Strona głównaMagazynUkraińskie elity grają na zaostrzanie kontaktów z Polską

Ukraińskie elity grają na zaostrzanie kontaktów z Polską

-

- Reklama -

Bezmyślna wypowiedź gen. Kiryło Budanowa, b. szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego, a obecnego najbliższego współpracownika prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, jakoby Polacy przygotowywali jakąś prowokację w pierwszej połowie lipca, jest kolejnym dowodem, że Kijów nie zamierza wyciągać wniosków z ostatnich wydarzeń w relacjach z Warszawą.

Ukraińskie elity konsekwentnie grają na zaostrzanie wzajemnych kontaktów. Nasuwa się pytanie, jaką prowokację mogliby zrobić Polacy, którzy chcą jedynie w ciszy i spokoju uczcić pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa, którego kulminacja miała miejsce 11 lipca 1943 r. Budanowowi oczywiście chodzi o to, żeby w tej sprawie było ciszej, a najlepiej, żeby w ogóle zapadło milczenie.

- Reklama -

Stosunki polsko-ukraińskie osiągnęły najniższy poziom od okresu uzyskania niepodległości przez Ukrainę w 1991 r. Ofiarą tych ciągle pogarszających się relacji stała się koncepcja Międzymorza.

Międzymorze to obszar geograficzny leżący między Bałtykiem a Morzem Czarnym zwany także pomostem bałtycko-czarnomorskim. Międzymorze to również wielki geopolityczny projekt wyrażony w koncepcji wspólnego państwa na tym obszarze. Takie państwo już istniało: to I Rzeczpospolita – mocarstwo na terenie środkowo-wschodniej części Europy.

Pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę w 2022 r. znowu otworzyła szansę dla spróbowania zbudowania czegoś nowego, jakiegoś wspólnego podmiotu politycznego, choćby w dość luźnym kształcie, ale będącym początkiem wyrwania się z niemiecko-rosyjskich kleszczy, w których od kilku wieków tkwi Polska i częściowo Ukraina. Kijów zmarnował tę szansę koncertowo, z pełną świadomością, na własne życzenie.

Międzymorze jako antidotum

Początek Międzymorza to Unia w Krewie z 1385 r., mająca charakter unii personalnej, która stała się fundamentem dla budowy wspólnego państwa. Unia Lubelska z 1569 r. utworzyła federację polsko-litewską, Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a Konstytucja 3 maja 1791 r. – państwo unitarne.

Co dały Polsce i Litwie wymienione unie? Na zachodzie likwidację zagrożenia germańskiego m.in. poprzez unicestwienie Zakonu Krzyżackiego. Granica polsko-niemiecka stała się na kilka wieków faktycznie linią pokoju. Na wschodzie zatrzymano pochód moskiewski, który już na początku XVI w. zabrał Wielkiemu Księstwu Litewskiemu 1/3 jego terytorium. Zaangażowanie się Polski na wschodzie nie tylko uchroniło Litwę przed dalszymi stratami, ale dzięki ofensywnej polityce najpierw Stefana Batorego, a później Zygmunta III, odzyskano część utraconych ziem, a wojska hetmana Stanisława Żółkiewskiego zajęły Moskwę.

Jeśli ten geopolityczny projekt zakończył się upadkiem Rzeczypospolitej, to nie dlatego że idea była zła, ale jej wykonanie. Nie uwzględniono aspiracji ludności ruskiej (Unia Hadziacka tworząca Rzeczpospolitą Trojga Narodów była dziełem spóźnionym), ani też nie dokonano niezbędnych reform wzmacniających słabą władzę centralną.

Geopolityczny projekt Międzymorza jest jedyną możliwą koncepcją umożliwiającą w większym lub mniejszym zakresie utrzymanie suwerenności państw, które zdecydują się na jego realizację i jest antidotum dla trzech pozostałych koncepcji geopolitycznych w naszym regionie.

