Na dziesięć miesięcy ograniczenia wolności polegającego na nieodpłatnych pracach na cele społeczne skazał w piątek Roberta Bąkiewicza Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Sąd uznał go winnym spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu aktywistki Andżeliki Domańskiej.
Zgodnie z wyrokiem sądu, 10-miesięczne ograniczenie wolności polegać ma na wykonywaniu nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie. Sąd orzekł również obowiązek zadośćuczynienia oskarżycielce prywatnej w kwocie 5 tys. zł.
Wyrok jest nieprawomocny.
Prywatne oskarżenie w tej sprawie wniosła przeciwko Bąkiewiczowi aktywistka.
STAŁO SIĘ. Skazali mnie. ⚖️👇
Wyrok zapadł dokładnie tak, jak zaplanowali od samego początku. Standardy i wzorce rodem z czasów stalinowskich – dziś w „uśmiechniętej Polsce” Donalda Tuska to przyzwoici ludzie, którzy mieli odwagę bronić dobra i wartości, są prześladowani i stają… pic.twitter.com/96gU0EOfMG
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) May 29, 2026
Do zdarzenia miało dojść podczas akcji protestacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet 25 października 2020 r. Przed Kościołem św. Krzyża w Warszawie podczas starcia protestujących i Straży Narodowej, na której czele stał Robert Bąkiewicz. Według relacji aktywistki były przewodniczący Stowarzyszenia Marsz Niepodległości miał ją popchnąć na schodach, przez co kobieta upadła, uderzyła się i straciła przytomność.
Obrońcy Bąkiewicza domagali się uniewinnienia, a on sam nie przyznał się do winy. Oskarżycielka prywatna domagała się wymierzenia mu kary dwóch lat bezwzględnego więzienia oraz 20 tys. zł zadośćuczynienia.
