Strona głównaMagazynHuerta de Soto w Limie: wielki libertarianin kontra peruwiańska lewica z andyjską...

Huerta de Soto w Limie: wielki libertarianin kontra peruwiańska lewica z andyjską twarzą

-

- Reklama -

Wybory prezydenckie w Peru odbyły się 12 kwietnia 2026, lecz proces liczenia głosów nadal trwa. Chociaż tempo liczenia budzi wątpliwości i pojawiały się zarzuty o nieregularności, na razie nie ma przekonujących dowodów na masowe fałszerstwa.

Do drugiej tury prawie na pewno nie wejdzie Rafael López Aliaga (Renovación Popular) – kandydat uważany za jednego z najbardziej wolnorynkowych i konserwatywnych w tym wyścigu. Zamiast niego drugie miejsce zajmuje Roberto Sánchez (Juntos por el Perú), przedstawiciel lewicy, który otwarcie popiera skazanego byłego prezydenta Pedro Castillo. Decydująca tura zaplanowana jest na 7 czerwca 2026.

W tym politycznie napiętym momencie w Limie gościł Jesús Huerta de Soto. Hiszpański ekonomista ze szkoły austriackiej otrzymał tytuł doktora honoris causa na Universidad Nacional Mayor de San Marcos – najstarszej uczelni Ameryki.

Główny wykład podczas ceremonii nosił tytuł „La visión Libertaria de la verdad científica y moral” („Libertariańska wizja prawdy naukowej i moralnej”). Huerta de Soto przedstawił w nim libertarianizm jako spójną prawdę zarówno naukową, jak i moralną. Bronił założeń szkoły sustriackiej – od Wiednia po Madryt – etyki zasady nieagresji oraz anarkokapitalizmu jako jedynego systemu zdolnego do wytworzenia spontanicznego porządku społecznego bez przymusu państwa. Podkreślał, że prawdziwa wolność opiera się na własności prywatnej, przedsiębiorczości i moralności zakorzenionej w ludzkim działaniu (prakseologii).

Huerta de Soto odwiedził Peru w ramach szerszej promocji idei wolnościowych w Ameryce Południowej (wcześniej był w Chile i Argentynie). Odnosił się do regionu jako obszaru zdominowanego przez etatyzm, interwencjonizm i banki centralne, które prowadzą do chronicznej inflacji, ubóstwa i hamowania wzrostu. Podczas spotkania w Banco Central de Reserva del Perú wprost wzywał do zamknięcia banku centralnego, argumentując, że nawet jeśli działa „efektywnie”, moralnie jest nie do zaakceptowania, ponieważ opiera się na przywileju i kradzieży poprzez inflację. Podkreślał, że kraje Ameryki Łacińskiej powinny obrać drogę radykalnych cięć wydatków publicznych, deregulacji i prywatyzacji – tak jak czyni to Argentyna. Widział w Peru i całym regionie ogromny potencjał, pod warunkiem odrzucenia socjalizmu i etatyzmu na rzecz spontanicznego porządku rynkowego. Jego wizyta została odebrana jako ważny impuls do „bitwy kulturowej” z lewicowymi i interwencjonistycznymi ideami w Ameryce Łacińskiej.

Huerta de Soto, będący mentorem Javiera Milei (który od 2009 roku uczęszczał na jego wykłady), bardzo mocno go chwalił podczas pobytu w Peru. Stwierdził wprost, że Milei „zrobił więcej niż ktokolwiek w historii dla anarkokapitalizmu”. Podkreślał jego rolę w globalnej promocji idei wolnościowych – nie tylko w Argentynie, ale jako fenomen barrial, który stał się wzorem dla całego świata. Milei zareagował na te słowa z wdzięcznością, nazywając Huertę de Soto jednym z największych ekonomistów.

Wpływ wizyty na kampanię wyborczą

Faktem jest mobilizacja wąskiej, lecz aktywnej grupy libertariańskiej i wolnorynkowej (Mises Perú, SDL Latam, młodzi z Bastiat Club oraz część elektoratu Renovación Popular i Fuerza Popular). Huerta de Soto pozostaje ikoną tych środowisk. Jego wizyta, entuzjastyczne pochwały dla Mileia i ostre słowa przeciwko etatyzmowi oraz bankowi centralnemu działają jak intelektualny doping. Może zmobilizować część prawicowych wyborców, którzy w pierwszej turze poparli Lópeza Aliagę i teraz wahają się, czy poprzeć Keiko Fujimori.

Wydarzenie wzmacnia również narrację prawicy: „nawet najstarszy uniwersytet Ameryki uznaje idee wolnościowe”. Jest to dobry argument przeciwko lewicowej dominacji na uczelniach i w mediach. W krótkim okresie (maj–czerwiec) może wygenerować więcej treści, memów i dyskusji w mediach społecznościowych, pomagając w konsolidacji antylewicowego elektoratu. Symboliczny moment wizyty – tuż po wyborach, gdy prawica jest rozczarowana wynikiem Lópeza – działa jak zastrzyk morale.