Pierwsza koncepcja to sojusz Niemiec (Prus) z Rosją przeciw Polsce. Realizowany przez Traktat Poczdamski z 1720 r., Traktat Trzech Czarnych Orłów z 1732 r., rozbiory, prorosyjską i antypolską politykę kanclerza Otto Bismarcka i traktat Ribbentrop-Mołotow. Ta koncepcja zakładała likwidację państwa polskiego.

Druga koncepcja – Rosja z Polską przeciw Niemcom. Zaczątki tego układu można zauważyć w pewnym sensie w utworzeniu Królestwa Kongresowego w 1815 r., w deklaracji w. księcia Mikołaja Mikołajewicza, naczelnego dowódcy armii rosyjskiej w 1914 r. o autonomii Polski, w deklaracji Rządu Tymczasowego z 1917 r. o prawie narodu polskiego do niepodległości, w której zawarto punkt o sojuszu wojskowym Rosji i Polski. Ostatnim akordem tej koncepcji był sojusz sowiecko-polski zawarty przez Związek Sowiecki najpierw z polskim rządem emigracyjnym, a potem z rządem polskich komunistów, któremu Józef Stalin nadał władzę w Polsce.

Trzecia koncepcja to Niemcy z Polską przeciw Rosji. Pierwszym przypadkiem był sojusz Polski z Prusami w okresie istnienia Sejmu Czteroletniego. Finalnie Prusy zdradziły Polskę i porozumiały się z Rosją w celu dokonania II rozbioru. Drugi przypadek to Akt 5 listopada 1916 r. wydany przez władze Niemiec i Austro-Węgier zapowiadający powstanie Królestwa Polskiego. Trzeci przypadek to lata 1934–1938, kiedy Adolf Hitler kokietował Polskę w celu przyłączenia jej do antysowieckiego obozu. Skończyło się jak w przypadku Prus, rozbiorem Polski dokonanym przez Niemcy i Związek Sowiecki. Czwarty przypadek to obecne czasy, kiedy Niemcy są naszym sojusznikiem w NATO i partnerem w UE. Należy jednak podkreślić, że dopóki nie wybuchła pełnoskalowa wojna na Ukrainie, to Berlinowi było bliżej do Moskwy niż do Warszawy.

Ukraińskie rozumienie kleszczy

Ukraińcy inaczej widzą opisaną geopolitykę. Z ich punktu widzenia geopolityczne kleszcze tworzą Rosja i Polska. Powstanie Bohdana Chmielnickiego zakończyło się ostatecznie podziałem Ukrainy między Rosję i Polskę w 1686 r. (Traktat Grzymułtowskiego). Wspólna wyprawa Piłsudskiego i Petlury zakończyła się pokojem ryskim w 1921 r. i ponownym podziałem Ukrainy pomiędzy Związek Sowiecki i Polskę. Do tego doszła antyukraińska polityka sanacji.

Dlatego ukraińskie warstwy przywódcze widzą ciągle Polskę nie jako demokratyczne państwo należące do wspólnoty Zachodu, lecz widzą przez pryzmat tej przeszłości, przy czym jednocześnie zafundowano swojemu społeczeństwu zupełną amnezję w sprawie ludobójstwa wołyńskiego, wmawiając, że UPA to bohaterowie, którzy walczyli tylko z sowietami o niepodległość Ukrainy.

Ukraińskie poczucie wyższości

Nasuwa się pytanie, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? W poprzednich artykułach już kilka lat temu („Kijów ogrywa Warszawę” z 2022 r., „Gra Wołyniem” z 2023 r., „Międzymorze w impasie” z 2023 r.) pisałem o ukraińskiej elicie wyrosłej z sowieckiej nomenklatury oraz o sowieckiej kulturze politycznej jako źródle ukraińskiej kultury politycznej. Ostatnio te tezy przypomniałem artykule „Ukraina pcha Polskę w kierunku Rosji”, z czerwca br., wiec nie ma sensu ponownie ich przypominać, należy jednak zwrócić uwagę trzy elementy wymienionej kultury.

