Wicemarszałek Krzysztof Bosak był gościem „Graffiti” w Polsat News. Jednym z poruszanych tematów była kwestia programu SAFE.
Przypomnijmy, że ustawa ws. wdrożenia unijnego programu-pożyczki SAFE została przegłosowana przez Sejm i czeka na biurku prezydenta na jego decyzję.
Krzysztof Bosak ocenił, że polscy dowódcy „nie wierzą w plany polityków i mają do tego bardzo uzasadnione powody”.
– Politycy przez bardzo wiele lat odwlekali wydatki zbrojeniowe i mimo że przez ostatnich parę lat te wydatki są zbrojeniowe, to ciągle mamy takie jednostki czy takie obszary sił zbrojnych, które są nietknięte i wymagają ogromnych inwestycji. Zaczynając od rzeczy najbardziej elementarnych, czyli osobistego wyposażenia żołnierzy i koszar – wskazał.
– Jeżeli by chcieć przeprowadzić w tej chwili, tak jak w planach rządu poprzedniego czy obecnego, ćwiczenia na wielką skalę, mobilizację rezerwistów, nie ma ich nawet gdzie zakwaterować i w co ubrać. W związku z czym ja rozumiem doskonale postawy dowódców i generałów, którzy widząc szansę na sfinansowanie potrzebnych zakupów, umieszczonych od lat w planach modernizacji sił zbrojnych, i od lat niefinansowanych, bo kupujemy bardzo drogie rzeczy z zagranicy, a elementarnych rzeczy, które moglibyśmy wyprodukować w Polsce, jak buty czy kurtki, nie kupujemy w potrzebnej skali – dodał.
Bosak wskazał też na zagrożenia płynące z unijnego programu, w tym na zasadę warunkowości, która miałaby się z nim wiązać. Jak mówił, jest ona pierwszym argumentem, dlaczego jest przeciwnym temu programowi. Wskazał, że dzięki niej możliwe byłoby wstrzymanie pieniędzy z powodu niejasnych pretekstów. Już wcześniej polityk oceniał, że program SAFE to „KPO na sterydach”.
Co Bruksela stręczy Polakom? Bosak OSTRZEGA: Będziemy głosować w Sejmie „kota w worku”
– My jako polscy politycy w parlamencie nie dostaliśmy ani jednej strony na papierze wyjaśnienia, pod jakimi pretekstami Unia może to wstrzymać i wiem dlaczego, bo sam rząd tego nie wie i sama Komisja Europejska tego nie wie – dodał.
– Naszą rolą jako polityków jest nie tylko uwzględniać kwestie zamówień w wojsku, ale ryzyk politycznych i finansowych. Jak popatrzymy na tę drugą stronę, czyli ryzyka polityczne i finansowe, to ja nie mogę jako polski polityk w odpowiedzialny sposób tego programu poprzeć. Po prostu moim zdaniem ryzyko przeważa te pozytywy szybkiej szybkiej modernizacji – zaznaczył Bosak.
– Komisja Europejska zagarnia sobie coraz więcej kompetencji i stwierdza „to moje”, a środki europejskie rozdaje na zasadzie „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz”. Tak powiedzieli Słowacji, tak powiedzieli Węgrom, tak mogą powiedzieć Polsce, jeśli się rząd zmieni, dlatego tego nie popieram – stwierdził polityk Konfederacji WiN.
Bosak powiedział, że kolejnym argumentem przeciwko programowi SAFE jest za krótki termin na zawarcie umów. – Obowiązek zawarty w przepisach unijnych, żeby zawrzeć umowy do końca maja, to jest absurdalnie krótki termin. To jest absurdalnie krótki termin, uniemożliwiający wynegocjowanie tysięcy produktów, standardów technicznych w prawidłowy sposób – powiedział.
– Żaden kontrakt, a w szczególności 100 czy 200 kontraktów, nie był negocjowany w tak szalonym tempie. Jeżeli chcielibyśmy naprawdę wydać w jednym roku budżetowym 200 miliardów złotych dodatkowo, to to powinno być bardzo solidnie zaplanowane, przygotowane, przedyskutowane w każdym calu. Tymczasem mamy niejawność, nie wiemy ani co, ani za ile, natomiast wiemy na kiedy i wiemy co się stanie, jeżeli nie zakończymy do końca maja – wyjaśnił.
W ocenie Bosaka Polska po prostu nie jest gotowa do zawarcia takiego kontraktu. Jak mówił, „wie to” z „rozmów i z obserwacji i z rozmów z kontrahentami Agencji Uzbrojenia przez ostatnie lata”. – Agencja Uzbrojenia w mojej ocenie nie jest przygotowana do zawarcia tych kontraktów do końca maja i moim zdaniem w najbliższym czasie to wyjdzie – skwitował.
– A jeżeli rząd zmusi Agencję Uzbrojenia, żeby to ukryć i zrobić to w tak krótkim czasie, to będą to po prostu kontrakty, tak jak robił rząd PiS-u, negocjowane na kolanie z idącymi na dekady konsekwencjami finansowymi dla państwa polskiego, ale co gorsza, konsekwencjami dla sił zbrojnych. Dlatego, że jak coś jest źle wynegocjowane w pośpiechu, to później się okazuje, że nie mamy serwisu wynegocjowanego, nie mamy amunicji, nie mamy modernizacji, nie mamy pakietu szkoleniowego – wyliczał.


