Sławomir Mentzen zabrał głos w sprawie formalnego już rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. – To nie jest tak, że Kaczyński nagle zgłupiał i rozwalił sobie partię. Błąd popełniony był znacznie wcześniej, gdy nie docenił ambicji Morawieckiego – napisał polityk.
Konflikt w PiS narastał od wielu miesięcy, a na sile przybrał w kwietniu br., kiedy Mateusz Morawiecki powołał stowarzyszenie Rozwój Plus. Jarosław Kaczyński i spółka uznali, że to budowa „partii w partii”. Kierownictwo PiS zażądało od członków stowarzyszenia podpisania lojalki i zerwania z działalnością w Rozwoju Plus, wyznaczając termin ultimatum na 23 lipca.
Tylko dwoje polityków, którzy dotychczas trzymali bardziej stronę Morawieckiego, zdecydowało się w ostatniej chwili obstawić Kaczyńskiego. Daniel Obajtek czy Anita Czerwińska (ona nie była członkiem stowarzyszenia Rozwój Plus). Większość stanęła jednak za Morawieckim. To w sumie 40 obecnych posłów (3 spoza PiS), jeden senator i trzech europosłów.
Kaczyński w piątek ogłosił, że ci, którzy nie podpisali lojalki, zostaną z PiS usunięci. Formalnie stanie się tak w przyszłym tygodniu.
Do rozłamu w PiS odniósł się Sławomir Mentzen. Lider Konfederacji, który wcześniej ironicznie odnosił się do podziałów w PiS między tak zwanymi „maślarzami” i „harcerzami”, w najnowszym wpisie przyjął ton analityczny.
Zastrzegł, że pisze „jako praktyk, a nie teoretyk”, w przeciwieństwie do „99 proc. komentujących”. Czyżby miał na myśli rozejście się z Grzegorzem Braunem?
To oczywiście pozostawiamy w sferze domysłów. Niemiej, Mentzen argumentuje, że Morawiecki nie miał realnej alternatywy, ponieważ przejęcie PiS po Kaczyńskim było niemożliwe ze względu na zbyt silne wewnętrzne podziały, a ewentualne odejście prezesa i tak skończyłoby się starciem o władzę, a przegrani odeszliby z partii. Zwraca uwagę, że pozostanie w PiS groziło Morawieckiemu odcięciem jego ludzi na finiszu układania list wyborczych, co oznaczałoby dla niego polityczny koniec bez czasu na zbudowanie własnego komitetu.
„Bez wyjścia był też Kaczyński. Morawiecki jawnie wypowiedział mu posłuszeństwo, a w dodatku zaczął budować swoją partię. Skoro Morawiecki nie podporządkował się teraz, to tym bardziej nie podporządkuje się po wyborach. W rezultacie PiS w 2027 roku efektywnie i tak byłby dwoma partiami, nawet jeśli szyld byłby jeden” – kontynuuje.
Wszystko to oznaczało – zaznacza Mentzen – że rozłam był kwestią czasu.
„Kaczyński jedyne co mógł, to wybrać najlepszy moment oraz oskubać Morawieckiego z ludzi. To pierwsze mu się udało. Środek wakacji jest najgorszym momentem na rozłam dla Morawieckiego. To drugie zupełnie nie wyszło, wyjął tylko Obajtka” – uważa prezes Nowej Nadziei.
„To nie jest tak, że Kaczyński nagle zgłupiał i rozwalił sobie partię. Błąd popełniony był znacznie wcześniej, gdy nie docenił ambicji Morawieckiego. Teraz już Kaczyński nie miał żadnego wyboru. Zrobił co musiał, ratował sytuację na ile mógł. A jak to się wszystko skończy, kto wyjdzie z tego żywy, to zobaczymy za kilka lat” – podsumował Mentzen.
Nie wiem jak to się zakończy, kto zyska, a kto straci na rozłamie w PiS.
Wiem tylko, jako praktyk, a nie teoretyk (jak 99% komentujących), że obie strony nie miały innego wyjścia.
Morawiecki nie miał na co czekać w PiS. Tej partii nie dało się przejąć po Kaczyńskim. Wewnętrzne…
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) July 24, 2026
