Ekonomiczni doradcy rządu RFN kolejny raz obniżyli swoje prognozy wzrostu gospodarki Niemiec. Po raz pierwszy stwierdzili wyraźnie, że utrzymujące się wysokie ceny energii już „niszczą przemysł”. I zasugerowali rządowi konieczne „reformy”, w tym między innymi „spowolnienie przewidywanego wzrostu wydatków w systemach ubezpieczeń społecznych”.
Wojna terrorystycznego reżimu Izraela i władz USA z Iranem i Libanem mimo formalnie obowiązujących rozejmów na obu frontach nadal hamuje i tak już słaby lub zerowy rozwój gospodarczy większości krajów UE, w tym przede wszystkim Niemiec. Według badań monachijskiego instytutu Ifo, skutki wojny z Iranem odczuwa negatywnie już około 90 proc. niemieckich przedsiębiorstw przemysłowych, a ponad jedna trzecia z nich ma już duże problemy z opóźnieniami dostaw. Więc w kwietniu i maju br. wskaźniki nastrojów zarówno kierowników niemieckich przedsiębiorstw, jak też konsumentów, „pogorszyły się znacząco”.
Dnia 27 maja okazało się, że pięcioosobowa rada gospodarczych ekspertów doradzająca rządowi Niemiec od lat obniżyła prognozę wzrostu PKB Niemiec w tym roku do raptem 0,5 proc. – z przewidywanych w listopadzie 0,9 proc. Ci okołorządowi ekonomiści stwierdzili, że przewidywane jesienią i jeszcze w styczniu i lutym „ożywienie gospodarki” Niemiec hamują przede wszystkim już wyjątkowo wysokie ceny paliw i energii – wywołane właśnie napastniczą wojną Izraela i USA z Iranem. Rada Ekspertów ds. Oceny Ogólnego Rozwoju Gospodarczego stwierdziła w swoim wiosennym raporcie, że „także polityka handlowa Stanów Zjednoczonych ma negatywny wpływ na rozwój gospodarczy” Niemiec. Wspomniane nadzwyczaj wysokie ceny energii „obniżają siłę nabywczą gospodarstw domowych i konsumpcję prywatną”. Z kolei rosnące koszty produkcji „dodatkowo uderzają w kurczącą się produkcję przemysłu i hamują inwestycje przedsiębiorstw”. Richtig!
Dodatkowo „słabnąca koniunktura globalna obciąża również niemiecki eksport”, tj. jeden z głównych filarów gospodarki Niemiec. Natomiast na rok 2027 ww. rada prognozuje wzrost PKB Niemiec o raptem 0,8 proc. Stwierdziła przy tym, że ten [mizerny] wzrost będzie napędzany głównie zaplanowanymi wielomiliardowymi wydatkami państwa na modernizację infrastruktury, w tym wielu dróg i mostów, a także na zbrojenie armii, tj. pieniędzmi z ogromnych pożyczek rządu – co zostało zdecydowane już w roku 2025 (wg DPA). Super!
Jednak dla niemieckich konsumentów najbardziej niepokojąca może być prognoza, że inflacja konsumencka wyniesie w tym roku średnio aż 3 proc. rocznie, a w roku 2027 co najmniej około 2,8 proc. Jak podał Federalny Urząd Statystyczny, już w kwietniu br. wskaźnik inflacji sięgnął bowiem 2,9 proc., tj. najwyższego poziomu od stycznia 2024 r. Wydaje się jednak, że jest to prognoza ostrożna i świadomie zaniżona, żeby nie wywoływać wielkich niepokojów. Bo nawet jeśli wojna z Iranem być może zostanie (czasowo) zawieszona lub formalnie zakończona w czerwcu br., to przecież może być wznowiona przez Izrael już np. w ostatniej dekadzie lipca br. (parę godzin lub dni po zakończeniu 19 lipca piłkarskich mistrzostw świata w USA). Albo najdalej we wrześniu. A ceny nie tylko ropy naftowej, gazu ziemnego i paliw, ale też nawozów rolniczych, od początku marca br. wzrosły ogromnie. Jak pisał dziennik „Handelsblatt”, zanosi się więc, najdalej od października br., nie tylko na drożyznę żywności, innych produktów rolnych i wszelakiego transportu, ale też wręcz na niedobory żywności w Niemczech i innych krajach UE [w skali niemal całego eurokołchozu]. Schlimm!
