Ukraina wkracza w nowy etap ustrojowy w cieniu długotrwałej wojny. Po dymisji rządu Julii Swyrydenko parlament w Kijowie oficjalnie zatwierdził nowy gabinet ministrów, na którego czele stanął Serhij Korecki. Choć oficjalna propaganda kreuje go na apolitycznego technokratę, jego nominacja to w istocie efekt nowego, wojennego paktu z klanem Timura Mindycza – skompromitowanego udziałem w aferze korupcyjnej i przebywającego obecnie w Izraelu. Mówiąc najprościej: ten do niedawna bliski współpracownik Zełenskiego uciekł, ale jego ludzie, mechanizmy i interesy biznesowe wewnątrz ukraińskiego sektora państwowego pozostały na tyle silne, że w momencie kryzysu prezydent postawił na człowieka z tego właśnie rozdania.
Ukraińska scena polityczna przeszła ostateczne i bezkompromisowe przetasowanie. Rada Najwyższa Ukrainy większością 289 głosów powołała na stanowisko premiera Serhija Koreckiego, a stosunkiem 264 głosów zatwierdziła pełny skład jego nowej Rady Ministrów. Korecki, inżynier i menadżer z wieloletnim doświadczeniem w sektorze energetycznym (zarządzał m.in. Ukrnaftą i państwowym gigantem Naftohaz), formalnie uchodzi za fachowca trzymającego się z boku od partyjnych układów. Gabinet pod jego kierownictwem natychmiast przystąpił do realizacji zadań, z których kluczowymi są przygotowanie zniszczonego sektora energetycznego do nadchodzącej zimy oraz przyspieszenie militaryzacji kraju.
Architektura nowego rządu to jednak nie tylko awanse, ale przede wszystkim głęboka czystka dotychczasowych elit politycznych. Z rządu, wraz z odchodzącą premier Julią Swyrydenko, zniknął cały szereg kluczowych, dotychczas nietykalnych ministrów. Wołodymyr Zełenski zdecydował się na reset personalny, odsuwając od realnej władzy takie postacie jak: Taras Kaczka – dotychczasowy wicepremier i minister ds. integracji UE i NATO; Oksen Lisowy – minister edukacji i nauki; Natalia Kałmykowa – minister ds. weteranów; Ołeksij Kułeba – wicepremier i minister ds. odbudowy Ukrainy oraz Ołeksij Sobolew – minister gospodarki, środowiska i rolnictwa. Ciągłość operacyjną w warunkach wojennych powierzono starej gwardii urzędników finansowych, z kolei dyplomację tymczasowo pozostawiono w rękach Andrja Sybihy jako pełniącego obowiązki szefa MSZ. Jednak to roszady w resorcie obrony wywołały największy wstrząs i wyprowadziły ludzi na ulice Kijowa, Lwowa czy Odessy.
Zełenski nie chce innych gwiazd
Zgromadzeni po Biurem Prezydenta demonstranci domagali się pozostawienia na stanowisku Mychajła Fedorowa – 35-letniego, dotychczasowego wicepremiera i ministra obrony, który stał się ikoną technologicznej modernizacji armii i twórcą sukcesów ukraińskiego programu dronowego. Oficjalny przekaz płynący z ulicy Bankowej, gdzie mieści się w Kijowie Biuro Prezydenta Ukrainy oraz z ust samego Zełenskiego na spotkaniu z deputowanymi partii Sługi Narodu, wskazywał na głęboki, niemożliwy do zażegnania konflikt na linii ministerstwo – armia. Fedorow publicznie zarzucił naczelnemu Dowódcy SZU generałowi Ołeksandrowi Syrskiemu intryganctwo i systemowe blokowanie reform wojskowych, wprost wzywając do jego dymisji. Jednak spór z Syrskim to zaledwie wygodny, medialny parawan. Wydaje się, że realną przyczyną dymisji Fedorowa była jego potężna, wciąż rosnąca popularność w społeczeństwie, która zaczęła zagrażać monopolowi wizerunkowemu Wołodymyra Zełenskiego i jego najbliższego otoczenia z Biura Prezydenta. W ukraińskim systemie politycznym, w którym kluczowe decyzje zapadają w wąskim kręgu prezydenckim, niezależny, uwielbiany przez naród i chwalony przez Zachód reformator staje się dla władzy elementem niebezpiecznym.
Historia zatoczyła koło. Dokładnie ten sam mechanizm zadziałał wcześniej w przypadku generała Wałerija Załużnego, którego gigantyczny autorytet w społeczeństwie i w armii przypieczętował jego los jako dowódcy i poskutkował „zesłaniem” na placówkę dyplomatyczną w Londynie. Zełenski po raz kolejny udowodnił, że w warunkach wojennych nie toleruje w swoim otoczeniu alternatywnych ośrodków władzy i zbyt jasnych gwiazd politycznych.
Służby i klany
Obowiązki szefa resortu obrony tymczasowo objął dotychczasowy szef SBU Jewhen Chmara. Prezydent argumentował tę decyzję ,,bezprecedensowym doświadczeniem Chmary w operacjach uderzeniowych”. W praktyce oznacza to jednak drastyczny wzrost wpływu struktur bezpieczeństwa i służb specjalnych na codzienne zarządzanie państwem, kosztem cywilnych, technokratycznych reformatorów.
