Grzegorz Braun, usunięty półtora roku temu z Konfederacji przez Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, dziś samodzielnie dogania ją w sondażach. Obecnie odpowiada za ponad 45 proc. łącznego poparcia obu formacji i jest liderem na prawicy. Jak się to stało, że Mentzen i Bosak stracili dominację na prawo od PiS?
W styczniu 2025 roku Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak podczas wspólnej konferencji prasowej ogłosili złożenie wniosku o usunięcie Grzegorza Brauna z Konfederacji Wolność i Niepodległość. Tłumaczyli to tym, że europoseł miał „wprowadzić ich w błąd” i – mimo wcześniejszych zapewnień – ogłosić start w wyborach prezydenckich. Sam wniosek był jednak w praktyce formalnością: Rada Liderów Konfederacji od dłuższego czasu funkcjonowała już jako narzędzie zatwierdzania decyzji Mentzena i Bosaka, a głos Brauna był w niej coraz rzadziej realnie uwzględniany.
Liderzy Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego być może liczyli, że Grzegorz Braun zniknie ze sceny politycznej – zostanie z niej symbolicznie wymazany, podobnie jak wcześniej Janusz Korwin-Mikke. Już kilka miesięcy temu, gdy Braun zajął czwarte miejsce w wyborach prezydenckich, stało się jasne, że te kalkulacje zawiodły. Wciąż jednak można było zakładać, że poparcie dla Konfederacji Korony Polskiej pozostanie radykalnie niższe, „podprogowe”. Szybko okazało się, że i ta nadzieja była złudna.
Wzrost Brauna
Półtora roku później układ sił wygląda już zupełnie inaczej. W najnowszym sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” (przeprowadzonym 2–3 lipca 2026 roku na próbie ponad tysiąca respondentów) Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna uzyskuje wśród zdecydowanych wyborców 11,9 proc. poparcia – niemal dokładnie tyle ile wskazują najczęściej przywoływane analizy. Konfederacja Mentzena i Bosaka ma w tym samym badaniu 14,4 proc. Razem obie formacje osiągają 26,3 proc., czyli o ponad punkt procentowy więcej niż PiS, który uzyskał 25,1 proc. Udział Brauna w tym łącznym wyniku wynosi ponad 45 proc. (dokładnie około 45,3 proc.). To zmiana nie tylko symboliczna, lecz także bardzo wymowna wobec sytuacji ze stycznia 2025 roku, gdy Braun – jeden ze współtwórców całego projektu Konfederacji – miał znaczący, ale ograniczony do około 20 proc. wpływ w Radzie Liderów, kluczowym organie decyzyjnym sojuszu.
Konfederacja – od wielkiej nadziei do wewnętrznego rozdarcia
Konfederacja powstała w 2019 roku jako szeroki, antysystemowy sojusz prawicy. Łączyła środowisko post-UPr-owskie Janusza Korwin-Mikkego, Ruch Narodowy Roberta Winnickiego oraz Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Była odpowiedzią na zmęczenie części wyborców polityką establishmentu – zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Jej hasła były wyraziste: PolExit, radykalna obniżka podatków, obrona tradycyjnych wartości i walka z „systemem”.
W strukturze Konfederacji kluczowe miejsce zajmowała Rada Liderów, w której zasiadali faktyczni liderzy środowiska. To tam zapadały najważniejsze decyzje dotyczące strategii, kandydatur i kierunków działania. Braun jako lider jednej z trzech głównych składowych miał w tym gremium realny wpływ, szacowany na około 20 proc. Razem ze swoim środowiskiem mógł blokować lub wspierać konkretne rozwiązania, co dawało mu nie tylko pozycję medialną, lecz także rzeczywistą rolę decyzyjną.
Z czasem w sojuszu coraz silniejsze stawały się tendencje centralizacyjne. Sławomir Mentzen po przejęciu kontroli nad Nową Nadzieją oraz Krzysztof Bosak z Ruchu Narodowego coraz częściej podejmowali decyzje ponad głowami pozostałych partnerów. Zapadały one w wąskim gronie, a następnie – jak ironicznie opisywał to Braun, odwołując się do peerelowskiej terminologii – były „przywożone w teczce” na posiedzenia Rady Liderów.
Narastający konflikt – Kongres, prawybory i „mroczne kuluary”
Już pod koniec 2023 roku, po głośnym incydencie z gaśnicą w Sejmie, lider Korony zaczął domagać się zwołania Kongresu Konfederacji. Chciał, by cała formacja demokratycznie wypracowała wspólne stanowisko i strategię na kolejne lata. Propozycja ta była jednak konsekwentnie blokowana. W lipcu 2024 roku Ruch Narodowy złożył na Radzie Liderów formalny wniosek o przeprowadzenie prawyborów prezydenckich, które miały wyłonić wspólnego kandydata Konfederacji. Wniosek upadł, ponieważ nie uzyskał większości – przeciwni byli zarówno Mentzen, jak i Braun, który uzależniał poparcie od zwołania Kongresu i zawężenia listy kandydatów. Bosak komentował później: „Szkoda, że liderzy Korony lub Nowej Nadziei nie poparli naszej propozycji! Razem mielibyśmy większość”.
