Strona głównaWiadomościPolskaWięcej zamordyzmu, Polak wytrzyma. Chcą rozszerzyć prohibicję także na godziny poranne

Więcej zamordyzmu, Polak wytrzyma. Chcą rozszerzyć prohibicję także na godziny poranne

-

- Reklama -

Były dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Krzysztof Brzózka zapowiedział, że „jako strona społeczna” złoży wniosek o jeszcze większy zamordyzm, w postaci prohibicji porannej.

Od 1 czerwca w całej Warszawie wprowadzony zostanie zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach paliwowych w godz. 22-6. Prohibicja nocna wprowadzona została przez nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 2018 roku.

- Reklama -

Warszawa to nie pierwsze miejsce, gdzie wprowadzono takie przepisy. Wcześniej wprowadziło je u siebie wiele gmin w całej Polsce.

W stolicy od listopada wprowadzono zakaz najpierw w dwóch dzielnicach. Próbuje łączyć się to ze statystykami straży miejskiej. Liczba interwencji SM w nocy spadła o 15,2 proc., a w dzień o 10,3 proc.

- Prośba o wsparcie -

Zmniejszyła się także liczba interwencji policji o 8 proc., a liczba wykroczeń związanych ze spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych o 30,4 proc.

Należy podkreślić, że wpływ na to może mieć wiele czynników. Szczegółowo nikt tego nie analizował. W kwestii zaś spożywania alkoholu w miejscach publicznych, wiele państw nie traktuje tego w żaden sposób jako wykroczenie czy coś złego.

W Krakowie prohibicja obowiązuje od dwóch lat. Zakaz sprzedaży rozpoczyna się o północy i kończy o godz. 5.30.

„W zeszłym roku pojawił się pomysł, by przedłużyć zakaz sprzedaży do godz. 8. To bowiem rano sprzedaje się w Polsce średnio 400 tys. małpek dziennie (i trzy miliony puszek piwa, jak pokazują dane Centrum Monitorowania Rynku z 2024 roku). To niemal jedna trzecia całkowitej dziennej sprzedaży małych butelek mocniejszych alkoholi. Część klientów, zapewne na rauszu, udaje się do pracy. A część zapewne zasiada za kierownicą samochodu” – czytamy na tokfm.pl.

Tu należy zaznaczyć, że całkowicie pomylono przepisy z rzeczywistością. Jeśli ktoś chce wypić alkohol, może mieć przecież cały zapas w domu. Zakaz sprzedaży utrudnia jedynie dostęp do alkoholu, nie sprawia zaś, że ludzie nie piją. Ponadto prohibicja nie obejmuje lokali, gdzie można spożywać alkohol na miejscu, więc w żaden sposób prohibicja nie sprawia, że ludzie po „balowaniu” przez noc nie wsiądą za kierownicę czy nie udadzą się do pracy. To zresztą kwestia każdego człowieka indywidualnie.

„Postulat zaproponowany przez Komisję Zrównoważonej Gospodarki Nocy, tj. wprowadzenie zakazu także porannej sprzedaży alkoholu, wymaga najpierw nowelizacji ustawy, a dopiero potem jego wprowadzenia uchwałą Rady Miasta” – przekazał radiu TOK FM Mikołaj Kasiej, sekretarz Komisji Zrównoważonej Gospodarki Nocy.

W ustawie o wychowaniu w trzeźwości wskazano, że „Rada gminy może ustalić […] ograniczenia w godzinach nocnej sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży” oraz że „ograniczenia mogą dotyczyć sprzedaży prowadzonej między godziną 22 a 6”. Teoretycznie więc nie można rozszerzyć prohibicji na godziny poranne.

Komisja przedstawiła postulat prezydentowi Krakowa, który jest być może „na wylocie” z powodu referendum. Ten przekazał go do Ministerstwa Zdrowia.

