Strona głównaWiadomościPolskaPodatek od nadziei. Skarbówka żąda haraczu od charytatywnych zbiórek w internecie

Podatek od nadziei. Skarbówka żąda haraczu od charytatywnych zbiórek w internecie

-

- Reklama -

Wobec zapaści państwowej służby zdrowia, internetowe zbiórki charytatywne stały się często jedynym sposobem ratowania zdrowia i życia. Tu do gry wchodzi urząd skarbowy, który anonimowych wpłat nie uznaje za darowizny i domaga się podatku. W efekcie rodziny walczące o życie najbliższych, zamiast skupić się na leczeniu, muszą ślęczeć nad formularzami i wyliczać haracz dla zachłannego fiskusa.

Mechanizm, który administracja skarbowa wykorzystuje do opodatkowania zbiórek, opiera się na weryfikacji tożsamości. Jak podaje „Rzeczpospolita”, zgodnie z urzędowym stanowiskiem, aby wsparcie mogło zostać zakwalifikowane jako darowizna i tym samym korzystać ze zwolnień przewidzianych w ustawie o podatku od spadków i darowizn, ofiarodawca musi być możliwy do zidentyfikowania z imienia i nazwiska.

- Reklama -

Specyfika internetowych zbiórek to jednak tysiące przelewów od ludzi dobrej woli opatrzonych jedynie pseudonimami, inicjałami lub adresami e-mail. Spełnienie warunku fiskusa o braku anonimowości jest więc nierealne.

Państwo traktuje zatem takie wpływy jako przychód z tak zwanych innych źródeł, podlegający rygorom ustawy o PIT. Dla ostatecznych beneficjentów oznacza to bezwzględną konieczność oddania fiskusowi 12 proc., a po przekroczeniu odpowiedniego progu dochodowego – nawet 32 proc. zebranej kwoty.

Działania opresyjnego państwa uderzają w najbardziej potrzebujących. „Rzeczpospolita” przytacza niedawne interpretacje indywidualne. Zarówno przewlekle chora kobieta, inwalida zbierający na rehabilitację, jak i rodzice chłopca z porażeniem mózgowym zderzyli się z murem biurokracji. Gdy operatorzy platform crowdfundingowych, powołując się na ochronę danych, odmówili im wydania dokładnych personaliów darczyńców, urzędy bezlitośnie nakazały wykazanie wpłat w rocznym zeznaniu i zapłacenie podatku.

Marnym pocieszeniem jest tutaj kwota wolna od podatku na poziomie 30 000 zł, bo przy kosztach specjalistycznego leczenia zbiórki często idą w miliony. Zresztą, środki te sumują się z bieżącymi dochodami beneficjenta z etatów czy zleceń, błyskawicznie wpychając go w wyższe widełki podatkowe.

Eksperci podatkowi polecają „bezpieczną” alternatywę, czyli prowadzenie zbióek za pośrednictwem zarejestrowanych fundacji lub stowarzyszeń. W takim modelu organizacja nie płaci CIT ze względu na realizację celów statutowych, a przekazane wsparcie traktowane jest przez państwo jako zwolnione z PIT świadczenie z pomocy społecznej.

Należy jednak pamiętać, że to rozwiązanie rzadko bywa darmowe. Wiąże się najczęściej z koniecznością pokrycia kosztów operacyjnych pobieranych przez instytucje pośredniczące, co nieuchronnie pomniejsza kapitał trafiający na leczenie.

Skarbówka domagała się gigantycznego podatku od zbiórki. Kancelaria Mentzen wkroczyła do akcji

Najnowsze