Jednak szkoła austriacka i anarkokapitalizm pozostają elitą intelektualną, a nie ruchem masowym. Większość elektoratu Keiko Fujimori to konserwatywni fujimoriści, ewangelicy i przedsiębiorcy praktyczni, a nie czytelnicy Huerty de Soto. W drugiej turze decydujące będą strach przed powrotem lewicy, wizerunek Keiko, kampania negatywna oraz organizacja partyjna, a nie wykłady o prakseologii.

Głębokie korzenie peruwiańskiej lewicy

Libertarianie mogą się zawahać, ale po przeciwnej stronie stoi Roberto Sánchez – lewicowiec o andyjskich korzeniach ze strony rodziców, który świadomie nawiązuje do peruwiańskiego marksizmu José Carlosa Mariátegui i jest kontynuatorem nurtu „lewicowej prowincji” (andyjska prowincja oraz najuboższe warstwy społeczne). Tworzy to wyraźną przeciwwagę dla bardziej „limeńskiej” i umiarkowanej lewicy.

Mariátegui dał peruwiańskiej lewicy wyraźną tożsamość, pokazując, że marksizm może być czymś więcej niż mechanicznym kopiowaniem europejskich schematów. Zbudował trwałą narrację „Peru głębokiego” – Andów, Indian i wykluczonych – w opozycji do „Peru oficjalnego”: Limy, oligarchii i wybrzeża. Ta dychotomia jest wciąż żywa, również w wyborczych podziałach 2026 roku, gdzie Sánchez dominuje właśnie w andyjskiej prowincji.

Mariátegui wywarł również głęboki wpływ na teologię wyzwolenia. Jego myśl była jednym z kluczowych peruwiańskich źródeł intelektualnych dla Gustava Gutiérrez – ojca tego nurtu. Gutiérrez, przyjaźniąc się od dzieciństwa z synem José Carlosa, wielokrotnie podkreślał, że to właśnie Mariátegui nauczył go myśleć marksizmem „z peruwiańskiej rzeczywistości”, a nie poprzez europejskie schematy. Dzięki temu teologia wyzwolenia stała się autentycznie latynoamerykańska – marksizmem zakorzenionym w realiach andyjskich.

Gustavo Gutiérrez przyjaźnił się od lat szkolnych z Javierem Mariátegui Chiappe – synem José Carlosa Mariátegui. Właśnie od niego czerpał najgłębszą wiedzę i interpretację myśli ojca. W 1970 roku poprowadził na Pontificia Universidad Católica del Perú (PUCP) pierwszy w historii tej uczelni pełny kurs poświęcony wyłącznie idei José Carlosa Mariátegui. Sam wielokrotnie podkreślał, że Mariátegui był dla niego postacią kluczową: nauczył go czytać marksizm bezpośrednio „z peruwiańskiej rzeczywistości”, a nie przez pryzmat gotowych europejskich schematów.

Mariátegui odrzucił sztywny, eurocentryczny marksizm i twórczo dostosował go do lokalnych warunków Peru – kolonializmu, kwestii indiańskiej, wspólnot wiejskich ayllu oraz feudalizmu w Sierra. Gutiérrez przejął to podejście, czyniąc je fundamentem teologii wyzwolenia: refleksja teologiczna musi zaczynać się od konkretnej, historycznej rzeczywistości ubogich Ameryki Łacińskiej. Kluczowe dla obu myślicieli było pierwszeństwo praxis nad teorią: autentyczna teoria rodzi się wyłącznie z głębokiej, rewolucyjnej praxis zaangażowanej w walkę z niesprawiedliwością. Mariátegui nadał religii nowy sens, widząc w niej nie tylko „opium ludu”, lecz także siłę mobilizującą i mitotwórczą. Gutiérrez rozwinął tę intuicję, twierdząc, że wiara musi prowadzić do konkretnej praxis wyzwolenia oraz „opcji preferencjalnej dla ubogich”– solidarności z wykluczonymi jako centralnego miejsca spotkania z Bogiem.

Mariátegui nie był jedynie inspiracją – stał się kluczowym peruwiańskim źródłem intelektualnym teologii wyzwolenia. Wpływ ten jest widoczny do dziś w nurtach lewicowych w Peru oraz w całej Ameryce Łacińskiej. Dla prawicy i libertarian pozostaje symbolem niebezpiecznego mariażu religii z etatyzmem i rewolucyjnym romantyzmem.

Wracając do wyborów, Keiko Fujimori prowadzi w sondażach drugiej tury, lecz peruwiańska lewica posiada bardzo głębokie, wielopokoleniowe wsparcie o autentycznie „peruwiańskiej twarzy”. Nie musi odwoływać się do europejskiego Marksa – w zupełności wystarcza jej lokalny, andyjski Mariátegui. W takiej rzeczywistości intelektualny doping w postaci doktoratu Huerty de Soto ma przede wszystkim symboliczny i długoterminowy charakter, a jego wpływ na wynik wyborów 7 czerwca pozostaje minimalny.

Najnowsze