Pierwszy to skrajna postawa roszczeniowa, poczucie, że im się wszystko należy. Jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, to należy potraktować go obcesowo, zgodnie z kulturą odziedziczoną po sowietach. To spotkało największego bodajże politycznego przyjaciela Zełenskiego w Polsce prezydenta Andrzeja Dudę. Podczas jego przemówienia w ONZ Zełenski ostentacyjnie wyszedł z sali, a następnie w swoim przemówieniu zaatakował europejskich przyjaciół (czytaj Polskę), że robią thriller ze zbożem (wprowadzenie embarga na ukraińskie zboże) i przygotowują scenę dla moskiewskiego aktora. Nie spotkał się też wtedy z Dudą. Doktor prawa Andrzej Duda zareagował jak człowiek z kręgu kultury łacińskiej: „Przykro mi się zrobiło, bo uważałem, że było to niesprawiedliwe” – powiedział.

Drugi to powszechność obcesowego zachowania polityków ukraińskich. Warto tu wspomnieć zachowanie Zełenskiego w Białym Domu, po którym kazano mu natychmiast opuścić siedzibę prezydenta USA czy zachowanie kilka lat temu Andrija Mielnika, ambasadora w Berlinie, który tam wykrzyczał Niemcom w twarz, że dopuścili się zdrady.

Ukraińscy politycy i oligarchowie wyznający sowiecką zasadę trzymania słabszego pod butem, nie rozumieją, że obcesowe traktowanie partnerów zraża drugą stronę do nich, podobnie jak brak wdzięczności. Poczucie braku wdzięczności ze strony Ukrainy jest powszechne już teraz w Polsce, ale nie jesteśmy jedynymi mającymi takie odczucie. O tym braku mówił też prezydent USA Donald Trump. W kręgach polskich geopolityków panuje teraz przekonanie, że wdzięczność, nie jest walutą w polityce. Ja się z tym stanowiskiem nie zgadzam. Oczywiście jeśli nie zastrzegłeś czegoś w zamian, to naiwnością jest oczekiwać rewanżu drugiej strony, ale samo poczucie wdzięczności jest obowiązkowe. Jeśli coś dla ciebie zrobię, a ty tego nie docenisz, to na tym zyskasz, ale w przyszłości mogę ci już nie pomóc i to obróci się przeciwko twoim interesom. Tak więc emocja, jaką jest wdzięczność, jest elementem interesów.

Trzecim elementem jest poczucie wyjątkowej roli, jaką spełnia Ukraina, broniąc Europy przed ekspansją i agresją ze strony Rosji. Poczucie mesjanizmu wzmocnione krwią poległych, rannych i zaginionych, ponad pół miliona żołnierzy ukraińskich (szacunki) oraz codziennym cierpieniem ludności cywilnej, czynią Ukrainę, jak uważa elita tego państwa, za stojącą ponad wszelką krytyką.

Bezkompromisowość Zełenskiego

Tylko w tym kontekście można zrozumieć obcesowość i bezkompromisowość Zełenskiego w sprawie nadania jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. On wiedział dobrze, jaki będzie rezonans tej decyzji w Polsce. Wykazał przy tym brak szacunku dla interesów partnera, twardość i niezdolność do żadnego kompromisu, nawet w sytuacji kiedy prezydent Karol Nawrocki oświadczył, że odbierze mu Order Orła Białego. Prezydent Polski spełnił swoją wcześniejszą obietnicę i odebrał Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy, dając mu wcześniej szansę wycofania się z tej decyzji albo jej skorygowania. Komentując tę sytuację, należy się zgodzić, że nasz prezydent jest pierwszym polskim politykiem, który potrafił się zdecydowanie zachować zgodnie z interesami naszego państwa i narodu, zajmując asertywną postawę. Do tej pory ustępowaliśmy w takim stopniu, że Zełenski pozwolił sobie nawet na brak przeprosin, kiedy ukraińska rakieta spadła na teren Polski i zabiła dwóch naszych obywateli.

