Strona głównaTEMAT DNIAWypromowany podczas pandemii lekarz Fiałek chciał 4 tysiące złotych dziennie. Przekonuje, że...

Wypromowany podczas pandemii lekarz Fiałek chciał 4 tysiące złotych dziennie. Przekonuje, że to nie jest dużo

-

- Reklama -

Wypromowany podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa dzięki swoim zamordystycznym ciągotkom lekarz Bartosz Fiałek życzy sobie 4 tysiące złotych brutto za dzień pracy w przychodni. Z rozbrajającym wręcz cynizmem tłumaczy, że to przecież żadne wielkie pieniądze. Co więcej, narzeka, że pracuje na własny rachunek, więc przecież nie przysługują mu żadne pracownicze przywileje.

Bartosz Fiałek, reumatolog i założyciel platformy RheumaNext, poinformował, że po 12 latach rezygnuje z pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia. Decyzję podjął po tym, jak Pomorskie Centrum Reumatologiczne w Sopocie odrzuciło jego ofertę świadczenia usług w ramach ambulatoryjnej opieki reumatologicznej. Lekarz zaproponował wynagrodzenie w wysokości 4 tys. zł brutto za jeden dzień pracy, z dostępnością dwa razy w tygodniu.

- Reklama -

Oferta wywołała falę krytyki, w tym ze strony polityków. Sam Fiałek absolutnie nie uważa, by 4 tys. zł za dzień pracy to było jakoś dużo.

„Moja oferta: 4000 zł brutto B2B za dzień pracy. Minimum 21 pacjentów dziennie. Minimum siedem godzin pracy. Dwa dni w tygodniu. To daje 190,48 zł brutto za przyjęcie jednego pacjenta przez specjalistę reumatologii” – broni swojego stanowiska Fiałek, który w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa przez media głównego nurtu kreowany był na eksperta.

Dodał przy okazji, że przecież nie miałby żadnych benefitów pracowniczych. „Bez płatnego urlopu, bez etatowej ochrony i świadczeń pracowniczych. Tyle faktycznie chciałem” – napisał. Pewnie powinniśmy mu jeszcze współczuć…

Placówka ostatecznie nie przyjęła oferty Fiałka. Ten poinformował więc, że przestaje pracować w państwowym systemie.

„Doktor Bartosz Fiałek (tak, to ten promowany w mediach „ekspert” od koronawirusa, który okazał się reumatologiem) chciał udowodnić, że lekarze wcale nie zarabiają tak dużo jak się mówi. Opublikował więc dokument z którego wynika, że zarabia „raptem” 4000 zł… DZIENNIE. Uważa, że to nie jest zbyt wysoka oferta. Na uwagi, że to nieosiągalna suma nie tylko dla przeciętnych Polaków, ale także lekarzy w innych państwach UE, odpowiada, aby komentujący „nie płakali i wzięli się za robotę”. Pisałam już wiele tygodni temu, że „afera” z zarobkami w Szpitalu Południowym w Warszawie oburza tylko dlatego, że Polacy nie znają realnych stawek w sektorze medycznym. Ja pracując w nim latami jako księgowa powiem tylko, że do tej pory nie zdziwiła mnie żadna kwota, która padła w przestrzeni publicznej. Trzeba wreszcie zmienić system, a nie dosypywać kolejne MILIARDY ZŁOTYCH do dziurawego worka jakim jest NFZ” – skomentowała całe zamieszanie Klaudia Domagała z Konfederacji.

Najnowsze