W 28 kwietnia 2026 roku w Palacio Libertad prezydent Javier Milei wziął udział w otwartej, publicznej debacie na temat „Keynes y la Teoría General”. Towarzyszyli mu ekonomista Juan Carlos de Pablo oraz poseł Adrián Ravier. Milei nie szczędził słów: Johna Maynarda Keynesa nazwał genio del mal (geniuszem zła), podkreślił, że jego książka wyrządziła ogromne szkody, a próbę rozwiązania Wielkiego Kryzysu podsumował słowami: „remedium okazało się gorsze niż sama choroba”.
To nie była typowa polityczna przemowa. Prezydent Javier Milei, który „Teorię ogólną” czytał pięciokrotnie i sam napisał książkę demaskującą keynesowskie mity, w brutalnie klarowny sposób obnażył, jak jedna książka z 1936 roku intelektualnie uzbroiła całą generację skorumpowanych polityków. Dała im wygodne alibi do wiecznych deficytów, szalonego druku pieniądza i zorganizowanego rabunku podatników.
Następnie połączył teorię z argentyńską rzeczywistością: to keynesizm – z jego kultem wielkiego państwa, chronicznymi deficytami i monetarystyczną orgią – doprowadził jeden z najbogatszych krajów świata do roli laboratorium nędzy i hiperinflacji.
Lekarstwo, które działa
Jak podkreślił sam Milei, radykalne cięcia wydatków publicznych przyniosły rezultat, którego nikt już nie może podważyć: według oficjalnych danych wskaźnik ubóstwa spadł z 57 proc. do 28 proc. Miliony Argentyńczyków wydostały się z biedy.
To jeden z najmocniejszych intelektualnych ciosów wymierzonych w fundamenty współczesnego państwa opiekuńczego w XXI wieku. Javier Milei jest najprawdopodobniej pierwszym urzędującym prezydentem, który publicznie, na żywo i w najdrobniejszych szczegółach rozmontowuje dogmat ekonomii głównego nurtu – ten sam, który od niemal stu lat dominuje na uczelniach ekonomicznych na całym świecie. Nie chowa się za „pragmatyzmem”, nie zasłania się frazesem: „to skomplikowane”. Mówi wprost: idee mają znaczenie, a złe idee zabijają gospodarki.
Milei i rewolucja Bitcoina
Milei doskonale rozumie rewolucję kryptowalut. Jeszcze jako kandydat na deputowanego narodowego, w wywiadzie dla Clarín (listopad 2021) mówił o Bitcoinie jako o powrocie władzy nad pieniądzem do sektora prywatnego – antidotum na oszustwo banków centralnych i inflacyjny podatek, który najmocniej uderza w biednych. Podkreśla twardy limit 21 milionów monet Bitcoina jako gwarancję prawdziwej rzadkości, w przeciwieństwie do fiducjarnego pieniądza tworzonego z niczego. To idealnie wpisuje się w jego austriacką wizję: wolny rynek, brak centralnego planowania i ochrona oszczędności przed polityczną manipulacją.
Dlaczego w Polsce takiej debaty nie będzie
W Polsce na takie widowisko raczej nie mamy co liczyć. Młode pokolenie polskich polityków – zarówno z lewa, jak i z prawa – niemal całkowicie ignoruje szkołę austriacką. Brak znajomości Misesa, Hayeka i Rothbarda pozbawia ich najmocniejszych narzędzi do krytyki etatyzmu i monetaryzmu. Wspomnienie tych nazwisk na głównych uczelniach ekonomicznych (SGH, UW, UEK, UEP) nadal wywołuje politowanie lub łatwe oskarżenie o „libertariańską ideologię”. Dominuje keynesizm w wersji light – z lekkim neoklasycznym makijażem. Bank centralny, akademicki establishment i media trzymają twardą linię.