„W odpowiedzi ministerstwo poinformowało o trwających uzgodnieniach międzyresortowych oraz opiniowaniu projektu ustawy o wychowaniu w trzeźwości, nie odnosząc się jednak do merytoryki pomysłu zakazu porannej sprzedaży alkoholu, lecz zachęcając do udziału w konsultacjach” – przekazał Kasiej.

MZ zaś przekazał, że nad wydłużeniem prohibicji pracuje Sejm. Biuro komunikacji resortu poinformowało TOK FM, że w jednym z poselskich projektów nowelizacji ustawy zaproponowano „modyfikację zakresu godzin, w których gmina może ustalić”, w których gmina może wprowadzić „ograniczenia w godzinach sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży, z przedziału między godz. 22.00 a godz. 6.00 na przedział między godz. 21.00 a godz. 9.00”. Drugi poselski projekt z kolei proponuje przedział czasowy od godz. 22 do 9.

„Pierwsze czytanie obu poselskich projektów ustawy odbyło się 23 stycznia 2026 r. Obecnie projekty ustawy są przedmiotem prac w Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskich ww. projektów ustaw” – przekazało biuro komunikacji MZ.

Krzysztof Brzózka, były dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przekonuje, że „polityka alkoholowa to jest sztuka wojny”.

– Tu się dzieje wiele rzeczy na różnych polach. Nie ma jednego zaklęcia czy ruchu, który spowodowałby, że będziemy trzeźwiejsi, jeśli chodzi o stosunek do alkoholu. Składa się na to wiele elementów: Poza edukacją i profilaktyką, o których wszyscy mówią, a są drogie i średnio skuteczne, trzeba wprowadzić w takim kraju jak Polska ograniczenia administracyjne – przekonywał Brzózka w TOK FM.

Jako przykład podał Litwę, gdzie prohibicję wydłużono do godz. 9 rano, zakazano reklamowania alkoholu oraz sprzedawania go na stacjach paliw. Podniesiono też cenę alkoholu oraz zwiększono wiek, od którego można kupować alkohol do 20 roku życia.

„Podobne regulacje obowiązują obecnie np. w Estonii i Szkocji – tam alkoholu nie wolno sprzedawać między godz. 22 a 10, zaś w Irlandii – między 22 a 10.30 (w niedzielę do 12.30)” – wskazuje redakcja.

– Ograniczenie sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych ma swój bardzo głęboki sens z dwóch powodów. Pierwszy to jest to, co pokazują wszelkie statystyki, również w Warszawie: Cisza, spokój, mniej bójek, mniej interwencji straży i policji, mniej poszkodowanych w szpitalnych oddziałach ratunkowych, mniej osób w izbach wytrzeźwień. Czyli to spokój i bezpieczeństwo dla wszystkich, którzy wokół takich punktów sprzedaży mieszkają, żyją czy przebywają – twierdził.

Drugi powód, według Brzózki, to uniemożliwienie zakupu taniego alkoholu osobom, które już są pod wpływem.

„Zakaz sprzedaży napojów o zawartości alkoholu większej niż 4,5 proc. do godz. 13 obowiązywał w Polskiej Republice Ludowej i III RP w latach 1982-1990. Kwitł wówczas handel nielegalnymi trunkami w tzw. melinach” – przyznaje TOK FM.

Zwolennik zamordyzmu jednak nie bierze tego pod uwagę.

– Straszenie melinami, lewą produkcją – to domena przemysłu alkoholowego. To ich stara śpiewka. Takiego zjawiska nie zanotowano w żadnym z miast polskich ani w innych krajach, w których tego typu ograniczenie wprowadzono – przekonywał Brzózka.

– To dotyczy małej grupki, która później będzie szukała alkoholu w środku nocy. Żyjemy w nieco innych czasach komunikacyjnie niż czasy komuny. Gdy mamy z potencjalnej meliny hałasy, nie musimy szukać budki telefonicznej, bierzemy komórkę i dzwonimy, po paru minutach mamy spokój, a właściciel meliny problem – kontynuował.

Najnowsze