopodobne, by Teheran złagodził swoje stanowisko lub poczynił istotne ustępstwa w negocjacjach. Analitycy CIA uważają, że USA i Iran tkwią w trudnym cyklu konfliktu, sytuującym się gdzieś pomiędzy wojną a pokojem, przy czym żadna ze stron nie wykazuje chęci ustąpienia.
Raport ten pojawił się po 10 kolejnych nocach amerykańskich uderzeń wymierzonych w irańską infrastrukturę wojskową, stanowiska rakietowe, wyrzutnie dronów, systemy obrony powietrznej oraz potencjał morski.
W ocenie CIA zwraca się uwagę na narastające wewnątrz irańskich władz napięcia między pragmatykami dążącymi do rozwiązania dyplomatycznego a zwolennikami twardej linii z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, którzy opowiadają się za dalszą konfrontacją.
Choć raport sugeruje, że same dodatkowe uderzenia militarne raczej nie skłonią Iranu do kompromisu, administracja Trumpa nadal przyznaje, że utrzymywanie presji militarnej i gospodarczej jest niezbędne dla ochrony sił USA, zabezpieczenia międzynarodowych szlaków żeglugowych oraz pociągnięcia Teheranu do odpowiedzialności za ataki na Amerykanów.
Przed „dekapitacją”
Na początku sierpnia Trump ostrzegł Iran, że otrzymuje „ostatnią szansę” na zawarcie porozumienia, zanim narazi się na – jak to określił – potencjalne uderzenia wymierzone w irańskie kierownictwo, mające na celu jego „dekapitację”; jednocześnie wyraził nadzieję na porozumienie w sprawie ponownego otwarcia cieśniny Ormuz.
Wypowiadając się z Gabinetu Owalnego, Trump poinformował, że wstrzymał planowaną zakrojoną na szeroką skalę operację wojskową, aby dać Teheranowi ostatnią możliwość przyjęcia wynegocjowanego porozumienia, podkreślił jednak, że w razie fiaska dyplomacji opcja militarna pozostaje na stole.
„To ostatnia szansa – powiedział. – To dla nich ostatnia szansa na podpisanie dobrego dokumentu. Chcę dać im absolutnie ostatnią szansę, zanim dojdzie do »odcięcia głowy«”.
Prezydent zaznaczył, że USA wciąż mają przygotowane plany przeprowadzenia poważnej operacji wojskowej, na wypadek gdyby negocjacje zakończyły się niepowodzeniem. Następnie przedstawił strategię dwuetapową, wskazując, że bezpośrednim celem jest ponowne otwarcie cieśniny, a dopiero w dalszej kolejności podjęcie negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego.
Według niektórych źródeł planiści wojskowi przedstawili Trumpowi kilka wariantów, w tym ponowne uderzenia na głęboko ukryte irańskie obiekty nuklearne oraz zakrojoną na szeroką skalę kampanię powietrzną wymierzoną w infrastrukturę rakietową. Jednakże amerykańskie agencje wywiadowcze – jak choćby wspomniana wcześniej CIA – są zdania, że same bombardowania raczej nie skłonią Teheranu do zawarcia nowego porozumienia.
Omawiano również możliwość przeprowadzenia uderzeń o charakterze symbolicznym, mających na celu zademonstrowanie amerykańskiej determinacji bez konieczności prowadzenia długotrwałej kampanii lądowej, co jest rozwiązaniem zgodnym z wielokrotnie powtarzaną przez Trumpa deklaracją o unikaniu długich wojen zagranicznych.
Mogą wyrządzić szkody
Były Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych NATO w Europie emerytowany generał Wesley Clark ocenił niedawno, że – pomimo presji militarnej ze strony USA – Iran wciąż utrzymuje „przewagę w eskalacji”. Podkreślił, że Teheran zachowuje zdolność do uderzenia w kluczową infrastrukturę energetyczną w rejonie Zatoki Perskiej oraz do podbicia stawki w rozgrywce z Waszyngtonem i jego sojusznikami w regionie. Jego zdaniem irański arsenał rakiet i dronów nadal stanowi poważne zagrożenie, nawet w sytuacji gdy administracja Trumpa dąży do negocjacji. „Obecnie to oni mają przewagę w zakresie eskalacji, ponieważ grożą zniszczeniem rafinerii i innej infrastruktury naszych sojuszników z regionu Zatoki” – powiedział Clark.
