Ugrupowanie Mateusza Morawieckiego idzie sprawdzonymi socjalistycznymi propozycjami. Chcą wprowadzić „Pensję Rodzicielską” w wysokości minimalnej płacy dla rodzica dziecka od jego narodzin do trzeciego roku życia. PiS zaczyna z kolei licytować się na wyjaśnianie, która łapówka wyborcza jest lepsza.
Grupa Morawieckiego zapowiedziała wprowadzenie „Pensji Rodzicielskiej”. Państwo grabiłoby nas, by utrzymywać nie nasze dzieci jeszcze większą kwotą, niż obecnie.
Program miałby zastąpić obecne 800+. Socjal otrzymywałby jeden z rodziców dziecka w wieku od narodzin do trzeciego roku życia. Wynosiłby tyle, co aktualna płaca minimalna.
„Pieniądze miałyby być traktowane jak wynagrodzenie za pracę – objęte podatkami oraz składkami na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. W ten sposób okres opieki nad dzieckiem miałby przekładać się na wyższą przyszłą emeryturę” – czytamy na money.pl.
Marcin Horała, członek Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego w „Tłicie” WP przekonywał, że program sprawi, iż dziecko będzie „elementem życiowej stabilizacji”.
– My często słyszymy od młodych kobiet, że one bardzo chciałyby mieć dzieci, ale mają umowę na czas określony, mają zlecenia, rozkręcają jakąś działalność gospodarczą, zasiłek rodzicielski zależy od pensji a ta pensja jest wątpliwa – to powoduje, że są wątpliwości, a potem po latach jest już za późno i tych dzieci rodzi się mniej. Dziecko jest czynnikiem stabilizującym rodzinę. Na te trzy lata potrzeby są zaspokojone. Jeśli ktoś chce wrócić na rynek pracy, też świetnie, bo te środki może sobie wydać na opiekunkę. W dzisiejszych czasach w dużych miastach o dobrą opiekunkę jest naprawdę ciężko i trzeba przeznaczyć pensję na jej wynagrodzenie. Jest też wiele kobiet, które mówią, że chcą z tym małym dzieckiem zostać w domu i się nim opiekować. Taka ciekawostka – nie ma korelacji dostępności żłobków a dzietnością, nawet jest tak, że w gminach, gdzie jest więcej żłobków, jest mniej dzieci, co oznacza, że kobiety nie chcą oddawać dzieci w tak młodym wieku do opieki instytucjonalnej – przekonywał Horała.
O tym, że będzie to ogromny wydatek i konieczna będzie jeszcze większa grabież pracujących ludzi, by utrzymywać nie ich dzieci a także prawdopodobne wspieranie patologii polityk od Morawieckiego już nie wspomina.
– To jest słaba oferta, która więcej zabiera, niż proponuje. Jestem całkowicie zaskoczona, że odbiera się 800 plus w okresie, gdy dziecko ma największe potrzeby – skomentowała pomysł Rozwoju Plus była minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska.
– Jeżeli kobieta ma stracić prawo do 800 plus i świadczenia rodzicielskiego, to ta różnica między tymi świadczeniami a minimalnym wynagrodzeniem sprawia, że perspektywa z punktu widzenia młodych matek staje się mało kusząca – przekonywała.
Należy tutaj zaznaczyć, że 800+ by nie zniknęło. Przysługiwałoby ono po ukończeniu przez dziecko trzeciego roku życia, gdy pieniądze z grabieży Polaków – zwanej „Pensją Rodzicielską” – przestałyby przysługiwać.
Co ważne, polityk PiS już zaczyna licytację z Morawieckim i proponuje jeszcze większą „Pensję Rodzicielską” z naszych pieniędzy.
– Wolałabym inny mechanizm, choćby oparty na przeciętnym wynagrodzeniu. Minimalne wynagrodzenie psychologicznie kojarzy się z najniższą możliwą płacą i nie oddaje rangi pracy związanej z wychowaniem dzieci – powiedziała „Faktowi” Rafalska.
Tak więc „tradycyjnie”: Kto da więcej?
„Konieczne byłyby m.in. zmiany po stronie innych świadczeń – przesunięcie startu wypłaty 800 plus na moment, w którym dziecko skończy trzeci rok życia oraz likwidacja m.in. „kosiniakowego” i programu Aktywny Rodzic. Bilans kosztów ludzie Morawieckiego ocenili na ok. 23-25 mld zł” – wskazuje money.pl.
Propozycja „Pensji Rodzicielskiej” to realna groźba jeszcze większego socjalizmu i – co widać było po wprowadzeniu 500+, a potem poszerzeniu do 800+ – zapowiedź kolejnej wielkiej inflacji. I to nas niechybnie czeka, jeśli PiS lub PiS-bis będzie miał coś do gadania w przyszłym rządzie.
