Strona głównaMagazynIntegracja europejska w Kanadzie

Integracja europejska w Kanadzie

-

- Reklama -

Przystępując w 2004 r. do Unii Polacy nie zakładali chyba, że wspólnota europejskich państw będzie sięgała kiedyś aż po Amerykę Północną. Ograniczona przez wiele lat do „twardego jądra” najbogatszych państw zachodniej części kontynentu Unia Europejska bardzo długo zastanawiała się niegdyś nad tym, czy przyjąć do swego grona najpierw biedaków z południa, a następnie ze wschodu. W ostatnich latach sytuacja uległa diametralnej zmianie i eurokraci starają się już naganiać do wspólnoty niemal wszystkich bez wyjątku. Berlin najchętniej zaanektowałby do swojej europejskiej Rzeszy całe Bałkany, a ostatnio zadecydował o przyspieszonej ścieżce akcesyjnej dla Mołdawii i oczywiście Ukrainy.

Przy tak dalece rozwodnionym elitaryzmie Unii nawet Turcja stwierdziła w końcu, że nie zamierza już starać się o akcesję, bo czuje się już wystarczająco silna sama w sobie. W związku z tym nawet nie dziwi to, że Niemcy i Francuzi do swojego smutnego i dekadenckiego projektu zaczęli zapraszać nawet kraje zza oceanu.

- Reklama -

Zaproszenie dla dekadentów

Wybór padł na Kanadę i pod wieloma względami jest on najbardziej naturalny, ponieważ kraj ten jest pod wieloma względami równie smutny i dekadencki co większość Unii Europejskiej. Z 5 proc. muzułmańskiej populacji Kraj Klonowego Liścia bardzo współgra pod względem kulturowym z większością europejskich państw. Na tym oczywiście podobieństwa się nie kończą.

- Reklama -

Kanada prowadziła przez ostatnie lata politykę najbardziej otwartych granic spośród wszystkich państw na świecie. Tylko w ciągu ostatnich dziesięciu lat do kraju wpuszczono blisko 4 mln obcych, co doprowadziło do wzrostu liczby ludności do 41 mln osób. Rozdwojony niegdyś między ludność anglo- i francuskojęzyczną kraj jest dzisiaj zlepkiem przypadkowych społeczności, na którym sprawdzane są jedne z najbardziej totalitarnych pomysłów globalistycznych elit. Wystarczy wspomnieć o nowym, pandemicznym, wspaniałym świecie, który z takim uporem wdrażał jeszcze niedawno premier Justin Trudeau.

- Reklama -

Kanada, tak jak Unia Europejska, jest także gospodarczym nieudacznikiem zarządzanym przez zapatrzone w zrównoważony rozwój liberalne pseudoelity. Od wielu lat najważniejszym koniem pociągowym kanadyjskiej gospodarki pozostaje zaopatrywanie niezwykle chłonnego amerykańskiego rynku we wszelkiego rodzaju dobra (w tym przede wszystkim ropę naftową, auta, maszyny i żywność). Pomimo tego elity rządzące Kanadą ubzdurały sobie, że zamierzają drastycznie ograniczyć kontakty handlowe ze swoim jedynym sąsiadem i związać się bliżej z UE.

Ucieczka przed Trumpem

Kanada może być w swoich staraniach usprawiedliwiona o tyle, iż stała się uprzednio przedmiotem znacznej presji ze strony Donalda Trumpa, który jeszcze przed objęciem urzędu deklarował, że chce uczynić z północnego sąsiada USA kolejny, 52. stan. W oczach wielu komentatorów była to zaledwie fanaberia, lecz Trump rzeczywiście widział Kanadę jako element wielkiego bloku prosyjonistycznych krajów, które tworzą wielką strefę pozbawioną barier handlowych.

Obecny premier Kanady Mark Carney nie chciał przynależeć do szerokiego syjonistycznego frontu i odmówił współpracy. Z tego właśnie powodu od początku ubiegłego roku trwa bardzo zawzięta wojna handlowa, która rozpoczęła się od wprowadzonych w styczniu 2025 r. przez Trumpa aż 50 proc. stawek celnych na wybrane towary. W przeciwieństwie do większości państw, w tym nawet mocarstw takich jak Chiny, Kanada bardzo wyraźnie postawiła się USA, za każdym razem odpowiadając odwetowym podwyższeniem stawek. Carney zagrał va banque, ryzykując poważnymi perturbacjami dla gospodarki, ale póki co się nie ugiął.

W pewnym sensie naturalnym było więc, że mocując się z Wujem Samem, Kanada zechciała wreszcie podjąć rozmowy na temat zwiększenia zakresu współpracy z Unią Europejską. Północnoamerykańskie państwo nie może się stać regularnym krajem członkowskim, ale Ursula von der Leyen obiecała Carneyowi status członka stowarzyszonego.

Kanada postanowiła związać się z europejskim pudrowanym trupem byle tylko nie iść pod ramię z Trumpem, który popełnił wszystkie najważniejsze grzechy przeciw lewicowemu liberalizmowi: uszczelnił granice, wycofał się z polityki klimatycznej, przestał wspierać transgenderową rewolucję i postawił na politykę tożsamościową. Eurokraci i Mark Carney nie mogą także przeboleć, że Trump pozwala Benjaminowi Netanyahu robić, co mu się żywnie podoba. Zazwyczaj arcypoprawni względem Izraela, europejscy przywódcy zaczęli w ostatnich latach wyraźnie dystansować się od zbrodni i wojen żydowskiego państwa.

Katolik u sterów

Teoretycznie Mark Carney jako zadeklarowany katolik powinien dystansować się od obecnego kierownictwa Komisji Europejskiej, która swoimi wybranymi propozycjami i praktykami zawstydziłaby nawet Sodomę i Gomorę, lecz termin „katolik” jest już dziś w świecie zachodnim wręcz równoznaczny z liberałem. Kanadyjski premier popiera wszelkie możliwe „prawa” mniejszości seksualnych, aborcję czy walkę z „mową nienawiści”, więc bliższa współpraca z Ursulą von der Leyen będzie zapewne wiązała się z wymianą cennych doświadczeń w zakresie tłamszenia wolności i gnębienia przeciwników politycznych.

W całej sytuacji najbardziej kuriozalne jest to, że usłużne wobec liberalnego establishmentu media przyjęły informację o woli przyznania Kanadzie statusu członka stowarzyszonego bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Teoretycznie wspólnota powstała przecież w celu realizowania „integracji europejskiej”, który może być cokolwiek trudny do realizacji w Ameryce Północnej. Gdy Donald Trump ogłosił zamiar zajęcia Grenlandii, medialni naganiacze prześcigali się w kpinach na temat absurdalności tego pomysłu. Gdy motywowany analogicznymi celami pomysł włączenia Kanady do UE na specjalnych zasadach ogłosiła von der Leyen, te same osoby uznały to za ciekawą propozycję.

Warto w związku z tym obserwować pilnie niezwykle frapujący koncept, jakim jest „integracja europejska”, która na przestrzeni dziejów przechodzi rozmaite mutacje. Jeszcze w XX w. była rzekomym dziełem chadeckich marzycieli o jedności i ponownym odkrywaniu chrześcijańskich korzeni Europy, aby z czasem płynnie przekształcić się w ideę permanentnej rewolucji społecznej, kontroli i depopulacji. Kto wie, gdzie jeszcze doprowadzi nas owa „integracja” i czy po ewentualnych sukcesach w Ameryce Północnej nie będzie chciała dokonywać kolejnych aktów kooptacji na innych kontynentach?

Najnowsze