Braun konsekwentnie podkreślał, że bez transparentnych procedur i Kongresu Konfederacja traci swój antysystemowy charakter i staje się „partią taką samą jak inne”. Krytykował wyprowadzanie procesów decyzyjnych poza statutowe organy. W jednym z wywiadów powiedział wprost, co następuje. „Upominaliśmy się o prawybory, upominaliśmy o Kongres, upominaliśmy się o przestrzeganie procedur i używanie ciał statutowych Konfederacji. Musieliśmy się o to upominać, bo w pewnym momencie uruchomiony został proces wyprowadzania procesów decyzyjnych z Rady Liderów Konfederacji przy jednoczesnym niezwoływaniu Kongresu. Okazywało się, że decyzje zapadały gdzieś w mrocznych kuluarach”.
Na tym polegało sedno konfliktu: Braun bronił pierwotnej, luźnej i bardziej demokratycznej formuły Konfederacji, podczas gdy Mentzen i Bosak zmierzali w stronę scentralizowanej, wodzowskiej partii. W takim modelu kluczowe decyzje zapadają w ścisłym kierownictwie, a osoby prezentujące stanowisko sprzeczne z linią liderów, są stopniowo marginalizowane lub usuwane.
Styczeń 2025 – ostateczny rozłam
Kulminacja konfliktu nastąpiła w styczniu 2025 roku. Braun ogłosił, że wobec braku realnych prawyborów będzie kandydował w wyborach prezydenckich. Następnego dnia Mentzen i Bosak zwołali konferencję prasową. Ogłosili, że składają wniosek do sądu partyjnego o usunięcie Brauna z Konfederacji. Bosak oświadczył wówczas: „Jeszcze wczoraj rano podczas rozmowy telefonicznej Grzegorz Braun zapewniał mnie, że żadnej deklaracji ws. wyborów prezydenckich składał nie będzie. Ubolewam, że zostałem wprowadzony w błąd. W ten sposób współpracy prowadzić się nie da”.
Mentzen dodał, że „z zaskoczeniem przyjął wiadomość, iż Grzegorz Braun podjął decyzję o rozstaniu z Konfederacją”. Publicyści związani z „Najwyższym Czasem!” natychmiast zwrócili uwagę na manipulację językową: to nie Braun rozstał się z Konfederacją, lecz Bosak i Mentzen złożyli wniosek o jego wyrzucenie.
Braun zareagował natychmiast i bardzo ostro. Zaprzeczył, by jakakolwiek taka rozmowa telefoniczna z Bosakiem miała miejsce w podanym kształcie. „Z ubolewaniem przyjmuję wypowiedzi nieoparte na prawdzie. Dezinformowanie opinii publicznej z przywołaniem rozmowy, w której rzekomo miałem deklarować wolę nieprzystąpienia do kampanii prezydenckiej. Taka rozmowa nie odbyła się, taka deklaracja nie padła”. Dodał też, że będzie musiał bardzo głęboko przemyśleć, czy w ogóle może jeszcze rozmawiać z Krzysztofem Bosakiem w cztery oczy. Podkreślił jednak lojalność wobec idei Konfederacji. „Konfederację współtworzyliśmy i my się nigdzie nie wynosimy, my się donikąd nie wybieramy. To jest nasze środowisko”.
Radosław Piwowarczyk na łamach portalu nczas.info pisał wówczas o „kulisach rozłamu” i apelował o zachowanie przyzwoitości. Zwracał uwagę, że narracja Mentzena i Bosaka przypomina typowy schemat, w którym jedna strona chce przedstawić siebie jako ofiarę, a drugą jako zdrajcę – choć to właśnie ona inicjuje formalne usunięcie politycznego partnera.
Braun po rozłamie – konsekwencja i budowa własnej siły
Po usunięciu z Konfederacji Grzegorz Braun kontynuował działalność pod szyldem Konfederacji Korony Polskiej. Nie zmienił radykalnego kursu, nie złagodził języka i nie wszedł w żadne układy z establishmentem. Jego posłowie stworzyli w Sejmie własne koło, a on sam – mimo ograniczeń wstępu do parlamentu decyzjami kolejnych marszałków – organizował manifestacje, składał interpelacje i prowadził akcje medialne. Skupił się na tematach, które od lat były jego znakiem rozpoznawczym: obronie życia, suwerenności narodowej, krytyce UE, sprzeciwie wobec lewicowej ideologii oraz wsparciu dla tradycyjnej rodziny i Kościoła.
Ta konsekwencja okazała się kluczowa. Wielu wyborców rozczarowanych „umiarkowaniem” i centralizacją Konfederacji Mentzena zaczęło postrzegać Brauna jako autentycznego przedstawiciela pierwotnego ducha antysystemowej prawicy. Nie obiecywał „realnej polityki” kosztem zasad – przeciwnie, pokazywał, że radykalizm może iść w parze ze skutecznością w przyciąganiu głosów.
