Strona głównaWiadomościPolskaPrzydacz komentuje propozycję odebrania orderu Zełeńskiemu. Unika jednak możliwości realnych reakcji wobec...

Przydacz komentuje propozycję odebrania orderu Zełeńskiemu. Unika jednak możliwości realnych reakcji wobec Ukrainy

-

- Reklama -

Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz stwierdził, że nie wyobraża sobie, że premier będzie blokował decyzję prezydenta ws. odebrania Wołodymyrowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego. Ocenił też, że szef Ukrainy powinien zadzwonić z przeprosinami do prezydenta Polski.

W reakcji na decyzję prezydenta Ukrainy o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, prezydent Karol Nawrocki poinformował w miniony piątek, że zaproponował, by 8 czerwca na posiedzeniu Kapituły Orderu Orła Białego, jednym z punktów było odebranie Zełeńskiemu tego orderu.

- Reklama -

Przydacz powiedział w poniedziałek w Polsat News, że decyzja prezydenta Ukrainy była skandaliczna i trzeba było na nią twardo zareagować – tak, jak zrobił to prezydent Nawrocki.

Zapytany, czy Pałac Prezydencki ma „plan b” na wypadek, gdyby premier Donald Tusk nie kontrasygnował decyzji prezydenta o odebraniu Orderu Orła Białego Zełeńskiemu, Przydacz odparł, że nie wyobraża sobie sytuacji, w której premier będzie blokował tego typu decyzje.

– Bo to byłaby blokada. Nie wyobrażam sobie z szacunku dla stu kilkudziesięciu tysięcy pomordowanych Polaków i ich rodzin [wielu historyków podaje ponad 200 tys. ofiar – red. nczas]. Wydaje mi się, że Donald Tusk musi mieć elementarne wyczucie w tej sprawie i nie będzie stawał po stronie tak zwanych bohaterów z UPA, tylko stanie po stronie polskich ofiar – powiedział szef BPM.

Na uwagę, że może prezydent Nawrocki powinien zadzwonić do ukraińskiego szefa, by mu oświadczyć, że jego decyzja ws. nadania jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” jest dla Polski niestosowna, Przydacz odparł, że „to chyba prezydent Zełeński powinien zadzwonić do prezydenta Polski i po pierwsze przeprosić, a po drugie wytłumaczyć całe to napięcie”.

– Przepraszam, prezydent Polski ma teraz dzwonić, i co? – zapytał.

Jak ocenił, decyzja Zełeńskiego może mieć związek z planowanymi wyborami na Ukrainie i chęcią budowania przez szefa Ukrainy „swojej narracji politycznej”.

– Być może też Ukraińcy uznali, że podzielą polską scenę polityczną – dodał.

Przydacz zaznaczył ponadto, że Kancelaria Prezydenta czeka na notatkę z rozmowy przeprowadzonej w ubiegłym tygodniu przez wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego z ambasadorem Ukrainy w Polsce.

– Nie znam treści tej rozmowy, więc będziemy dzisiaj oczekiwać, jak to wyglądało w rzeczywistości – dodał.

Prezydencki minister został też zapytany o propozycję wiceprezesa PiS Przemysława Czarnka, by wstrzymać polską pomoc dla Kijowa dopóki Ukraina nie wycofa się ze swojej decyzji i wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka (Konfederacja), by przestać finansować Starlinki. Polska uczestniczyła w zakupie urządzeń i uczestniczy w opłacaniu abonamentu.

Jednak Przydacz ocenił, że najlepszym krokiem byłoby teraz „odmrożenie” projektu ustawy prezydenta dotyczącej zakazu gloryfikacji banderyzmu. Twierdził, że z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski podstawowym zagrożeniem jest polityka Rosji. Dodał, że – jeśli chodzi o pomoc dla Ukrainy – „można pewne elementy zmieniać”.

– Można coś czasami troszkę później przesłać, można czasami wysłać inny sygnał. Coś się może zepsuć, coś może zostać remontowane – powiedział.

Wołodymyr Zełeński 27 maja nadał jednej z jednostek sił zbrojnych Ukrainy imię „Bohaterów UPA”, co wywołało falę burzenia w Polsce. Szef Ukrainy mówił, że chciał „przywrócić historyczne tradycje narodowego wojska”. Dodał, że decyzję powziął „uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.

Premier Tusk, komentując w miniony piątek sprawę, zaznaczył, że decyzja Zełeńskiego jest „niepokojąca” z punktu widzenia relacji między oboma państwami, narusza polską wrażliwość historyczną, i „niepotrzebnie znowu wynosi na dość niepokojący poziom kwestie różnic historycznych”, a reakcja prezydenta Nawrockiego podobno „jest podobnym krokiem”. Dodał, że „bardzo by chciał, żeby prezydenci obu krajów mądrze dbali o to, żeby nasze relacje były jak najlepsze’ i oczekiwałby od obu prezydentów, żeby potrafili wznieść się ponad historyczne emocje.

Sprzeciw wobec decyzji Zełeńskiego wyraził Instytut Pamięci Narodowej, podkreślając, że Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Rzecznik MSZ Ukrainy Heorhij Tychyj oświadczył w piątek wieczorem, że decyzja Kijowa rzekomo nie była wymierzona w Polaków.

„Widzimy gwałtowną reakcję w Polsce na decyzję o nadaniu jednemu z ukraińskich pododdziałów nazwy upamiętniającej bohaterów UPA. Jest to przykre, ponieważ dzieje się wbrew szerszemu trendowi rozwiązywania problematycznych kwestii w relacjach ukraińsko-polskich, który obserwowaliśmy przez ostatnie półtora roku” – przekonywał Tychyj.

Najnowsze