Kolejne niepokojące doniesienia. W pobliżu wschodniej granicy odnaleziono szczątki niezidentyfikowanego drona. Jak poinformowała prokuratura, na elementach maszyny znajdowały się napisy zapisane cyrylicą. Sprawa natychmiast wywołała pytania o bezpieczeństwo państwa i możliwą rosyjską prowokację.
Do zdarzenia doszło w rejonie przejścia granicznego pod Terespolem. Szczątki obiektu odkryto na polu kukurydzy. Na miejsce skierowano policję, Straż Graniczną oraz prokuraturę wojskową. Według śledczych dron nie był uzbrojony, ale jego pochodzenie nadal pozostaje zagadką.
Śledczy zabezpieczyli kilkanaście większych fragmentów maszyny i setki drobnych części. Jak przekazano, konstrukcja przypominała lekkie drony wykorzystywane m.in. do zwiadu lub działań prowokacyjnych. Na niektórych elementach ujawniono napisy cyrylicą, a na silniku znajdowały się oznaczenia numeryczne.
Prokuratura bierze pod uwagę scenariusz, że obiekt mógł wlecieć do Polski od strony Białorusi. Biegli mają ustalić trajektorię lotu oraz dokładny charakter maszyny. Za nielegalne przekroczenie granicy przez statek powietrzny grozi kara do pięciu lat więzienia.
To kolejny podobny incydent w ostatnich miesiącach. Coraz częściej media donoszą o dronach i niezidentyfikowanych obiektach pojawiających się nad terytorium Polski. Eksperci alarmują, że Rosja może w ten sposób testować reakcję polskich służb i systemów obronnych.
Jeszcze niedawno rząd zapewniał, że sytuacja na granicach jest pod kontrolą. Tymczasem Polacy coraz częściej słyszą o kolejnych obiektach spadających na pola, lasy i tereny przygraniczne. I trudno oprzeć się wrażeniu, że państwo z kartonu po raz kolejny nie bardzo wie, co właściwie dzieje się nad naszymi głowami.