Sondażowy przełom – od marginalizacji do 45 proc. udziału
Trend wzrostowy Konfederacji Korony Polskiej był widoczny od wielu miesięcy. Już w 2025 roku pojawiały się sondaże, w których KKP doganiała Konfederację Bosaka i Mentzena. W marcu 2026 roku w jednym z badań CBOS obie formacje były niemal równe (11,1 proc. i 11 proc.). W kolejnych miesiącach Braun regularnie notował wzrosty – często największe spośród wszystkich partii.
Kulminacją jest najnowszy sondaż IBRiS z lipca 2026 roku. Wśród zdecydowanych wyborców:
• Konfederacja WiN (Mentzen/Bosak): 14,4 proc.
• Konfederacja Korony Polskiej (Braun): 11,9 proc.
Łącznie daje to 26,3 proc. poparcia. Braun odpowiada więc za 45,3 proc. wspólnego elektoratu, podczas gdy Bosak i Mentzen dysponują pozostałymi 54,7 proc. udziału. Oznacza to, że każdy z nich ma – w uproszczeniu – „tylko” po 27,35 proc. Gdyby obie formacje startowały razem, Braun i jego środowisko mieliby realny wpływ na niemal połowę mandatów zdobytych przez taki blok. Co ważne, wzrost Brauna dokonuje się nie tylko kosztem PiS czy KO, lecz także częściowo kosztem bardziej „umiarkowanej” prawicy. Wyborcy wyraźnie nagradzają konsekwencję i radykalizm.
Dlaczego Braun rośnie, a Mentzen i Bosak tracą dynamikę?
Analitycy związani z portalami nczas.info i nczas.com wskazują kilka przyczyn tego zjawiska.
Po pierwsze – Braun nigdy nie zdradził pierwotnych haseł Konfederacji. Nie złagodził stanowiska w sprawie UE, nie zaczął flirtować z „europejską prawicą”, nie porzucił twardych postulatów gospodarczych i światopoglądowych.
Po drugie – Mentzen i Bosak, próbując zbudować „partię wodzowską”, stracili część najbardziej zmotywowanego, antysystemowego elektoratu. Centralizacja decyzji, blokowanie Kongresu i prawyborów, a wreszcie formalne wyrzucenie jednego z założycieli – wszystko to zostało odebrane jako zdrada pierwotnej idei.
Po trzecie – Braun okazał się lepszym strategiem medialnym i organizacyjnym, niż zakładali jego przeciwnicy. Zamiast odejść na „polityczną emeryturę”, którą wieszczono mu po styczniu 2025 roku, zbudował realną i rosnącą strukturę.
Tytuły artykułów publikowanych w ostatnich miesiącach na nczas.info mówią same za siebie: „Konfederacja goni Konfederację”, „Sensacyjny sondaż! KKP równa do Konfederacji”, „Bez Brauna nie będzie rządu”. Coraz wyraźniej widać, że prawica bez Brauna ma niewielkie szanse na realną zmianę układu sił w Polsce.
Co dalej? Implikacje dla polskiej sceny politycznej
Sytuacja jest bezprecedensowa. Człowiek, którego w styczniu 2025 próbowano „wyczyścić” z Konfederacji, dziś kontroluje niemal połowę jej dawnego elektoratu. To nie tylko osobisty sukces Brauna – to także porażka strategii Mentzena i Bosaka.
Dla prawicy oznacza to poważny dylemat. Jakakolwiek poważna koalicja anty-Tuskowa czy antyestablishmentowa bez udziału Brauna wydaje się dziś trudna do wyobrażenia. Jego elektorat jest zbyt duży i zbyt zmobilizowany, by można go było ignorować. Jednocześnie Braun – konsekwentny w swoich postulatach – nie będzie łatwym partnerem do kompromisów. Mentzen i Bosak postawili na centralizację oraz wodzostwo. Braun wybrał wierność zasadom i radykalizm. Na razie to drugie podejście wyraźniej zyskuje uznanie wyborców.
Historia rozłamu w Konfederacji ze stycznia 2025 roku to nie tylko opowieść o personalnych konfliktach. To przede wszystkim historia dwóch wizji prawicy: jednej scentralizowanej, „wodzowskiej” i gotowej na kompromisy oraz drugiej – radykalnej, antysystemowej i wiernej pierwotnym założeniom. Grzegorz Braun, usunięty z partii, w której miał około 20 proc. wpływu w Radzie Liderów, nie tylko przetrwał, lecz dzięki konsekwentnej i umiejętnej polityce zbudował siłę dającą mu dziś ponad 45 proc. udziału w łącznym poparciu obu Konfederacji. Najnowsze sondaże pokazują, że elektorat sam dokonał korekty – i to bardzo wyraźnej. Czy Mentzen i Bosak wyciągną z tego wnioski? Czy spróbują odbudować mosty? A może dalej pójdą drogą centralizacji i „wodzostwa”, tracąc kolejne punkty procentowe na rzecz Brauna? Jedno jest pewne: polska prawica nie będzie już taka sama jak przed styczniem 2025 roku. Grzegorz Braun – zamiast znaleźć się na „politycznej emeryturze” – stał się dziś jednym z najdynamiczniej rosnących liderów na scenie politycznej.