W Polsce toczy się dyskusja o kryptowalutach, ale ogranicza się głównie do strachu, zakazów i regulacji. Zamiast prakseologii i fundamentalnych praw ekonomii dominuje narracja „ryzykowna spekulacja” albo „narzędzie przestępców”. „To był jakiś zlot ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, o czym mówią” – skomentował Sławomir Mentzen jedną z politycznych debat o Bitcoinie. I trudno się z nim nie zgodzić.
Głębszy wymiar rewolucji
Tymczasem prawdziwy wymiar tej rewolucji sięga znacznie głębiej. Prakseologia – dedukcyjna nauka o ludzkim działaniu wywodząca się ze szkoły austriackiej – umożliwia zupełnie nowe spojrzenie na Bitcoina. Najlepszym intelektualnym przewodnikiem jest tu połączenie dwóch książek Saifedeana Ammousa: „Zasady ekonomii” oraz „Standard Bitcoina”. Ammous udowadnia, że Bitcoin to nie technologiczna nowinka ani spekulacyjna bańka. Jest on żywym, empirycznym potwierdzeniem fundamentalnych praw ekonomii: subiektywistycznej teorii wartości, autentycznej rzadkości oraz roli prawdziwie zdrowego pieniądza.
W przeciwieństwie do fiducjarnego pieniądza tworzonego z niczego przez banki centralne, Bitcoin ma twardy limit 21 milionów monet. Działa na zasadach czystego rynku – bez centralnego emitenta, bez politycznych manipulacji. Chroni przed inflacją i ukrytym podatkiem, który najbardziej uderza w najsłabszych. Promuje niską preferencję czasową, realne oszczędzanie i zdrowe budowanie kapitału.
Moralny wymiar twardego pieniądza i lichwa
Ammous zwraca również uwagę na aspekt moralny i teologiczny. Historyczne zakazy lichwy w chrześcijaństwie, islamie i judaizmie nie były irracjonalnym dogmatem – były intuicyjną ochroną przed nadmiernym zadłużeniem w świecie słabego, łatwo psutego pieniądza. Bitcoin osiąga ten sam cel znacznie skuteczniej: bez przymusu i zakazów. W świecie twardego pieniądza ludzie naturalnie więcej oszczędzają, kapitał tanieje, a lichwiarskie kredyty tracą ekonomiczny sens.
Już w XIV wieku biskup Nicolas Oresme w traktacie „De Moneta” piętnował władców za psucie monety, uznając stabilny pieniądz za kwestię moralną i fundament sprawiedliwości społecznej. Dzisiaj Bitcoin stanowi nowoczesną, technologiczną odpowiedź na te same patologie monetarne. Owszem, krytycy słusznie wskazują na jego wciąż wysoką zmienność, lecz Saifedean Ammous podkreśla, że jest to efekt dojrzewania rynku. Z każdym kolejnym cyklem Bitcoin konsekwentnie zyskuje na wartości i stabilności – obecnie plasuje się w ścisłej czołówce największych aktywów świata (top 5–10) i staje się coraz bardziej przewidywalny.
Lekcja dla Polski
Polska debata o podatku Belki, regulacjach KNF i adopcji kryptowalut utknęła w ślepym zaułku, bo ogranicza się wyłącznie do narracji „ryzykowna spekulacja”. Potrzebujemy szerszego spojrzenia – połączenia prakseologii z moralnym wymiarem ekonomii.
Podczas gdy Javier Milei w Argentynie publicznie rozbija keynesizm i otwarcie odwołuje się do szkoły austriackiej, w Polsce na takie podejście wciąż czekamy. Bitcoin działa jednak niezależnie od tego, czy politycy to rozumieją.
Milei udowadnia coś kluczowego: radykalna zmiana jest możliwa nawet po dekadach destrukcji. W ostatecznym rozrachunku nie chodzi tylko o procenty PKB i wskaźniki ubóstwa. Chodzi o fundamentalne pytanie: czy państwo ma służyć człowiekowi, czy człowiek państwu. Milei wybrał pierwszą drogę – głośno i bezkompromisowo. W Polsce na razie pozostaje nam czekać.