Co kluczowe, nominacja Koreckiego zadaje kłam oficjalnym deklaracjom o całkowitej „deoligarchizacji” Ukrainy. Ten pochodzący z Łucka menadżer budował początkowo swoją pozycję w sektorze paliwowym. Przez lata zarządzał potężną grupą Continuum i siecią stacji WOG tzw. klanu wołyńskiego. Później, stając się partnerem polityczno-biznesowym wspomnianego Timura Mindycza przejął z nadania Biura Prezydenta kontrolę nad dwiema strategicznymi, upaństwowionymi spółkami – Ukrnaftą i Ukrtanaftą – odebranymi wcześniej Ihorowi Kołomojskiemu. Był to czytelny sygnał, że otoczenie prezydenta monopolizuje wpływy w branży energetycznej kosztem dotychczasowych grup interesu.
W obliczu nadchodzącej zimy i zniszczeń infrastruktury krytycznej gabinet Koreckiego musiał jednak zawrzeć pragmatyczny sojusz z wrogim wobec politycznych porządków po 2014 roku – klanem Rinata Achmetowa. Choć wpływy tego magnata uległy znacznemu uszczupleniu, jego holding DTEK pozostaje kluczowym graczem w sektorze. Biuro Prezydenta przestało walczyć z Achmetowem dekretami – w zamian za bezwzględną lojalność polityczną i ciągłe finansowanie wysiłku obronnego państwa, otrzymał on gwarancje nienaruszalności reszty majątku oraz ciche wpływy w nowym gabinecie. Pod fasadą wojennej jedności i technokratycznego rządu brutalna rywalizacja klanów i pragmatyczna walka o polityczne przetrwanie w Kijowie trwają w najlepsze.
Wojna o ordery
Równolegle do wewnętrznych przetasowań Kijów musi mierzyć się z najgłębszym w historii kryzysem w relacjach z Warszawą, która wykracza daleko poza dotychczasowe spory o tranzyt zboża czy blokady granic. Tarcia dyplomatyczne, potocznie nazywane „wojną o ordery”, dotykają fundamentalnych kwestii historycznych i tożsamościowych. Przez pierwsze lata rosyjskiej inwazji Warszawa i Kijów budowały narrację o bezwarunkowej solidarności, odsuwając trudną przeszłość na dalszy plan. Jednak zmęczenie przedłużającym się konfliktem oraz konieczność redefinicji celów politycznych sprawiły, że zadawniona, podszyta nieufnością matryca tożsamościowa ukraińskiego społeczeństwa przebiła się do głównego nurtu debaty publicznej. Krytycy wskazują, że ukraińskie elity polityczne, szukając konsolidacji narodu wokół haseł oporu, coraz częściej sięgają po historyczne kody kulturowe, które w Polsce budzą jednoznaczny sprzeciw.
Wbrew powszechnej opinii zachodnich analityków źródłem tej antypolskiej rezerwy nie są wyłącznie dawne, siedemnastowieczne bunty kozackie pod wodzą Bohdana Chmielnickiego, lecz znacznie głębszy, XIX wieczny kod kulturowy stworzony przez narodowego wieszcza Tarasa Szewczenkę. Jego twórczość nasycona duchem buntu przeciwko obcej dominacji – zarówno rosyjskiej, jak i polskiej (pańskiej), ukształtowała nowoczesną wyobraźnię zbiorową Ukraińców. Współczesne badania socjologiczne wskazują, że Szewczenko cieszy się dziś niemal totalnym 95 procentowym poparciem ukraińskich mas i elit, stanowiąc nienaruszalny fundament tamtejszego patriotyzmu. W warunkach wojny mit ten został zradykalizowany: każda próba zewnętrznego nacisku, nawet ze strony bliskiego sojusznika, jakim była Polska, jest automatycznie interpretowana przez tamtejsze społeczeństwo jako zamach na suwerenność i powrót do historycznej zależności.
Koniec bujania w obłokach!
Rekonstrukcja rządu i powołanie Serhija Koreckiego pokazują, że Ukraina rezygnuje z liberalnego eksperymentu gospodarczego na rzecz wojennego kapitalizmu państwowego. Odwołanie Mychajła Fedorowa, uznawanego za symbol cyfryzacji i unowocześnienia ukraińskiej armii było efektem jego narastającego sporu z naczelnym dowódcą, generałem Ołeksandrem Syrskim. W tym konflikcie o wizję prowadzenia wojny i reformę armii Wołodymyr Zełenski ostatecznie poparł wojskowych. Nominacja Jewhena Chmary ze struktur bezpieczeństwa przypieczętowała wybór prezydenta. Władza postawiła na twardą dyscyplinę oraz pełną kontrolę nad budżetem obronnym.
Z polskiej perspektywy nowy gabinet w Kijowie oznacza konieczność porzucenia romantycznych złudzeń o bezwarunkowym braterstwie na rzecz twardej, pragmatycznej dyplomacji. Układ sił, w którym stery gospodarki przejmują ludzie uwikłani w interesy dawnych klanów i oligarchów, drastycznie zawęża pole do transparentnej współpracy bilateralnej. Nowy wojenny pakt w Kijowie utrwala system, w którym interes narodowy miesza się z interesem oligarchicznym, a tożsamość narodowa oparta na radykalnych, dziewiętnastowiecznych mitach, staje się narzędziem walki politycznej. Dla Warszawy to jasny sygnał: czas bezwarunkowego wsparcia minął, a przyszłe relacje będą zależeć wyłącznie od bilansu zysków i strat.
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 31-32, 27 lipca – 9 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