Jego wypowiedź była reakcją na słowa prezydenta Donalda Trumpa, który poinformował o wstrzymaniu – opisywanego w mediach jako potężne – uderzenia militarnego USA na Iran na rzecz wznowienia negocjacji, wyrażając nadzieję, że dyplomacja pozwoli uniknąć dalszych zniszczeń i ocalić ludzkie życie.
Clark zauważył, że decyzja administracji o wstrzymaniu potężnego uderzenia militarnego „nie dotyczy jedynie kwestii kurczących się zapasów. Cały świat chce otwarcia cieśniny Ormuz i powrotu gospodarki światowej na właściwe tory”.
Generał argumentował, że choć USA są gotowe do uderzenia w irańską infrastrukturę, Teheran „zapowiedział w odpowiedzi, że zniszczy infrastrukturę państw Zatoki, co postawiłoby nas wszystkich w bardzo trudnym położeniu”. Przyznał też, że potencjał militarny Iranu może nie być tak wielki, jak niektórzy się obawiają, jednak podkreślił, iż niedawne ataki dowodzą, że kraj ten wciąż jest w stanie wyrządzić poważne szkody.
Bez osiągnięcia celów
Jeden z najlepszych znawców tematu, analityk wojskowości i profesor University of Chicago Robert Pape twierdzi, że decyzji prezydenta Trumpa o odwołaniu uderzeń na Iran nie należy postrzegać jako oznaki łagodzenia kryzysu, lecz raczej jako dowód na „paraliż strategiczny”. Zaznacza, że Biały Dom stoi w obliczu rosnącej presji militarnej i gospodarczej, a odwołanie ataku z przełomu lipca i sierpnia nie oznacza deeskalacji mimo gwałtownego spadku cen ropy po doniesieniach o wstrzymaniu uderzeń. Uważa ponadto, że miesiące nalotów i ataków ze strony marynarki wojennej nie pozwoliły Waszyngtonowi na osiągnięcie celów strategicznych.
Nie należy też postrzegać decyzji Trumpa o wstrzymaniu ataków jako końca konfrontacji, gdyż administracja będzie nadal balansować między groźbami użycia siły a powściągliwością. „Sądzę, że to balansowanie będzie trwało nadal – stwierdził. – To nie jest koniec wojny”. Z kolei spadek światowych zapasów ropy i zakłócenia w żegludze w regionie powodują, że pozycja przetargowa Iranu stale się umacnia. „Celem Iranu nie jest pokój – powiedział. – Celem Iranu jest wycofanie wszystkich amerykańskich wojsk z regionu”.
Nakreślił ponadto „czarny scenariusz”, który rozpoczyna się od wzrostu cen benzyny w USA w kierunku 6 dolarów za galon, co wywiera presję polityczną na Biały Dom, by ten zezwolił na ataki na infrastrukturę wewnątrz Iranu.
Ataki te – jak stwierdził – mogłyby wywołać szerszy odwet ze strony Iranu i potencjalnie wciągnąć Stany Zjednoczone w konflikt na jeszcze większą skalę. „Światowa gospodarka zmierza dalej – niczym Titanic – prosto na górę lodową – ostrzegał Pape. – To właśnie światowa gospodarka napędza eskalację”.
Sekretarz obrony Pete Hegseth zeznał w lipcu w Kongresie, że koszty wojny szacuje się na 37,5 miliarda dolarów. Niepokój budzi również wyczerpywanie się zapasów wojskowych. Ale pieniądze i uzbrojenie nie są problemem dla Amerykanów.
Trump powtarza, że Iran nie może mieć broni nuklearnej, zapewnia o determinacji w osiągnięciu celu i nie będzie warunkował zakończenia wojny listopadowymi wyborami do Kongresu. Zanosi się więc na to, że musimy przyjąć do wiadomości wojnę na dłuższą skalę i prawdopodobnie bardziej krwawą. Do tej pory Iran stracił około 6000 żołnierzy, 155 jednostek pływających oraz ponad 190 wyrzutni pocisków balistycznych. Jedno jest pewne: Amerykanie są w stanie uderzyć znacznie mocniej, więc strat po stronie Teheranu będzie znacznie, znacznie więcej.
Marek Bober
Autor od 1986 r. mieszka w USA. Jest dziennikarzem związanym z mediami polonijnymi i amerykańskimi.
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 33-34, 10 – 23 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

