Stołeczna policja zatrzymała 38-letniego obywatela Ukrainy podejrzewanego o wywołanie paraliżu na pierwszej linii warszawskiego metra. Mężczyzna miał wrzucić plecak na torowisko na stacji Centrum i oddalić się z miejsca zdarzenia.
Do incydentu doszło w poniedziałek, 20 lipca około godziny 17. Wówczas nieznana osoba wrzuciła plecak na tory na stacji Metro Centrum.
Rzecznik Metra Warszawskiego Anna Bartoń przekazała, że w związku ze zdarzeniem konieczne było wyłączenie zasilania trzeciej szyny, aby umożliwić policji bezpieczne przeprowadzenie rozpoznania torowiska.
Ze względów bezpieczeństwa z ruchu wyłączono cztery stacje pierwszej linii metra: Dworzec Gdański, Ratusz Arsenał, Świętokrzyską i Centrum, a pociągi kursowały jedynie w dwóch okrojonych pętlach – Kabaty-Politechnika oraz Dworzec Gdański-Młociny. Ewakuowano kilkaset osób, a Zarząd Transportu Miejskiego uruchomił komunikację zastępczą, łączącą plac Wilsona z Metrem Politechnika.
Na miejscu zdarzenia pracowali funkcjonariusze Oddziału Prewencji oraz policyjna grupa pirotechniczna, która przystąpiła do weryfikacji zawartości pozostawionego bagażu. Działania służb trwały dwie godziny. W plecaku nie znaleziono materiałów niebezpiecznych, a jedynie rzeczy osobiste i przedmioty podręczne należące do sprawcy. Po godzinie 19 metro wróciło do normalnego funkcjonowania na całej linii M1.
Kilkadziesiąt minut po incydencie policjanci zatrzymali 38-letniego obywatela Ukrainy podejrzewanego o wywołanie zdarzenia. Mężczyzna nie potrafił logicznie wyjaśnić swojego zachowania. Obecnie pozostaje do policji, która prowadzi dalsze czynności wyjaśniające okoliczności zdarzenia.
Według nieoficjalnych informacji do Straży Granicznej ma zostać wystosowany wniosek o wydalenie Ukraińca z Polski.
