Miała być rzekoma ekologiczna rewolucja i ulga dla portfeli Polaków. Zamiast tego zreformowany program „Czyste Powietrze” dla wielu rodzin stał się wrotami do finansowego piekła. Klienci firm Raja i Wabera zostali z rozgrzebanymi domami, długami i widmem zwrotu dziesiątek tysięcy złotych, których nigdy nie widzieli na oczy. A gdyby nie szkodliwe państwowe dopłaty, które sztucznie pompują rynek, takich przekrętów w ogóle by nie było.
Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało niezwykle profesjonalnie. Prestiżowe biuro w centrum Warszawy, agresywny marketing, obietnice kompleksowej obsługi i „darmowych” inwestycji. Firmy Raja i Wabera, zarządzane przez Rafała Jakubowskiego, kusiły klientów perspektywą pomp ciepła i niższych rachunków. Podwykonawcom oferowano z kolei lukratywne warunki współpracy przy pozyskiwaniu i obsłudze beneficjentów w terenie. Sielanka trwała jednak krótko.
Klienci przekierowywali państwowe dotacje na konta wykonawcy i nie mogli doczekać się rozpoczęcia prac.
– Codziennie pytali, co z realizacją inwestycji. Przez pierwsze dni mówiliśmy, że czekamy na decyzję (…), ale po tygodniu przestawało starczać wymówek. Zwykły człowiek nie był w stanie tego przerobić – relacjonuje na łamach zero.pl jeden z byłych pracowników firmy.
Dotacyjny miraż
Mechanizm opierał się niemal w całości na strumieniu publicznych pieniędzy. Klient wpłacał z własnej kieszeni kilkanaście tysięcy złotych na pokrycie podatku VAT (nieobjętego dofinansowaniem). Następnie na konto firm Jakubowskiego trafiały gigantyczne zaliczki prosto z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (WFOŚiGW) – nierzadko rzędu 40, a nawet 60 tysięcy złotych na jedno gospodarstwo. Na tym etapie prace często się kończyły.
Ten proceder dobitnie pokazuje patologię systemową. Należy powiedzieć to wprost: gdyby nie szkodliwe państwowe dopłaty, takich przekrętów w ogóle by nie było. To właśnie iluzja „darmowego”, państwowego pieniądza stworzyła idealne środowisko do żerowania na ludzkim zaufaniu. Bez publicznych funduszy inwestycje opierałyby się na zdrowych, rynkowych zasadach.
Ludzkie dramaty w cieniu funduszy
Dziś ofiary systemu żyją w strachu. Pani Katarzyna, zdemontowawszy okna i drzwi, od miesięcy czeka na ekipę, a swój dom musi zabezpieczać na własny koszt. Na konto wykonawcy wpłynęło z WFOŚiGW ponad 43 tys. zł. Pani Renata, samotnie wychowująca niepełnosprawną córkę i utrzymująca się ze świadczenia pielęgnacyjnego, straciła zaufanie do państwa, gdy urzędnicy zażądali od niej zwrotu 56 tys. zł dotacji, której nigdy fizycznie nie otrzymała.
Poszkodowani są również podwykonawcy, działający na zasadach quasi-franczyzy. Zostali z nieopłaconymi fakturami, zszarganą reputacją i moralnym kacem po tym, jak namówili do programu osoby starsze czy schorowane.
Wymówki i urzędnicza bezradność
Rafał Jakubowski w odpowiedzi na zarzuty konsekwentnie odpiera ataki. Winą za utratę płynności finansowej obarcza opóźnienia w wypłatach z WFOŚiGW oraz rzekomo niesubordynowanych pracowników. Zapewnia o trwających audytach, restrukturyzacji i próbach przekazania klientów innemu podmiotowi.
Państwowa machina tymczasem reaguje z typową dla siebie opieszałością. Ministerstwo Klimatu i Środowiska analizuje dokumenty, a w całej Polsce prokuratury prowadzą już około 700 postępowań związanych z nadużyciami w programie „Czyste Powietrze”.
Konsekwencje dotacyjnych patologii są zawsze druzgocące.
