„W czwartek rusza akcja zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego” – poinformował o tym inicjator Stołecznej Operacji Referendalnej (SOR) Maciej Wilk.
SOR to obywatelska inicjatywa w sprawie odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy.
„Dokumenty już przygotowane. Od czwartku będziecie mogli spotkać naszych wolontariuszy we wszystkich dzielnicach stolicy. Poznacie ich po charakterystycznych, pomarańczowych kamizelkach” – napisał Wilk w mediach społecznościowych.
Inicjatorzy akcji odwołania włodarza miasta argumentują m.in. tym, że miasto „nie panuje nad własnymi spółkami i instytucjami, przerostem administracji – Warszawa utrzymuje ponad 9 tys. etatów urzędniczych – oznacza to wzrost o 50 proc. od 2005 r. i kosztuje mieszkańców 2 mld zł rocznie”.
Wypominają Trzaskowskiemu dwie awarie w oczyszczalni Czajka, przedłużający się i kosztowny remont Sali Kongresowej, ograniczenia dla kierowców, zwężanie ulic, likwidację miejsc parkingowych i wprowadzenie zakazu wjazdu dla biedaków, formalnie zwanego Strefą Czystego Transportu.
Podkreślają, że prezydent miasta nie angażuje się w sprawy Warszawy, traktuje te funkcję „jako przystanek w drodze do najwyższych urzędów w państwie, który w ratuszu jedynie 'bywa'”.
Aby zwołać referendum, potrzebne są głosy 10 proc. puli wyborców w Warszawie, czyli około 132 tys. głosujących. Próg ważności referendum wynosi trzy piąte liczby głosujących z ostatnich wyborów samorządowych. To około 450 tys. osób.
W Warszawie odbyło się już referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta – w październiku 2013 r. i dotyczyło odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Główną przyczyną było niezadowolenie części mieszkańców i opozycji z jej decyzji. Inicjatorzy zarzucali jej m.in. złą organizację komunikacji miejskiej, podwyżki cen biletów, chaos wokół wywozu śmieci oraz opóźnienia w kluczowych inwestycjach (np. budowie metra i Mostu Północnego).
Referendum okazało się nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji – do urn poszło jedynie 25,66 proc. uprawnionych, co nie spełniało wymaganego wówczas progu 30 proc.