Propozycje i zalecenia Rady Ekspertów
W związku z powyższym oraz z ciągle rosnącym zadłużeniem Niemiec, wspomniana Rada zaproponowała między innymi „reformy” mające hamować ciągły wzrost składek na ubezpieczenia zdrowotne i pielęgnacyjne, w tym m.in. włączenie kasty [milionów] urzędników do powszechnego systemu ochrony zdrowia. A także weryfikację kryteriów przyznawania [milionów] świadczeń pielęgnacyjnych, co miałoby doprowadzić do zmniejszenia liczby ludzi do nich uprawnionych. Jednocześnie Rada podkreśliła, że dalsze perspektywy gospodarczego wzrostu są już mocno ograniczane przez starzenie się społeczeństwa i ciągle rosnące „składki” na tzw. ubezpieczenia społeczne. Więc „ze względu na postępujące starzenie się społeczeństwa stawki tych składek jeszcze znacznie wzrosną do roku 2040 we wszystkich systemach ubezpieczeń społecznych”. A wraz ze wzrostem „składek” na niemiecki ZUS spadną dochody netto gospodarstw domowych, więc ich konsumpcja zmaleje. Ponadto młodsze pokolenia będą musiały w ciągu swojego życia zawodowego przeznaczać „znacznie większą część swoich dochodów na składki na ubezpieczenia społeczne” niż poprzednie pokolenia. Więc „należy spowolnić przewidywany wzrost wydatków w systemach ubezpieczeń społecznych” – stwierdziła przewodnicząca Rady Ekspertów prof. Monika Schnitzer. A także „ustabilizować podstawę dochodów i poziom świadczeń w systemach ubezpieczeń społecznych” – dodała. Richtig!
W raporcie Rady znalazło się też m.in. zalecenie innych budżetowych cięć na szeroką skalę, w tym np. „koniecznego” ograniczenia wzrostu różnych wydatków władz na opiekę szpitalną i leki. Ww. przyrządowi ekonomiści wręcz zasugerowali zamknięcie niektórych szpitali (!), zalecili także m.in. podniesienie podatków od artykułów alkoholowych i cukrowych. Super!
Zdaje się jednak, że w tym wiosennym „raporcie ekspertów”, podobnie jak w raportach ubiegłorocznych, ponownie nie ma ani jednego zdania krytyki pod adresem niemieckiej i unijnej „polityki klimatycznej” i całego „Zielonego Ładu” – jako drugiej głównej przyczyny [obok napastniczych wojen Izraela i USA i ich skutków ekonomicznych] obecnej drożyzny energii, paliw, transportu itd.
Czy rządząca Niemcami koalicja postchadeków z CDU i bawarskiej CSU oraz socjalistów z SPD posłucha ww. i innych zaleceń Rady Ekspertów? Na razie nie wiadomo. Ponoć ta koalicja jeszcze przed wakacjami planuje przyjęcie „dużego pakietu reform”, który zakłada m.in. prawne i finansowe zmiany w długoterminowej opiece nad chorymi i niedołężnymi. A także zmiany w systemie emerytalnym i w podatku dochodowym – chodzi o odciążenie dochodów mniejszych i średnich. Jednak, jak stwierdziła agencja DPA, konkretny kształt i finansowanie tych „reform” pozostają niejasne i mogą wywołać silne spory wewnątrz rządowej koalicji. Bo np. organizacje gospodarcze skupiające firmy nie tylko przemysłowe, ale lobbujące w CDU i CSU czy FDP, już od kilku lat skarżą się na ciągle rosnące ustawowo-urzędowe „płace minimalne” i „składki socjalne”, na wysokie koszty energii, dużą i ciągle rosnącą biurokrację, sprawozdawczość i długie procedury administracyjne. Przynajmniej niektóre rozsądne zmiany, jak np. zastopowanie już od stycznia 2027 r. dalszych wzrostów „płacy minimalnej” i niektórych „składek” na niemiecki ZUS, co od dawna postulują liberałowie z FDP i niektórzy z CDU, są blokowane przez większość działaczy i kierowników SPD i Zielonych.
Wracają nowe kotły na gaz i olej (!)
Dobra wiadomość nadeszła natomiast dwa tygodnie wcześniej – 14 maja. Okazało się, że rząd Niemiec nareszcie rezygnuje z bardzo kontrowersyjnej i niebezpiecznej dla milionów zwykłych mieszkańców, bo „klimatycznej” ustawy z marca 2023 r. Ta tzw. ustawa grzewcza, przeforsowana w rządzie kanclerza Olafa Scholza głównie przez eurokomunistycznych Zielonych, dotyczy dozwolonych źródeł i metod ogrzewania domów i mieszkań. Obecnie zanosi się na to, że najdalej od jesieni br. mieszkańcy Niemiec znów będą mogli montować w swoich domach nowe kotły gazowe i olejowe. Bo „znikają przepisy kontrowersyjnej ustawy o ogrzewaniu, które w końcu utorowałyby drogę przede wszystkim milionom pomp ciepła i miejskiej sieci ciepłowniczej” – pisał dziennik „Süddeutsche Zeitung”, komentując przyjęty przez rząd w Berlinie (13 maja wieczorem) projekt nowej ustawy o modernizacji i ocieplaniu budynków. Ten projekt znosi kluczowe i najbardziej krytykowane przepisy wspomnianej „ustawy grzewczej”. Ponoć chodzi w nim przede wszystkim o „eliminację zasady, że nowe instalacje grzewcze w co najmniej 65 procentach mają być oparte na odnawialnych źródłach energii”. W praktyce wykluczało to instalowanie jakichkolwiek nowych systemów ogrzewania gazowego i olejowego.
A teraz każdy mieszkaniec Niemiec znów będzie mógł całkiem swobodnie decydować o tym, jak i czym ogrzewa swój dom, jak to stwierdzał [z pewnym pro-klimatycznym ubolewaniem] komentator ww. lewicowego dziennika. Wunderbar!