W odwecie trzech b. prezydentów Ukrainy zwróciło Ordery Orła Białego. Zełenski odesłał swój order kurierem, a nie pocztą dyplomatyczną, co ma podkreślić, że ma Polskę za nic. Za tę sytuację odpowiadają w znacznej mierze polscy politycy, którzy nie potrafili wymusić na Zełenskim właściwego traktowania interesów RP, mając w ręku wiele argumentów, ponieważ to Ukraina była w znacznie większej potrzebie niż Polska. Zamiast tego mieliśmy – i to należy ciągle pokazywać – jako symbol naszego politycznego dyletanctwa oświadczenie ówczesnego rzecznika MSZ Łukasza Jasiny, że „jesteśmy tutaj sługami narodu ukraińskiego”, więc Ukraińcy uskuteczniali taktykę żądania wszystkiego i niedawania niczego.

Niszczenie Międzymorza

Tak jak my szukaliśmy w krajach zachodnich przeciwwagi dla niemiecko-rosyjskich kleszczy, tak Ukraińcy szukają przeciwwagi dla swoich kleszczy w Berlinie. To wymarzony sojusznik, największe gospodarczo państwo Europy, a ponadto przez dekady skonfliktowany z Polską. Dla Niemców Ukraina jest użyteczna w dwóch sprawach: jako terytorium gospodarczej eksploatacji i jako element nacisku na Polskę, a nie jako jakiś partner. Dla Berlina partnerem jest Moskwa, junior-partnerem Polska, a Kijów tylko petentem wiszącym na zachodnich kredytach i dostawach broni.

Strategia Zełenskiego, której celem jest zajęcie centralnego miejsca w regionie łączącego współpracę krajów od Szwecji po Turcję, niszczy projekt Międzymorza, ponieważ on może istnieć tylko wtedy, jeśli w nim uczestniczą Polska i Ukraina, a Kijów chce Polskę izolować.

Strategia Zełenskiego jest krótkowzroczna. Wydaje mu się, że jeśli uczestniczy w spotkaniu G7, gdzie nie ma Polski i uczestniczy w spotkaniu G3 (Niemcy, Francja, Wlk. Brytania), to będzie graczem zaliczanym do tych, którzy będą kształtowali architekturę bezpieczeństwa po zakończeniu wojny. Zełenski popełnia strategiczny błąd. Po wojnie jego armia, która obecnie jest najlepsza w Europie, zostanie zredukowana, podobnie jak ukraiński przemysł obronny, a dalsze finansowanie przez Europę może być dyskusyjne. Np. gdy w Niemczech do władzy może dojść prorosyjska AfD (jako koalicjant).

Ukraina wyjdzie z tej wojny zniszczona, biedna, z ogromną stratą ludności. Ukraina miała w latach 80. XX wieku 52 mln mieszkańców. Teraz na terenach będących pod kontrolą rządu w Kijowie żyje szacunkowo prawie połowa ludzi mniej, a prezydentowi Ukrainy wydaje się, że zawrze porozumienie z Zachodem, izolując Polskę.

Za ten geopolityczny projekt Zełenskiego będący błędem o charakterze historycznym Ukraina zapłaci wysoką cenę. Zełenski nie rozumie, że Polska jest praktycznie jedynym krajem z tych liczących się, któremu najbardziej zależy na niepodległości Ukrainy. Dobre relacje z nami dałyby Kijowowi lepszą pozycję w relacjach z tymi (Rosja, Niemcy), którzy uważają Ukrainę nie za normalne państwo, ale za przestrzeń geograficzną zarządzaną przez skorumpowane elity.

Ukraina już zaczyna płacić. Postrzeganie tego kraju w Polsce zmieniło się diametralnie i nie ma powrotu dawnych relacji. Odebranie Orderu Orła Białego spowodowało reakcję mediów światowych, a przez to rozpowszechnienie informacji o ludobójstwie wołyńskim. W sumie to prezent, jaki Zełenski wyświadczył Moskwie, gdzie ciągle przedstawia się rząd w Kijowie jako spadkobierców faszystów z UPA.

Najnowsze