Konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie dławi globalne lotnictwo. W Azji zaczyna brakować paliwa lotniczego, ceny biletów gwałtownie rosną, wiele rejsów jest odwoływanych. To prawdopodobnie dopiero początek nadchodzącego kryzysu energetycznego, który niebawem nasili się także w Europie. Zdaniem „Financial Times”, w Unii Europejskiej rozważane jest nawet racjonowanie paliwa.
Przyczyną wstrząsu na rynkach jest blokada Cieśniny Ormuz, której dokonał Iran w odwecie za bombardowania ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych. Przez ten strategiczny, wąski szlak przepływa niemal co piąta baryłka ropy naftowej na świecie, z czego lwia część trafiała dotychczas na rynki azjatyckie.
Efekt domina był natychmiastowy – odcięte od surowca rafinerie w całym regionie zmuszone były do drastycznego ograniczenia produkcji, co wywindowało ceny paliwa lotniczego do poziomów nienotowanych w historii branży.
Uderzenie kryzysu najszybciej odczuły państwa opierające się na imporcie i pozbawione głębokich rezerw strategicznych. Dramatyczna sytuacja panuje w Wietnamie, który sprowadza z zagranicy niemal trzy czwarte zużywanego paliwa lotniczego. Tamtejszy Urząd Lotnictwa Cywilnego bije na alarm, ostrzegając przed realnymi przerwami w dostawach już w kwietniu. Czołowi dostawcy w regionie, tacy jak Chiny, Tajlandia czy Korea Południowa, w obawie o własne rynki wewnętrzne błyskawicznie nałożyli ograniczenia lub całkowite zakazy eksportu produktów rafineryjnych.
Linie lotnicze, postawione pod ścianą, ratują się przerzucaniem kosztów na pasażerów i cięciem siatek połączeń. Singapore Airlines oraz Scoot już podniosły ceny biletów, a Cathay Pacific od 1 kwietnia zwiększa dopłatę paliwową o 34 proc. Władze tej linii nie kryją, że jeśli gigantyczne koszty surowca nie zostaną zneutralizowane, utrzymanie siatki połączeń będzie niemożliwe. Z kolei Air New Zealand podjęło decyzję o odwołaniu około 1100 lotów planowanych do początku maja.
Co czeka Europę?
W Europie na razie kryzys nie jest aż tak bardzo odczuwalny, ale to jedynie kwestia czasu. – W kwietniu strata dotycząca dostaw ropy będzie dwukrotnie większa niż w marcu, oprócz utraty dostaw LNG (gazu skroplonego) – powiedział szef Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) Fatih Birol.
W jego opinii „największy problem dotyczy braku paliwa lotniczego oraz oleju napędowego”. – Obecnie obserwujemy (straty w dostawach – red.) w Azji, ale myślę, że wkrótce, w kwietniu lub maju, dotkną one również Europę – podkreślił.
Szef MAE poinformował, że dzienne straty w dostawach szacuje się na 12 mln baryłek ropy dziennie. Dodał, że w wyniku działań wojennych zniszczeniu uległo około 40 kluczowych obiektów energetycznych na Bliskim Wschodzie.
Zapytany o to, czy MAE rozważa uwolnienie kolejnych rezerw strategicznych, odpowiedział, że agencja „może zainterweniować, jeśli uzna, że potrzebna jest ropa naftowa lub jej produkty”.
Birol powtórzył po raz kolejny, że obecna sytuacja na rynku jest poważniejsza niż dwa kryzysy naftowe z lat 70. XX w. oraz kryzys z 2022 r., wywołany rozpoczęciem przez Rosję pełnowymiarowej wojny z Ukrainą.
Racjonowanie paliwa w Unii Europejskiej?
Tymczasem unijny komisarz energii Dan Joergensen na łamach dziennika „Financial Times” stwierdził, że ceny energii będą wyższe przez bardzo długi czas. Według gazety Unia Europejska rozważa „wszystkie możliwości”, w tym racjonowanie paliwa i uwolnienie większej ilości ropy z rezerw awaryjnych.
Komisarz podkreślił, że Europa przygotowuje się na „długotrwały” szok energetyczny wywołany wojną na Bliskim Wschodzie.
– To będzie długi kryzys (…), ceny energii będą wyższe przez bardzo długi czas – powiedział. Ostrzegł, że w przypadku niektórych „ważniejszych” produktów „należy spodziewać się, iż w nadchodzących tygodniach będzie jeszcze gorzej”. – Z naszej analizy wynika, że sytuacja ta będzie się przedłużać, a kraje muszą mieć pewność, że mają to, czego potrzebują – mówił komisarz z Danii.
Joergensen zaznaczył, że choć UE „nie znajduje się jeszcze w kryzysie bezpieczeństwa dostaw”, Bruksela opracowuje plany mające na celu zaradzenie „strukturalnym, długotrwałym skutkom” konfliktu.
Komisarz powiedział, że UE „przygotowuje się na najgorsze scenariusze”, nawet jeśli blok „jeszcze nie jest gotowy” na racjonowanie kluczowych produktów, takich jak paliwo lotnicze czy olej napędowy. – Lepiej być przygotowanym niż potem żałować – wyjaśnił Joergensen.
Zapytany o możliwość osłabienia przepisów dotyczących paliwa lotniczego, aby zezwolić na większy import z USA lub na dodawanie większej ilości etanolu do paliw samochodowych, Joergensen odparł: – Nie osiągnęliśmy jeszcze punktu, w którym poprawialibyśmy lub zmieniali jakiekolwiek z naszych obecnych przepisów”. Dodał jednak: „Rozważamy wszystkie możliwości i jasne jest, że im poważniejsza sytuacja, tym bardziej będziemy musieli rozważyć narzędzia legislacyjne.
UE i USA mają różne normy dotyczące paliwa lotniczego, które w UE ma temperaturę zamarzania -47 stopni Celsjusza, a w USA -40.


