Fala upałów wywołała dyskusje o wprowadzeniu tzw. urlopów klimatycznych. Aby poradzić sobie z okresami ekstremalnych upałów, hiszpański rząd już wprowadził w ostatnich dwóch latach urlop klimatyczny, który wynosi do czterech dni wolnego w roku.
Lato i tak jest czasem urlopów, więc duża część pracowników wyjeżdża, a w niektórych krajach gospodarka niemal zamiera. Wprowadzane są jednak dodatkowe działania adaptacyjne, od urlopów związanych z pogodą po dostosowanie godziny pracy.
W wielu miastach Hiszpanii wprowadzono wcześniejsze godziny pracy urzędów. W Barcelonie „przebojem roku” jest „inteligentna opaska” mierząca temperaturę ciała. Została ona rozdysponowana wśród 1500 pracowników miejskich pracujących na zewnątrz. W przypadku przegrzania organizmu, wibruje.
Socjalistyczny rząd wprowadził też urlop klimatyczny, czyli cztery dni płatnego urlopu w przypadku ogłoszenia maksymalnego alarmu. System jest bardzo ściśle regulowany, musi wystąpić bezpośrednie i poważne zagrożenie i zapaść odgórna decyzja administracji.
Pod koniec czerwca, kiedy to odnotowano najwyższe temperatury, w pięciu prowincjach ogłoszono „czerwony alert”, bo maksymalna temperatura sięgnęła 46 stopni, m.in. w Bilbao. W tych prowincjach można było sobie wziąc urlop…
Źródło: France Info
