Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski, pytany o krytykę wystąpienia charge d’affaires Polski na Ukrainie ocenił, że są one bardzo podobne do reakcji KC PZPR z lat 60. na list polskich biskupów do niemieckich ze słynnymi słowami: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”.
Sikorski, który w poniedziałek wziął udział w posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych państw UE w Brukseli, przypomniał, że dzień przed rocznicą Krwawej Niedzieli na Ukrainie przypada rocznica zbrodni w Jedwabnem na ziemiach polskich okupowanych przez Niemców.
– Uważam, że Polska wykonała większość pracy i tylko marginalne kręgi kwestionują teraz tę winę – twierdził Sikorski.
– Ukraina wydaje się być na początku tego procesu – dodał wicepremier.
Jak podkreślił, projekt unijny dotyczy pojednania w obliczu okrucieństw przeszłości i polega na tym, aby takie okrucieństwa nie miały miejsca w przyszłości.
– Z pewnością decyzje prezydenta Zełeńskiego i jego odmowa odejścia od nich nie pomogły – zaznaczył.
Sikorski był pytany o krytykę wystąpienia, jakie charge d’affaires Polski na Ukrainie Piotr Łukasiewicz wygłosił w sobotę podczas uroczystości żałobnych w Ołyce w 83. rocznicę zbrodni wołyńskiej.
– Zachęcam do przeczytania reakcji Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej z lat 60. w reakcji na list biskupów polskich wobec Niemiec z kluczową frazą: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Bardzo są podobne do niektórych reakcji na przemówienie pana ambasadora, które było w podobnym duchu – przekonywał Sikorski.
Najwyraźniej charge d’affaires i biskup to według MSZ to samo albo coś bardzo podobnego.
Prezydencki minister Marcin Przydacz we wpisie na platformie X stwierdził, że ta sytuacja pokazuje problemy z dzisiejszym korpusem „kierowników placówek” wysyłanych przez MSZ do reprezentowania Polski za granicą.
„Nie powinien więc nikogo dziwić brak zgody prezydenta RP na takie kandydatury” – napisał Przydacz.
Prezydencki minister odniósł się w ten sposób do wpisu byłego ambasadora Polski w USA i Izraelu Marka Magierowskiego, który zarzucił Łukasiewiczowi niekompetencję i brak dyplomatycznego wyczucia.
W swoim wystąpieniu w rocznicę ukraińskiego ludobójstwa charge d’affaires zwrócił mówił uwagę na ukraińskie ofiary przemocy ze strony Polaków, zastrzegając jednak, że nie stawia znaku równości.
– Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy polskiej na terenach dawnej II RP przed wojną i w jej trakcie. To wszystko, co działo się na tle II wojny światowej było straszne i niepotrzebne – podkreślił.
– Nie tworzę jednak ani symetrii, ani nie stawiam znaku równości miedzy liczbami i jakością cierpień. Mówię po prostu, że pamiętamy, musimy pamiętać o przeszłości i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne. Nie wynosimy na sztandary sprawców tej przemocy, choć rozumiemy okoliczności w jakich przemoc się kształtowała – przekonywał Łukasiewicz.
