W projekcie zaostrzającym przepisy dla kierowców pojawił się kolejny kontrowersyjny postulat. Właściciel auta, nawet jeśli nie prowadził pojazdu w momencie zarejestrowania przez odcinkowy pomiar prędkości lub fotoradar, będzie mógł zostać ukarany „opłatą administracyjną”. Haracz będzie mógł wynieść nawet 7,5 tys. zł.
Jak informowaliśmy wcześniej, rząd planuje docisnąć śrubę kierowcom. Planowane jest zmniejszenie korekty z fotoradarów z 10 km/h do 5 km/h.
Oznacza to, że kierowcy jeszcze łatwiej będą obciążani kolejnymi haraczami na rządzących i ich rodziny. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Rząd znowu dociska śrubę polskim kierowcom. Tym razem chodzi o fotoradary
To jednak nie jedyna planowana zmiana w projekcie ministerstwa infrastruktury. Planowana jest nowa kara, zwana „dodatkową opłatą administracyjną” dla osób, które nie wskażą winnego wykroczenia lub będą ignorować pisma.
W Polsce słabo idzie egzekwowanie kar, które nakładane są na podstawie kamer odcinkowego pomiaru prędkości lub zdjęć z fotoradarów.
„Przykładem może być OPP na warszawskim odcinku S2, który w ciągu pierwszych sześciu miesięcy zarejestrował ponad 30 tys. wykroczeń, natomiast mandatów z tego tytułu zostało wystawionych dopiero niespełna 10,6 tys.” – podaje portal autokult.pl.
Z jednej strony problemem są braki kadrowe w CANARD. Utrudnia to analizę spraw na bieżąco. Z drugiej zaś właściciele pojazdów nie wskazują ewentualnych winnych wykroczenia albo ignorują korespondencję.
Władza chce rozwiązać stworzony przez siebie problem wynikający z nadmiernej regulacji, centralizacji i zakazów kolejnym haraczem dla kierowców. Ma to polegać na tym, że jeśli pojazd przekroczy dopuszczalną przez urzędników prędkość, CANARD wystosowuje pismo do właściciela pojazdu. W przypadku leasingodawców będą oni zobowiązani do przekazania danych osoby użytkującej samochód.
Kierowca, jeśli nie on prowadził pojazd podczas wykroczenia, będzie musiał dostarczyć do służb wypełnione przez użytkownika auta oświadczenie o przyjęciu lub odmowie przyjęcia mandatu.
„Odpowiednie oświadczenie ma być dołączane do wspomnianego pisma o wykroczeniu. Do tej pory właściciel miał tylko obowiązek wskazania kierującego — skończy się więc podawanie danych fikcyjnych osób, których potem GITD nie było w stanie namierzyć” – czytamy.
W przypadku ignorowania pism od GITD pojawi się kara. W razie braku odpowiedzi w ciągu 30 dni od otrzymania korespondencji nakładana będzie kara administracyjna na właściciela pojazdu, nawet jeśli nic nie zrobił. Wysokość kary zależna będzie od popełnionego przez kierującego pojazdem wykroczenia.
Przekroczenie prędkości do 30 km/h karane będzie kwotą 1,5 tys. zł, 31-40 km/h 2,4 tys. zł, 41-50 km/h 3 tys. zł., 51-60 km/h 4,5 tys. zł, 61-70 km/h 6 tys. zł i powyżej 70 km/h 7,5 tys. zł.
„W przypadku przejazdu na czerwonym świetle opłata administracyjna wyniesie 3 tys. zł, natomiast przy wjeździe na zamknięty przejazd kolejowy – 6 tys. zł. Co ciekawe, projekt zakłada nałożenie kary o 20 proc. niższej, jeśli właściciel lub użytkownik pojazdu uiści ją w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia o jej nałożeniu” – podała redakcja autokult.pl.
